• Wpisów:31
  • Średnio co: 67 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:09
  • Licznik odwiedzin:7 613 / 2163 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obudził mnie hałas dobiegający z przedpokoju. Słyszałam jak ktoś chodzi w tę i z powrotem ciągnąc coś za sobą. To zapewne byli rodzice znoszący nasze walizki, a raczej ich, bo rozglądając się po pokoju, zobaczyłam, że tuż przy komodzie stojącej nieopodal drzwi wciąż stała moja walizka. Usłyszałam też jak ktoś w podskokach zbiega ze schodów i ponownie wraca na piętro do siebie. To pewnie nie był nikt inny jak Kasia. Zerknęłam na ekran ładującego się telefonu. Była szósta dwadzieścia, a gdzieś o ósmej piętnaście mieliśmy wylot. Do lotniska nie mieliśmy daleko, ale wciąż pozostawała kwestia czekania na swoją kolej, jeśli chodzi o bilety, bagaże i inne tego typu sprawy. Zwlokłam się z łóżka, ale robiłam to jak za karę, bo wciąż strasznie chciało mi się spać, a powieki same mi się zamykały. Narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę i wyszłam do reszty. Już po pierwszym kroku poza pokój przywitała mnie uśmiechnięta Kasia w swojej letniej, różowej piżamie z włosami splecionymi w niedługi warkocz. Na bose nogi zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni, po drodze widząc otwarte drzwi wejściowe, którymi cały czas wchodzili i wychodzili rodzice. Non-stop pakowali kolejne rzeczy do bagażnika samochodu, że powili zaczynałam wątpić w to czy moja waliza wciąż się tam zmieści. Podeszłam do lodówki i sprawdziłam jej zawartość. Była pełna po brzegi żeby Kaśka nie musiała się przez jakiś czas martwić o zapas jedzenia. Wyjęłam jedynie mleko i sok.
Każdy ma swoje dziwactwa w tym domu, Kasia ma plan co i kiedy może zjeść, tata potrafił zmieszać wszystko co jadalne w jedno, a mama mimo swojej szczupłej sylwetki jadła jak wróbelek narzekając, iż wciąż jest za gruba (czasem była gorsza niż niejedna nastolatka). Ja za to popijałam zupy, czy rzeczy typu płatki z mlekiem. Wzięłam miseczkę, do której wsypałam ulubione płatki i szklankę, którą wypełniłam po brzegi sokiem porzeczkowym. Odłożyłam sok i mleko na swoje miejsce, po czym wzięłam łyżkę do płatków i zabierając wszystko poszłam do salonu. Usiadłam na białej kanapie naprzeciw telewizora. Zaczęłam przełączać kanały, ale jak zawsze nie leciało nic nowego, więc zostawiłam na jakimś programie śniadaniowym. Gdy kończyłam już jeść przyszła mama sprawdzić czy jestem gotowa. Widząc, że nadal mam na sobie pidżamę kazała mi migiem iść się ogarnąć, bo jeśli chcę lecieć do Polski to za dziesięć minut mam siedzieć w aucie. Spytałam czy spakowali już moją walizkę, na co ona przytaknęła i zostawiła mnie samą. Prędko zebrałam naczynia, pobiegłam do kuchni by włożyć je do zlewu, a następnie wróciłam do swojego pokoju by doprowadzić się do porządku.
Minęło piętnaście minut, a my wciąż nie ruszyliśmy z miejsca. Stałam oparta o bok auta czekając na rodziców. Zdążyłam już pożegnać się z Kasią (mama i tata zrobili to razem ze mną, ale oni dodatkowo omawiali sprawy wysyłania pieniędzy na część rachunków czy zakupów związanych z domem), ponieważ postanowiła wybrać się ze znajomymi na miasto. Z jednaj strony było mi trochę smutno z tego powodu, bo już od dłuższego czasu między nami nie było zbyt wesoło, a nawet w taki dzień nie mogła zostać ze mną do końca. Nawet dzisiaj rano widząc jej uśmiech doskonale wiedziałam, że był wymuszony. Tak naprawdę czułam, że cały czas jest na mnie zła za wczoraj. Miałam tylko nadzieję, że po dłuższej przerwie wszystko wróci do normy. Nie zaprzątając sobie jednak dłużej tym głowy, chciałam wejść do domu żeby zobaczyć czy rodzice są gotowi by jechać. Nagle usłyszałam zza siebie znajomy mi głos krzyczący "Nie tak szybko, młoda!"
Odwróciłam się i zobaczyłam czwórkę chłopaków idących w moją stronę. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich aby się przywitać (a raczej pożegnać).
– Przyszliśmy pomóc w pakowaniu, ale chyba się spóźniliśmy - rzucił Louis przytulając mnie jako pierwszy. Kolejny był Liam i Zayn.
– I co młoda? Zostawiasz nas? - rzucił mulat z wymuszonym uśmiechem.
– Nie zostawiam.. Chyba już o tym mówiliśmy - wypaliłam nie puszczając go ze swoich objęć. Z nich wszystkich Zayn'a traktowałam jak starszego brata. Co prawda tylko o rok, ale jednak.
– Będziemy w kontakcie, jasne? - zaczął ostrzegawczo machać palcem przed moją twarzą, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że jeżeli będzie inaczej, gorzko tego pożałuję.
– Jasne.. - wydukałam odwracając się w stronę Niall'a i licząc, że i on mnie przytuli jak cała reszta, ale chyba się przeliczyłam. Odeszłam krok do tyłu od czarnowłosego, ale blondas ani drgnął. Wciąż stał nieruchomo w tym samym miejscu gapiąc się w jeden punkt. Chciałam coś powiedzieć, ale w tej samej chwili z domu wyszli rodzice zamykając za sobą drzwi i idąc w kierunku samochodu. Przywitali się z chłopakami i porozmawiali z pięć minut po czym dali znać, że już czas jechać. Obydwoje wsiedli do środka czekając aż zrobię to samo. Tata odpalił silnik chcąc mnie pośpieszyć. Wszyscy odeszli krok do tyłu. Otworzyłam drzwi i już miałam wsiadać, ale odwróciłam się i bez słowa zrobiłam dwa duże kroki i wtuliłam się w Niall'a, który stał na przodzie grupki. Przez chwilę zawahał się, nie wiedząc co ma zrobić. Jednak w ostatniej chwili objął mnie równie mocno, jakby w ogóle nie miał zamiaru mnie puszczać. "Będziesz tęsknić?" - starał się mówić na tyle cicho bym usłyszała go tylko ja. Wydukałam jedynie "mhm", bo wiedziałam, że jeżeli powiem jakiekolwiek słowo poryczę się jak bóbr. Jeszcze mocniej wtuliłam twarz w zagłębie jego szyi, na co on zacisnął swój uścisk mówiąc: "To dobrze.. bo ja też będę". Uśmiechnęłam się aż w końcu puściłam go i odsunęłam się do tyłu. Puścił mnie chowając dłonie w kieszenie spodni i wciąż patrząc się na mnie ze smutkiem w oczach uśmiechnął się.
– Do zobaczenia - dodał.
Nie odzywając się wsiadłam do pojazdu, a chwilę później wyjechaliśmy z podwórka. Widziałam jak chłopaki idą za nami do bramy przyglądając się jak odjeżdżamy.

*Harry*

Za kilka godzin razem z chłopakami jechaliśmy w dalszą część trasy, a przy tym na rozdanie nagród VMA. Miałem co do tego jeszcze sporo pytań i chciałem porozmawiać na ten temat z resztą zespołu, ale kiedy się obudziłem i sprawdziłem czy są- dom był pusty. Nie miałem za bardzo nic do roboty, a nie miałem pojęcia gdzie ich wcięło dlatego postanowiłem pójść i pożegnać się z Mariką. Wczorajsza rozmowa była dość dziwna, dzisiaj chciałem jeszcze chwilę z nią porozmawiać jeszcze przed naszym wyjazdem. Postanowiłem więc wyjść oraz póki mam czas spotkać się z nią, niezależnie od godziny.
Prawie byłem już pod jej domem kiedy zauważyłem jak z posesji wyjeżdża samochód należący do rodziców dziewczyny. Tuż za nim szli oni. Cała czwórka machała tak jakby się żegnali. Nie miałem pojęcia o co chodzi, więc podbiegłem do nich. Byli zaskoczeni widząc mnie. Nie wiedzieli co powiedzieć i plątali się w tym co mówili. W końcu zrozumiałem co chcą mi przekazać. Bez zastanowienia zostawiłem ich i zacząłem biec za samochodem. Zacząłem biec przez piaszczysty wjazd, którym jechali w stronę wyjazdu z osiedla. Krzyczałem by zaczekali, ale bez skutku. Nim się obejrzałem byli zbyt daleko. Zatrzymałem się dysząc ciężko. Przykucnąłem i schowałem twarz w dłoniach, nie potrafiłem pojąć tego co się wydarzyło kilka sekund temu. Dlaczego nikt o niczym mi nie powiedział? Nawet przyjaciele przemilczeli wszystko i najwyraźniej nie zamierzali mi nawet o tym wspomnieć. W końcu wstałem i ruszyłem w ich stronę. Stali jak wryci gapiąc się na mnie jak na wariata. Dotarłem do nich nie wiedząc nawet od czego mam zacząć.
– Harry... - zaczął Liam robiąc krok do przodu.
– Wiedzieliście? - wysapałem.
Spojrzeli się na siebie tak jakby każdy każdego pytał czy mogą mi powiedzieć coś o czym ja nie miałem bladego pojęcia.
– Tak, prosiła nas żebyśmy nic nie ci mówili... Nie wiedzieliśmy, że..
– Że mi zależy na niej tak samo jak wam?! Odbiło wam do reszty?! - przerwałem mu zaczynając drzeć się nie zwracając uwagi na to czy ktoś z mieszkańców mnie słyszy - Do jasnej cholery, czy wy macie swój rozum?!
– Stary, odpuść, przecież to nie...
– Nie wasza wina? Wiesz co? Jesteście skończonymi idiotami!
Słysząc to znowu wszyscy patrzyli na mnie jak na uciekiniera z psychiatryka. Jednak w tamtej chwili moja cierpliwość się wyczerpała. Miałem już tego szczerze dosyć. Zacząłem chodzić w jedną i w drugą stronę, cały czas kręcąc się w kółko.
– Ochłoń trochę - rzucił jeden z nich po czym poszli zostawiając mnie bym przemyślał jeszcze raz to co się właśnie stało. Sam już nie wiedziałem co mam robić. Zachowałem się jak idiota, ale nie byłem w stanie teraz tego odkręcić. Teraz nie mogłem już nic.

*Marika*

Mijały kolejne minuty. Było po ósmej i siedziałam już w samolocie czekając na odlot samolotu. Z nudów zaczęłam przyglądać się czy wchodzą do środka jacyś ładni kolesie, ale nie znalazłam żadnego na którym można było zawiesić oko. Póki miałam czas, korzystałam z internetu na telefonie. Sprawdzałam różne strony typu twitter czy facebook aż do chwili, w której w głośniczkach nie usłyszałam informacji by wyłączyć wszelkie urządzenia. Wtedy przypomniał mi się obraz Harrego biegnącego za naszym samochodem. Jedyna na co było mnie wtedy stać to powiedzieć tacie by jechał szybciej. Nie sądziłam, że przyjdzie mu do głowy przyłazić do mnie akurat dzisiaj. Na dodatek zobaczył, że reszta o wszystkim wiedziała. Było mi głupio, ale w tej chwili byłam bezradna. W końcu samolot ruszył, w mgnieniu oka wzbiliśmy się w powietrze. Już nie było odwrotu. Jedyne co mogłam to pożegnać się na jakiś czas z Londynem i pogodzić się z faktem, że za kilka godzin będę w domu. Moim prawdziwym domu, w którym się wychowałam...

~*~*~

Usłyszałam jak ktoś mówi moje imię, szturchając mnie w ramię. Otworzyłam zaspane oczy i zobaczyłam mamę pochyloną nade mną. Byliśmy prawie na miejscu. Wylądowaliśmy na lotnisku w Berlinie, więc musieliśmy jeszcze przejechać kawał drogi samochodem. Teraz zostało nam jedynie odebrać bagaże i pójść na parking gdzie czekała już na nas ciocia Margareta, młodsza kuzynka mojej mamy. Według mnie były bardziej dla siebie jak siostry. Od małego moja mama wychowywała się z całkiem liczną resztą kuzynostwa, ale największy kontakt zachował się akurat z nią. Kiedy jeszcze tu mieszkaliśmy ciocia często nas odwiedzała. Nie mieszkała w tym samym mieście co my, ale w miasteczku oddalonym od naszego o jakieś kilka kilometrów.
Zabraliśmy nasze rzeczy, następnie wyszliśmy z budynku, by rozejrzeć się gdzie zaparkowała. Długo jednak nie szukaliśmy, bo ciocia czekała na nas już przy samym wyjściu. Pomogła zapakować nam walizy do bagażnika, po czym wsiedliśmy i pojechaliśmy prosto do domu. Najbardziej jednak nie mogłam doczekać się początku roku szkolnego, który był już za kilka dni. Może to dziwne jak na mnie, ale pociesza mnie, że w ten dzień zobaczę się ze wszystkimi, za którymi tak bardzo tęskniłam. I może nawet poznam nowe osoby. Kto wie...

*Londyn- 10: 00 (Niall)*

Wszyscy byliśmy już spakowani i gotowi do wyruszenia w dalszą część trasy koncertowej. Dodatkowo za pare dni mamy gale VMA, co dodatkowo nas nakręca. Wszyscy nie mogliśmy się już doczekać nowych przeżyć i miast, które odwiedzimy.
Każdy z nas siedział w innej części tour busa. Czekaliśmy na kierowce, który rozmawiał jeszcze chwilę z menadżerem, ale po chwili wszystko było ustalone i mogliśmy jechać. Siedząc na kanapie widziałem jak Styles cały czas leży na swoim łóżku i grzebie coś w telefonie. Mało mnie obchodziło co tam robi. Bardziej martwiło mnie to, że od porannego zdarzenia ani razu nie odezwał się do żadnego z nas. Z jednej strony rozumiałem jego zachowanie, ale z drugiej nie mógł przecież mieć do nas o to pretensji. Właśnie wyjechaliśmy w trasę, więc chociaż na scenie powinien zachowywać się normalnie. Jednak jeżeli nic się nie zmieni trzeba będzie z nim porozmawiać prędzej czy później. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk wiadomości.

*Marika*

Przed chwilą dotarliśmy do domu. Babcia i dziadek, którzy mieszkali z nami kiedy wciąż tu byliśmy, przywitali nas ciepło. Pierwsze co to zaczęli wypytywać jak było albo jak minął lot. Najpierw postanowiliśmy jednak przebrać się i dopiero wtedy usiąść w naszym salonie i porozmawiać. Dom był dość spory, ale dziadkowie nie mieli serca go sprzedawać, bo od początku był nasz i chcieli by tak zostało. Dziadek pomagał przy budowie i praktycznie większość szczegółów dotyczących jego projektu były jego zasługą. Wychowałam się tutaj i nawet nie wiem co bym zrobiła gdyby okazało się, że postanowili go sprzedać. Dom dzielił się jakby na dwie części: na dole mieszkali dziadkowie, a ja i rodzice u góry.
Każdy zabrał swoje rzeczy i poszedł do siebie. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Nic się nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu tutaj. Ściany wciąż były obłożone białą tapetą w czarne szlaczki. Na wprost wejścia stał stół z czterema krzesłami, po prawej stronie wisiało lustro w srebrnej ramie. Tuż obok niego stała dłuższa komoda z jasnego drewna. Nad nią wisiał telewizor przytwierdzony do ściany, za to w prawym rogu pokoju nadal stała budka telefoniczna, która niegdyś pełniła funkcje mojej szafki na dość sporą kolekcję płyt i książek. Na przeciwko ściany, gdzie wisiał telewizor, znajdował się obraz z czerwonym londyńskim autobusem. Pod nim stała spora szara kanapa, obok której stał malutki biały stolik. Jeśli chodzi o szafę pamiętam, że chciałam postawić ją w najmniej widocznym miejscu dlatego wylądowała za drzwiami od wejścia do pokoju.
Zapominając o tym, że zaraz mam pójść na samą górę porozmawiać z rodziną, usiadłam na sofie i cieszyłam się chwilą spokoju. Wyciągnęłam telefon z kieszeni bluzy i spojrzałam na zegarek. Było już po jedenastej, co znaczyło, że w UK była dziesiąta. Weszłam w kontakty, wybrałam numer do Niall'a i napisałam do niego krótką, lecz treściwą wiadomość. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź.


Najchętniej od razu bym do niego zadzwoniła, ale rodzice wołali mnie na górę. Poza tym chyba nie był zadowolony kiedy spytałam go o Harrego. Ale co się dziwić, jest jego przyjacielem i zapewne się o niego martwi. Przed oczami znowu miałam obrazek jak biegnie i krzyczy byśmy się zatrzymali, ale ja tak po prostu go olałam. Nie chciałam się z nim żegnać. Wiedziałam, że zacząłby wypytywać czemu nic mu nie powiedziałam. Chciałam tego uniknąć. Głównie o to mi chodziło. Wiem, że zachowałam się jak egoistka, ale stwierdziłam, że tak będzie lepiej. W sumie to przecież głównie po to postanowiłam tu przylecieć. Żeby odciąć się od niego i móc odsapnąć. Chociaż powoli zaczynałam wątpić w to wszystko. Czułam, że sprawa z Harrym długo nie da mi spokoju.

______________

Wiem, że dawno nie pisałam, ale jak zwykle brakło mi na to czasu. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zajrzy i przeczyta ten rozdział. Jak zwykle bardzo proszę osoby, które przeczytały o pozostawienie po sobie śladu w postaci np. komentarza, bo wiadomo, że to dla mnie ważne i daje mi to motywację.
  • awatar Raz $ię żyje!: Po dłuuuuuuuugim czasie pojawił się wymarzony rozdział :P Oczywiście znowu genialny, ale, że nie powiedziała Harry'emu -,- Z niecierpliwością czekam na następny. Oby pojawił się szybko :*
  • awatar Gość: rozdział jest niesamowity i czekam z niecierpliwością na kolejny
  • awatar Gość: *.* super rozdział :3 bardzo ucieszyłam się jak zobaczyłam tu nowy wpis :D z niecierpliwością czekam na kolejny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Odrobinę mi się nudziło, ale nie bardzo miałam ochotę brać się za rozdział, dlatego zrobiłam pewien trailer. Nie tyczy się on mojego opowiadania aczkolwiek bardzo chciałabym wiedzieć czy da się go oglądać. Proszę, jeśli ktoś go obejrzał nich da znać co o nim sądzi.
(Jest to mój pierwszy w życiu trailer, więc może być niedopracowany)
  • awatar Horoskopy o One Direction: CZEŚĆ :D SERDECZNIE ZAPRASZAM DO OPOWIADANIE O HARRY' M :D JEŚLI SIĘ SPODOBA TO KOMENTUJ :) http://tatuazekolczykijawszystkietakietakie.blogspot.com/ :P
  • awatar Gość: Hej ;) Napiszesz coś jeszcze na blogu o Marsie ;)
  • awatar Raz $ię żyje!: Genialny xD :D PLL <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Do wylotu mojego i rodziców został zaledwie jeden dzień. Wszystko było już spakowane i czekało na powrót do domu za oceanem. Z jednej strony nie chciałam stąd lecieć i ryzykować, że wszystko stracę, ale z drugiej wiedziałam, że bardzo chcę znów zobaczyć się z Agą i resztą moich znajomych. Chociaż na chwilę wróciłabym do tamtych czasów gdy niczym się nie przejmowałam i wiedziałam, że codziennie mogę z kimś wyjść, a nie umawiać się na spotkanie z własną przyjaciółką, z którą dzieliłam dom. Na dodatek w chwilach samotności być skazana na przymusowe towarzystwo lokatego. À propos niego.. Nie widziałam go od dnia, w którym byłam w szpitalu. To dość dziwne jak na niego, ale przecież mam to czego chciałam, odpoczynek od tego natręta. Mam nadzieję, że Niall mu niczego nie wygadał. Nie bardzo chcę żeby przyłaził tu i żegnał się ze mną. Najzwyczajniej chcę mieć od niego spokój i zapomnieć o nim na okres mojego pobytu w Polsce... Mam nadzieję, że to właśnie o to chodzi. Chyba nie odbiło mi na tyle bym nie chciała się z nim żegnać, bo wiem, że było by to dla mnie trudne i trochę dziwne. Zresztą po co ja o tym myślę. Już za niedługo będę miała to na co tak czekam i niech na tym się skończy.
Na zegarku dochodziła czwarta, a ja wciąż zalegałam na łóżku w piżamie z laptopem na kolanach. Jedyne po co dzisiaj wstałam to po jedzenie i do łazienki. I tak naprzynosiłam sobie tyle zapasów żeby nie musieć po nie iść do kuchni. Straszny ze mnie leń, ale w dni takie jak ten, nie chce mi się nic. W domu byłam praktycznie sama, bo rodzice robili zakupy dla Kasia na czas pobytu tu jej rodziców. Zrobili jej nawet rozpiskę co, jak i kiedy ma robić. I żeby nie zapomniała zapłacić rachunków zostawili jej kartki, pozaznaczali w kalendarzu i pewnie będą jeszcze dzwonić. Pieniądze zamierzają przelewać na jej konto by nie było większych problemów. Za to jeżeli chodzi o to gdzie Kaśka, to jak zwykle opiekuje się małymi potworkami, ale tym razem wyjątkowo w domu sąsiadów. Tym lepiej dla mnie. Tak więc dziś jestem tylko ja, komputer, wygodne łóżko i dobra playlista. Nagle odezwał się mój telefon. Zobaczyłam napis "Harry" i odłożyłam komórkę. Świetnie, że on tak bardzo pomaga mi w zapomnieniu o sobie. Przez najbliższe pięć minut była cisza, ale zaraz po tym telefon znów się odezwał, jednak teraz to nie była wiadomość, a przychodzące połączenie. Nie odebrałam, tylko wyłączyłam dźwięk. Po pewnym czasie w końcu dał sobie spokój. Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Mając nadzieję, że to Kasia lub rodzice narzuciłam na siebie szarą bluzę i zbiegłam aby otworzyć. Wchodząc na palcach na zimną posadzkę w holu, przekręciłam klucz i uchyliłam drzwi. Przede mną stał odwrócony tyłem chłopak ubrany w białą koszulkę na krótki rękaw oraz czarne spodnie. W dłoni trzymał telefon, w którym coś sprawdzał, czekając aż ktoś mu otworzy. Słysząc, że drzwi się otwierają zwrócił się w moją stronę.
- Myślałem, że nie ma cie w domu.
- No to źle myślałeś. Po co tu przyszedłeś?
- Tak po prostu, chciałem się z tobą spotkać. Chyba, że nie chcesz, ale wiesz, że u mnie słabo z przyjmowaniem jakiejkolwiek odmowy.
- Zdążyłam to zapamiętać.
- Ty jesteś w piżamie? Spałaś?
- Nie, miałam tylko nadzieję, że nikt nie wrąbie mi się dzisiaj do domu i będę mogła posiedzieć sobie sama w pokoju przed komputerem - posłałam mu sztuczny uśmiech.
- To masz strasznego pecha.
- Harry, na prawdę chcę mieć dzień spokoju, kiedy nikt nic ode mnie nie chce. Poza tym co cię tak nagle zainteresowała moja osoba? Bo ostatnio przy najlepszej okazji dałeś sobie spokój.
- Przepraszam, ale akurat musiałem coś załatwić i nie mogłem tego przełożyć.
- Aż tyle ci to zajęło? To gdzie ty to załatwiałeś? W Nowym Jorku?
- Skąd wiesz? - zmarszczył brwi na co jak parsknęłam śmiechem.
- Ja sobie żartowałam.
- Mniejsza.
- No właśnie nie.. Po co ty leciałeś do Nowego Jorku?
- Naprawdę nieważne. I przepraszam za tamten dzień, ale zrozum mnie. Ty też czasem masz jakieś sekrety czy sprawy, o których nie możesz mi powiedzieć.
Słysząc to zdanie nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jednak wiedziałam, że moje milczenie w sprawie wylotu nie będzie nieuczciwe w stosunku do Harrego. On też mi nic nie powiedział o swojej wycieczce.
- Poza tym nie jesteśmy dla siebie nikim ważnym żeby tłumaczyć sobie wzajemnie gdzie i kiedy coś z kimś robiliśmy, prawda? - dodał po chwili ciszy, a po moim ciele przeszły dreszcze.
- Racja - westchnęłam otrząsając się. Nagle do domu wpadł zimny wiatr z dworu, na ciele momentalnie pojawiła mi się gęsia skórka.
- Lepiej będzie jeżeli faktycznie już pójdę. A ty wracaj do łóżka mała - powiedział posyłając mi wymuszony uśmiech. Po tych słowach odwrócił się oraz zszedł z kilku schodków idąc w stronę wyjścia z posesji.
Bez żadnego słowa pożegnania już po minucie zniknął z zasięgu mojego wzroku. To był ostatni raz kiedy go widzę tuż przed rozstaniem na ponad rok. A on nawet nie jest tego świadomy. Pewnie myśli, że za kilka dni znów się zobaczymy, natomiast dzisiejszą rozmowę, za jakiś czas po prostu zapomnimy. Przez jeszcze chwilę stałam wpatrując się w puste podwórko póki nie ocknęłam się i nie zamknęłam drzwi. Wróciłam do pokoju zajmując swoje poprzednie miejsce. Starałam się zapomnieć o tym co powiedział, ale było to dla mnie trudne. Ciekawiło mnie co robił w NYC. A przede wszystkim po co tam był. Jednak miał racje, że to nie moja sprawa. Najlepiej będzie jak zapomnę. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek połączenia. Nie sprawdzając kto to odebrałam. W słuchawce usłyszałam głos Zayn'a mówiącego bym do nich przyszła, bo chcą zrobić noc filmową w ostatni dzień wolnego przed dalszą częścią trasy. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, bo powiedziałam lokatemu, że chcę odpocząć, a tymczasem po jednym telefonie rezygnuję z tego. Ale przecież powinnam jak najlepiej spędzić właśnie ten dzień. Mówi się trudno. Zgodziłam się na propozycję mulata, powiedziałam, że za około dwadzieścia minut powinnam być. Odłożyłam telefon idąc do szafy, by zobaczyć czy zostało mi w niej coś w co mogłabym się ubrać. Wyciągnęłam z niej czarne leginsy oraz przydużą szarą bluzę z czarnymi rękawami. Mimo, że słońce wciąż świeciło, wiał chłodny wiatr, więc wolałam ubrać coś na długi rękaw. Przebrałam się, a włosy upięłam w kucyka. Wzięłam torbę, którą miałam ostatnio, następnie zeszłam na dół żeby nałożyć trampki. Kiedy byłam gotowa wyszłam zabierając ze sobą klucz. Po zamknięciu domu ruszyłam prosto do chłopaków.
Gdy dotarłam na miejsce nacisnęłam na dzwonek. Od razu ktoś mi otworzył. Był to Liam trzymający wielka misę popcornu, witając mnie zapachem masła rozpuszczonego na prażonej kukurydzy. Weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Szatyn przeprosił mnie mówiąc bym poszła do salonu, ponieważ on musi skończyć robienie jedzenia. Przytaknęłam po czym dołączyłam do reszty. Wszyscy ciepło mnie przywitali, jednak będąc tam nie znalazłam jednej osoby. A mianowicie Styles'a. Spytałam czy jest w domu, ale powiedzieli, iż nie widzieli się z nim od kilku dni. Zdziwiło mnie to, bo przecież jakiś czas temu był u mnie i zdawało się, że później tu wrócił. Może przyleciał dopiero dzisiaj i jeszcze przyjdzie. Choć to dość dziwne, bo przecież po całym mieście tachałby swój bagaż z podróży? Nie sądzę. Cała ta sytuacja była podejrzana, ale nie zamierzałam się nią zajmować. Nie mój problem. Raptem do pokoju wszedł 19-latek z jedzeniem. Położył wszystko na niskim stoliku przed kanapą. Niall wybierał film, a Louis poszedł do kuchni po coś do picia. Nareszcie wszyscy siedzieliśmy przed telewizorem. Nim jednak włączyli film wszyscy spojrzeli na mnie czekając na moją reakcję.
- Coś nie tak?
- Czemu nie zostaniesz?
- O błagam was... Chcę tam skończyć szkołę i to normalne, że też spotkać się ze znajomymi. Na wieczność tam nie zostanę, to jest pewne, ale kiedy wrócę... tego nie wiem.
- Oczywiście my to rozumiemy. Każde z nas ma własne życie, a od jutro znów wracamy do roboty i nie mielibyśmy czasu na spotkania z przyjaciółmi czy na jakiekolwiek odwiedziny bliskich, ale wiemy, że jest ktoś dla kogo wolałabyś zostać - zaczął Zayn.
- To zaczynamy oglądać? - zapytałam zmieniając temat. Chłopak ciężko westchnął zabierając pilot od blondasa, a następnie włączył film.

Przez prawie pięć godzin zalegaliśmy na kanapie co jakiś czas tylko wymieniając płytę z filmem. Wszystkim powieki same się zamykały, a Lou zdążył całkiem zasnąć z rękami skrzyżowanymi na piersi i głową na oparciu sofy. Każde z nas musiało się na jutro wyspać, więc nie zwlekając dłużej zebrałam się z zamiarem powrotu do domu. Pozostała trójka odprowadziła mnie do wyjścia mocno przytulając na pożegnanie. Nie mogę uwierzyć, że zobaczymy się dopiero za kilkanaście miesięcy. Nie znam ich zbyt długo, ale już wiem, że będę za nimi tęsknić. Są naprawdę pozytywnymi osobami i nie da się z nimi nudzić. Po jeszcze chwili rozmowy krzyknęłam do Tomlinson'a, ale on jedynie przewrócił się na drugi bok i spał dalej. Nie dziwie mu się, bo gdybym była u siebie na pewno zasnęłabym już po dwóch filmach. Wychodząc pomachałam do grupki stojącej w wejściu uśmiechającej się do mnie. Zapamiętując ten obraz odwróciłam się idąc do swojego domu.
Podczas mojej nieobecności wrócić zdążyli rodzice oraz Kasia. Po wejściu do domu bez słowa wróciłam do swoich czterech ścian. Przebrałam się w coś wygodniejszego, po czym ponownie włączyłam laptopa. Nagle do pokoju weszła Kasia z dość poważną miną, a jak na nią to była rzadkość. W takich sytuacjach są dwie opcje: albo któryś z 1D zmienił fryzurę, albo stało się coś ważnego o czym koniecznie chce porozmawiać. W tych okolicznościach obstawiałam drugą opcję. Dziewczyna powoli podeszła do mnie i usiadła obok.
- Przeszkadzam?
- Nie, jasne, że nie. Co jest?
- Może to dość dziwny temat, ale.. chodzi mi o Harrego - słysząc imię wypowiedziane przez szatynkę odruchowo wywróciłam oczami. Akurat w ostatni dzień wszyscy muszą mi o tym truć. - Nie uważasz, że powinnaś mu powiedzieć?
- Nie jesteśmy dla siebie nikim ważnym żeby tłumaczyć się wzajemnie z takich rzeczy - spojrzałam na nią przytaczając słowa lokatego, które usłyszałam kilka godzin temu.
- A ja mam na ten temat inne zdanie. Według mnie powinien o tym wiedzieć. Co mu powiem jak za jakiś czas przyjdzie i będzie chciał porozmawiać? 'Przepraszam, Mariki nie ma, bo poleciała sobie do Polski, a ty jesteś jedyną osobą, która o tym nie wie'? Zastanów się.
- Nie będziesz musiała mu nic mówić, bo wkrótce jadą w trasę. Przez ten czas zdąży zapomnieć, że mnie poznał.
- Nie sądzę żeby miał aż tak złą pamięć. Słuchaj mnie, to, że wydaje wam się, że nie jesteście dla siebie nikim ważnym nie usprawiedliwia cię z powiedzenia mu o twoim opuszczeniu Londynu na dobre kilkanaście miechów.
- Usprawiedliwieniem nie jest też nasza krótka znajomość - stwierdziłam unosząc głos - Wciąż jesteśmy dla siebie jak dwoje nieznanych sobie ludzi. Nie obchodzi mnie co się z nim dzieje, co robi i z kim. Dlatego też nie uważam bym musiała mu się z czegoś tłumaczyć. Pojmij to.
- Znasz go tak samo jak całą resztę zespołu, ale im powiedziałaś.
Po krótkiej wymianie zdań nastała głucha cisza. Żadna z nas się nie odezwała. Wlepiłam w nią swój wzrok, ale ona cały czas patrzyła się w podłogę. "Rób jak chcesz" rzuciła oschle przy wyjściu trzaskając drzwiami. Może i chciała mi w pewien sposób pomóc, ale ja o to nie prosiłam. Nie potrzebuje tego od nikogo. Podjęłam decyzję i będę się jej trzymać. Przez to wszystko nie miałam już humoru na nic. Wyłączyłam przenośny komputer oraz zabrałam z łóżka piżamę. Następnie poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po niespełna trzydziestu minutach byłam gotowa do snu. Wróciłam do siebie i położyłam się do łóżka. Nałożyłam słuchawki, włączyłam ulubioną piosenkę i przy jej dźwiękach zasnęłam.

________________________________

Ubranie Mariki: http://www.polyvore.com/17/set?id=106327082
________________________________

Proszę oto kolejny rozdział. Jak zwykle proszę o komentowanie każdego kto czyta, bo to mnie motywuje do dalszego pisania.
  • awatar Gość: czekam na kolejny :)
  • awatar Raz $ię żyje!: Genialny! I co Harry tam knuje ? Czekam z niecierpliwością na następny :*
  • awatar Gość: rozdział świetny :) nie moge sie doczekać kolejnego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zaniemówiłem słysząc jej słowa, nie wierzyłem, że to działo się na prawdę. Nie sądziłem, że może być aż tak źle.
– J-jak to? Nie pamiętasz mnie? Ale przecież... Jestem Niall, poznaliśmy się jakiś czas temu... - zacząłem mówić jak nakręcony sam powoli plącząc się w wypowiedziach. W pewnym momencie usłyszałem jej głos przerywający mój monolog.
– Ej.. NIALL! Spokojnie - zaczęła chichotać - Tylko sobie żartowałam głuptasie. Nie sądziłam, że tak łatwo dasz się nabrać.
– Co?... ŻARTUJESZ SOBIE ZE MNIE?! Chcesz żebym dostał zawału?! To w żadnym stopniu nie było śmieszne.
– Zmienił byś zdanie gdybyś zobaczył swoją minę w tamtym momencie. Omal się nie popłakałeś.
– Bo się martwiłem.
– Proszę cię. Z jakiej przyczyny miałabym mieć zanik pamięci? Z powodu zasłabnięcia? Tak w ogóle to jest może gdzieś tu lekarz?
– Poczekaj, pójdę zobaczyć.

*Marika*

Po tych słowach widziałam tylko jak blondyn znika za białymi drzwiami. Rozejrzałam się dookoła chcąc obadać pomieszczenie w jakim się znajdowałam. Obok mnie było wolne łóżko szaro-pistacjowa podłoga i jasne ściany. Typowe chyba dla większości szpitali. Bardziej czułam się tu jak w psychiatryku niżeli w jakieś przychodni. Niespełna po pięciu minutach chłopak wrócił z wysokim szczupłym mężczyzną w białym kitlu. W dłoniach trzymał stertę papierów oraz żółtą papierową teczkę. Na nosie miał okulary, natomiast jego ciemne włosy zaczesane były na bok tak, że część pojedynczych kosmyków opadała mu na czoło. Podszedł bliżej łóżka, na którym leżałam spoglądając na tabliczkę wiszącą na jego końcu. Przez chwilę uważnie się jej przyglądał, gdy w końcu odwiesił ją na miejsce zaczął wertować dokumenty przyniesione ze sobą. W końcu spojrzał na mnie i zaczął zadawać błahe pytania, bynajmniej dla mnie takie były, ale może i dla niego należały do tych "ważnych". Zaczęłam dopytywać co mogło być powodem mojego omdlenia. Ponownie zamilkł na chwilę, po czym poprawił swoje okulary i powiedział, że najprawdopodobniej powodem było przemęczenie. Odrobinę mnie to zdziwiło, bo przecież nie robiłam ostatnio nic męczącego. Chyba, że chodzi tu o późne chodzenie spać i niewysypianie się. Może faktycznie spanie z trzy lub cztery godziny nie działało na mój organizm zbyt dobrze, ale wcześniej nie odczuwałam zbytniej różnicy, a przecież to nie po raz pierwszy śpię tak krótko. Cóż, najwyraźniej teraz odbiło mi się to czkawką. Najważniejszego jednak wciąż się nie dowiedziałam. Czy mogę iść już do domu. Ja nie widziałam żadnej potrzeby bym zostawała tu na dłużej. Przecież nie byłam obłożnie chora bym musiała tu być na noc na obserwacji. Doktor na całe szczęście stwierdził, że nie jest to wcale konieczne i mogę iść po wypis. Jedyne na co kazał uważać to pory w jakich idę spać. Jeżeli w przeciągu kilku dni będę normalnie się wysypiać, nie powinno się coś takiego powtórzyć. Wstałam z łóżka i dziękując lekarzowi razem z towarzyszem opuściliśmy salę. Szliśmy długim korytarzem, póki nie dotarliśmy na sam jego koniec do szklanych drzwi. Dopiero wychodząc z budynku zwróciłam uwagę, że powoli robiło się ciemno. Chyba trochę tam leżałam. Było mi chłodno, na ciele pojawiła mi się gęsia skórka. Niall, narzucając na moje ramiona swoją ciepłą bluzę, prędko poprowadził mnie do jednej ze stojących na parkingu taksówek. W jednym zdaniu podał wszystkie informacje mężczyźnie siedzącemu z przodu i nim się spostrzegłam byliśmy w drodze do mojego domu. Kiedy pojazd zatrzymał się tuż przy wjeździe na posesję, wciąż siedząc na tylnym siedzeniu zdjęłam z siebie bluzę podając ją chłopakowi, po czym powoli wygramoliłam się z auta. Zaczynałam już iść w stronę domu kiedy usłyszałam głos Niall'a mówiący "Niech pan chwilę poczeka" a chwilę po tym trzask drzwi od samochodu. Odwróciłam się a on stał jakieś dwa kroki za mną.
– Obstawiam, że czujesz się już lepiej i nie potrzebujesz mojej pomocy.
– Skoro to wiesz, to po co wysiadałeś z taksówki? - nie odpowiedział mi na pytanie, jedynie uśmiechnął się spuszczając swój wzrok - Dziękuję, że ze mną zostałeś.
– Drobiazg.
Nagle nastała niezręczna cisza, ale postanowiłam ją przerwać.
– A co z Harrym? - spojrzał na mnie, widać było, że nie był zadowolony tym pytaniem. Odchrząknął i udzielił wyczekiwanej przeze mnie odpowiedzi.
– Wymigał się od razu jak straciłaś przytomność. My pojechaliśmy z tobą do szpitala, a on powiedział, że ma coś ważnego do załatwienia i nie może jechać - szerze to liczyłam na inną odpowiedź, nie wiem czemu, ale wolałam usłyszeć zupełnie coś odwrotnego. Może to dziwne, bo zazwyczaj nie bardzo interesowało mnie to jak postępuję Styles.
– Ta.. To nie pierwszy raz. Dobra, wiesz co... Dzięki, że załatwiłeś taryfę i nie zostawiłeś na pastwę pielęgniarek - starałam się uśmiechnąć, ale raczej nie bardzo mi to wyszło, więc czym prędzej zwróciłam się w kierunku domu.
Wchodząc do środka zapaliłam światło w holu. Zaczęłam rozglądać się po pokojach, ale nikogo nie znalazłam. Idąc do swojego pokoju usłyszałam dźwięk telefonu. Wyjęłam go ze szmacianej torby sprawdzając kto dzwoni.
– Mamo? Gdzie jesteście?
– Niedawno pojechaliśmy do miasta i załatwić kilka spraw. Zapłacić rachunki itd. A ty jak się czujesz? Już wszystko okej? Wypisali cię bez problemu?
– Emmm... tak wszystko dobrze. A skąd wiesz?
– Harry przyjechał i nam powiedział. Od razu pojechaliśmy do szpitala. Rozmawialiśmy z lekarzem, ale cały czas byłaś nieprzytomna. Martwiliśmy się, ale dzięki Bogu już wszystko dobrze. Myśleliśmy, że jeszcze raz do ciebie przyjedziemy, ale jak widać już nie trzeba.
– O której będziecie?
– Za jakieś dwie godziny powinniśmy być w domu. Trzymaj się i połóż się do łóżka. Narazie.
– Pa - odpowiedziałam krótko, rzucając telefon na łóżko.
Czyli Harry jednak nie potraktował tego tak obojętnie jakby się wydawało. Chyba, że zrobił to żeby wina nie poszła na niego... Czy coś w tym stylu. A zresztą sama nie wiem i nie zamierzam się dowiadywać o co chodziło. Co mnie to interesuje? Nagle zaczęło mnie obchodzić co robi Pan Harry Wielkie Serce Styles? Nie wydaje mi się. Mniejsza z tym, lepiej jak zapomnę o tym co było dzisiaj i faktycznie odpocznę. Przyda mi się, tym bardziej, że nie chcę mieć powtórki z rozrywki. Otworzyłam szafę i zaczęłam szukać odpowiednich rzeczy na przebranie. Wybrałam stare leginsy i czarną większą ode mnie o jakieś trzy rozmiary koszulkę. Byłam o krok od łazienki kiedy usłyszałam jak ktoś przekręca klucz w drzwiach wejściowych. Po chwili ktoś już wchodził po schodach. Nagle moim oczom ukazała się Kasia. Zapytałam ją co dzisiaj robiła, na co ona wzruszając ramionami odpowiedziała "To co zwykle". Od pewnego czasu miałam okazję słyszeć tą odpowiedź dość często, tak jakby coraz mniej interesowało ją czy w ogóle o coś ją pytam lub do niej mówię. Nie wiedziałam czy zrobiłam coś nie tak, ale nie zamierzałam robić w tej sprawie dochodzenia. Jak jej się znudzi to odpuści. Miejmy nadzieję.
Weszłam do jasnego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Napuściłam wody, spięłam włosy, rozebrałam się i weszłam do wanny. Biorąc gorącą kąpiel zupełnie straciłam rachubę czasu i spędziłam tam co najmniej z godzinę, bo skóra na dłoniach wyglądała jak u starszej pani. Szybko wyszłam z wody owijając ręcznikiem siebie jak i moje mokre włosy. Wytarłam się, a następnie ubrałam ciuchy pełniące funkcję piżamy i wysuszyłam włosy. Wróciłam do swojego pokoju od razu kładąc się do łóżka. Przewróciłam się na lewy bok, powoli odchodząc do krainy Morfeusza. Przeszkodził mi sms, który ktoś do mnie wysłał. Ledwo otwierając powieki spojrzałam na ekranik komórki. Sprawdziłam od kogo jest wiadomość. Oto co zobaczyłam:

Nie bardzo wiedziałam co myśleć. Tym bardziej, że nie byłam nawet w stanie, bo praktycznie zasypiałam na siedząco. Dlatego dłużej nie główkując nad wiadomością od chłopaka, zostawiłam to na jutro i wróciłam do próby zaśnięcia.

*Kilka dni później- za 4 dni szkoła*

Małymi krokami zbliżał się początek roku, za to ja wciąż nie miałam kupionych książek czy zeszytów. O dziwo nie była to moja wina, a rodziców. Już od dłuższego czasu z tym zwlekali nie wiedzieć czemu. W końcu wyjdzie, że pójdę na lekcje bez niczego tłumacząc się, że moi opiekunowie nie dali mi pieniędzy na zakup podręczników. Dzisiaj był czwartek, więc miałam jeszcze niecałe 3 dni na zrobienie zakupów. Stwierdziłam, że zejdę na dół do kuchni gdzie właśnie przebywali. Tata miał przerwę w pracy, więc na chwilę przyjechał do domu. Tym lepiej dla mnie, bo mam okazję porozmawiać nie tylko z mamą. Zbiegłam po schodach i od razu do nich poszłam. Nie zdążyłam nawet otworzyć ust by powiedzieć choć słowo, a pierwsze co usłyszałam było "Dobrze, że przyszłaś. Chcieliśmy porozmawiać" wypowiedziane z ust mojej rodzicielki. Zmierzyłam ich wzrokiem, już na pierwszy rzut oka widać było ich niezbyt zadowolone miny. Bałam się, że zrobiłam coś nie tak, albo coś się stało w rodzinie, ale usłyszałam coś, czego się nie spodziewałam.
– Razem z tatą stwierdziliśmy, że na pewien czas znów wrócimy do Polski.
– Co? Ale dlaczego?
– Chcemy znowu zobaczyć się z rodziną i pomieszkać w dawnym domu i mieście, tyle że na dłuższy czas.
– A dokładniej na ile?
– Może kilka miesięcy. Chyba sama rozumiesz, że stęskniliśmy się za starymi śmieciami - dodał tata.
– A Kasia? Co z nią?
– Rozmawialiśmy już nią i jej rodzicami. Postanowili, że zostanie tu i na pewien czas odwiedzą ją rodzice. Jeśli chodzi o ciebie to... - wymienili się spojrzeniami jakby porozumiewali się telepatycznie - Możesz tu zostać. Jesteś pełnoletnia i rozumiem, że masz tu znajomych i jeszcze szkoła.
– Nie. Wracam z wami i tam skończę szkołę. Pobędę ze starym towarzystwem. Przede wszystkim odpocznę trochę od tego co tutejsze... Kiedy wylatujemy? - wybełkotałam na jednym wdechu zupełnie nie zastanawiając się nad tą decyzją.
– Za dwa dni - powiedział zdziwiony tata.
– Świetnie. Idę po walizkę i zacznę pakować rzeczy - rzuciłam wychodząc z kuchni.
Nie sądziłam, że rodzice podejmą po tak krótkim czasie taką decyzję, ale to normalne, że chcą odwiedzić stare miasto. Jeśli chodzi o mnie mam co do tego spore wahania. Poznałam tu nowe towarzystwo, do którego zdążyłam przywyknąć i dziwnie będzie znów wrócić do tego z Polski. W szczególności do tych osób, z którymi nie utrzymywałam kontaktu i nie widziałam się od ponad dwóch lat. Mam nadzieję, że jakoś mnie tam znowu przyjmą. Poszłam na strych skąd wyciągnęłam sporą fioletową walizę. Zniosłam ją na dół i położyłam na samym środku pokoju. Zaczęłam przekładać rzeczy z szafek. Składać ubrania i pakować je. Nie byłam pewna czy dobrze robię. Zależało mi na to co udało mi się tu zbudować. A to czy po powrocie będzie tak samo nie jest gwarantowane. Przez ten czas zmienić może się wszystko i to o sto osiemdziesiąt stopni. Jednak z drugiej strony wiedziałam, że przyda mi się odpocząć od pewnych rzeczy, a dokładniej od jednej osoby, która nie daje mi żyć. Jednak mimo to wiem, że trochę będę za nią tęsknić. Jeszcze jakiś czas temu bym tego nie powiedziała, ale zdążyłam przywyknąć i to chyba za bardzo. Starałam się jednak o tym zapomnieć. Pożyjemy zobaczymy. Wszystko samo się jakoś ułoży, a ja nie powinnam się tym przejmować. Nagle do pokoju weszła Kasia z pytaniem czy może mi w czymś pomóc. Przytaknęłam na co ona przyklęknęła obok szafy, pomagając uporządkować część ubrań, które zamierzam zabrać.
Mijały kolejne godziny, a mój bagaż był już prawie spakowany i gotowy do wylotu. Zbliżał się wieczór, a mi przez to wszystko chciało się spać. Przyjaciółka jakąś godzinę temu poszła gdzieś z bliźniakami, a ja byłam w końcu sama. Zostawiając wszystko położyłam się na łóżku by przespać się chociaż z godzinę. Ciężkie powieki same opadały, zaczęłam przysypiać gdy w domu rozległ się dzwonek. Zbliżała się szósta, więc obstawiałam, że to tata wrócił z pracy. Jednak myliłam się, bo chwilę później drzwi od mojego pokoju uchyliły się. Stanął w nich blondas o szczerym uśmiechu jak zawsze goszczącym na jego ustach. Wszedł do pomieszczenia bezdźwięcznie zamykając za sobą drzwi. Podszedł bliżej mojego łóżka oraz przykucnął.
– Hej młoda. Wybierasz się gdzieś? - zaśmiał się cicho wskazując na spakowaną po brzegi walizkę.
Otworzyłam zmęczone oczy podnosząc się z legowiska. Spojrzałam na niebieskookiego kiwając twierdząco głową. Zmarszczył brwi robiąc krok w moją stronę.
– Daleko?
– Lecę do domu, Niall.
– Przecież już w nim jesteś - znów posłał mi uśmiech myśląc, że żartuję.
– Do mojego dawnego domu za oceanem. Do tego, w którym mieszkałam przed tym w Londynie.
– Jak to? Na jak długo?
– Tego nie wiem, ale pewnie pierw skończę tam szkołę, a później się zobaczy. Za dwa dni mnie już tu nie będzie.
– Kasia nic nam nie mówiła.
– Ona zostaje, lecę tylko ja i rodzice. Sama dowiedziałam się dopiero dzisiaj.
– Przecież możesz sama zdecydować czy zostajesz tu.
– Ale ja zdecydowałam. To moja decyzja.
W sekundę promienny uśmiech 19-latka zmienił się w smutek, który starał się ukryć. Zdawało się, że nie chciał bym to widziała, chociaż nie wiem czy o to chodziło. Po chwili jednak znów zwrócił swój wzrok na mnie.
– Obiecaj, że będziesz dzwonić. Będę kontrolował czy się uczysz. I masz mi wysyłać kartę ocen, jasne? Starszy wujek Niall cię dopilnuje - zaśmiał się na co odpowiedziałam mu tym samym, przytulając go najmocniej jak mogłam. Poprosiłam by powiedział o tym reszcie... z wyjątkiem jednej osoby.

______________

Jeżeli ktoś czyta proszę o komentarz, chcę wiedzieć, że jest sens dalszego pisania
  • awatar Raz $ię żyje!: Uff... kamień z serca. Ona tylko żartowała xD :P Rozdział, co tu dużo mówić...kolejny genialny rozdział :D Czemu nie chce powiedzieć o tym Harry'emu ? O.o Mam nadzieję, że jednak nie wróci do Polski albo Harry po nią przyjedzie ! Z niecierpliwością czekam na następny :* :* :*
  • awatar Gość: super rozdział ;) jestem ciekawa dalszej części tej historii :)
  • awatar Let me to go to paradise ... †: Zaskoczyła mnie twoja wiadomość o rozdziale, ale oczywiście przeczytałam! Jest bombowy! *-* Idealny no
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jakieś 5 miesięcy temu dodałam 17 rozdział i od tamtej chwili nie miałam czasu żeby napisać kolejny. Niewiele osób tu zaglądało, ale jeżeli jest jeszcze ktoś kto wciąż czytałby to opowiadanie proszę o komentarz.
  • awatar LeaveMeHigh: codziennie wchodziłam i sprawdzałam czy jest nowy. :) lekka, miła historia - chętnie poczytam dalej! x
  • awatar Gość: myślałam że już nie będziesz pisać :( a tu nagle wpis :o czekam z niecierpliwością na następny rozdział, nie mogę się doczekać :)
  • awatar Raz $ię żyje!: Czekamy na następny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chciałem przewrócić się na drugi bok gdy poczułem, że coś mi na to nie pozwala. Otworzyłem oczy od razu marszcząc brwi mechanicznie odwracając głowę w prawą stronę. No tak... zupełnie zapomniałem, że nie jestem w swoim łóżku. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Z trudem wydostałem się z uścisku dziewczyny, usiadłem na legowisku przecierając twarz. Spojrzałem na zegarek, który wyraźnie wskazywał godzinę szóstą dwadzieścia z rana. Cicho wstałem i wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zszedłem na dół po czym żwawym krokiem ruszyłem w stronę kuchni. Zacząłem szperać po wszystkich szafkach. W końcu wyjrzałem za okno sprawdzając jaka jest pogoda. Jak na tę godzinę nie było źle, tylko trochę padało, ale dało się przeżyć. Wróciłem się i już po chwili znajdowałem się w niewielkim przedpokoju. Włożyłem buty, zapiąłem bluzę pod samą brodę, nałożyłem kaptur na głowę i wyszedłem z domu zabierając ze sobą klucz. O ile dobrze wiem, nie tak daleko znajduje się jakaś piekarnia. Najszybciej jak tylko mogłem poszedłem do niej po jakieś pieczywo. Na moje szczęście była otwarta od wpół do siódmej, więc trafiłem wprost idealnie. Wszedłem do środka, a pierwsze co poczułem do zapach świeżo pieczonego chleba. Zacząłem z uwagą przyglądać się do połowy pustym jeszcze półkom znajdującym się za ladą. Starszy mężczyzna o niskim wzroście dopiero wykładał wyroby piekarskie. Kupiłem świeży bochenek chleba i trzy słodkie bułki z kruchego ciasta. Tym razem wziąłem taksówkę, która akurat przejeżdżała obok budynku. W krótkim czasie dojechałem pod dom Mariki. Zapłaciłem taksówkarzowi i czym prędzej wróciłem do domu dziewczyny. Popędziłem do kuchni gdzie wyciągnąłem zakupy. Wyciągnąłem niewielki talerz z szafki, na który od razy położyłem wciąż ciepłą bułkę. Do tego wstawiłem wodę na kawę. Gdy kawa była gotowa położyłem wszystko na śnieżnobiałej tacy z metalowymi rączkami. Chwyciłem ją i zwinnym ruchem zabrałem z blatu idąc prosto do pokoju, w którym spała Marika. Wszedłem po schodach i gdy byłem już kilka kroków od drzwi usłyszałem za sobą "Dzień dobry". Nie był to nikt inny jak ojciec 18-latki. Odwróciłem się na pięcie z wymuszonym uśmiechem na twarzy. Jedyne co zdołałem wtedy wymamrotać to "Dzień dobry panu". Nie miałem pojęcia co mówić, on cały czas gapił się na mnie, a później zaczął spoglądać na tace z jedzeniem, wtedy i ja na nią spojrzałem.
– To... dla Mariki.
– Tak coś myślałem - zapadła dość niezręczna cisza, ale po chwili została ona przerwana - Spałeś tu?
– T-tak, znaczy nie, znaczy nie do końca... tak jakby - jąkałem się nie wiedząc co powiedzieć by nie palnąć nic głupiego.
– Dobra, dobra. Masz dzisiaj dużo roboty?
– W zasadzie to mam jeszcze dzień wolny... - niespodziewanie mi przerwano.
– A mi się wydaje, że masz jakieś sprawy do załatwienia - powiedział marszcząc brwi.
– W sumie to chłopaki pewnie myślą gdzie jestem, bo zapomniałem do nich zadzwonić.
– A no widzisz - uśmiechnął się zabierając tacę z moich rąk - to szybko idź żeby tam nie poumierali z tęsknoty. Ja za tobą zamknę drzwi, nie martw się.
– Taa, pewnie. Do widzenia - rzuciłem kierując się w stronę schodów.

*Marika*

Pierwsze co zobaczyłam po przebudzeniu to tata z tacą , na której było świeżo zrobione śniadanie. Zaczęłam się na niego gapić jak na ufoludka. Nigdy nie przynosił mi jedzenia do łóżka. Twierdził, że w tym wieku jakim jestem powinnam być już bardziej samodzielna, bo kiedy zamieszkam z chłopakiem jakoś będę musiała poradzić sobie sama. Dlatego to było na serio dziwne. Zamknął drzwi i usiadł obok mnie kładąc na szafce białą tacę. Pierwsze zdanie jakie powiedział brzmiało: "Dlaczego on tu spał, a w szczególności czemu w twoim pokoju?". Pewnie, bo ja wcale nie chciałabym usłyszeć od taty pytania 'czy się wyspałam?' albo 'jak się spało?'. Po co w ogóle są takie pytania skoro i tak są niepotrzebne. Najwyraźniej śniadaniem chciał się tylko podlizać. Jednak mimo jego pytań, nie odpowiedziałam. Zaczęłam pytać o wszystko co jest na talerzu, aby tylko nic mu nie odpowiedzieć. On jednak trzymał się swojego i wciąż wypytywał o każdy najdrobniejszy szczegół.
– TATO! Ja jestem ciekawa co ty byś zrobił jak ja bym już zamieszkała z tym jakimś moim Ryśkiem, to co? Też byś mnie kontrolował i w każdy poranek dzwonił byś tylko po to by zapytać się co robiliśmy od rana do nocy?!
– Czyli Harry to jest już taki twój Rysiek?
– Co?! Nie! Tato, błagam. Z jednej strony narzekasz, że jestem mało samodzielna, ale kiedy już zachowuję się jak normalna osiemnastolatka i chcę być samodzielna to ty narzekasz. Kurcze, a to niby kobieta zmienną jest. No chyba, że mi o czymś nie powiedziałeś.
– Najzwyczajniej się o ciebie martwię. Poza tym noc z chłopakiem to jedno, a bycie samodzielnym to drugie.
– Tato.. Widzisz te drzwi? Wstań, otwórz je i wyjdź.
– Ale słuchaj...
– Po prostu wstań, wyjdź i daj mi spokojnie zjeść śniadanie - wtedy wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku wyszedł powoli zamykając za sobą drzwi. Gdy byłam już sama na spokojnie mogłam zjeść to co było dla mnie naszykowane, choć szczerze mówiąc nie czułam się najlepiej, ale zawsze lepiej coś zjeść niż chodzić z pustym żołądkiem. Kiedy zjadłam chociaż odrobinę, wstałam i z tacą w dłoniach zbiegłam na dół odłożyć ją do kuchni. Pospiesznie wróciłam do siebie żeby wybrać coś w czym mogłabym się pokazać na mieście. Wybrałam białą koszulkę z czarnym nadrukiem oraz morelowymi rękawami 3/4, prócz tego wzięłam czarne poszarpane szorty i beżowe trampki. Zabrałam ze sobą rzeczy naszykowane na przebranie i pobiegłam do łazienki nim ktoś mi ją zajmie. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się, a włosy upięłam w wysokiego kucyka. Wychodząc z pomieszczenia ujrzałam Kasię siedzącą przy drzwiach czekającą aż łazienka będzie wolna. Przywitałam się z przyjaciółką po czym wróciłam do siebie. Spakowałam w szmacianą torbę wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, przełożyłam ją przez ramię i skierowałam się do wyjścia. Schodząc po schodach zakręciło mi się w głowie przez co odruchowo złapałam się za poręcz. Złapałam się za głowę starając utrzymać równowagę, co było dla mnie trudne w danej chwili. Na całe szczęście po krótkim czasie zawroty minęły, ale poranne nudności wciąż mnie nie opuszczały. Po przekroczeniu progu domu zaczęłam zastanawiać się gdzie by pierw pójść, tak by w miarę szybko uwinąć się z planowanymi wcześniej zakupami. Postanowiłam wybrać się do Westfield London dlatego będąc już prawie w centrum miasta wsiadłam do jednego z krwistoczerwonych autobusów, który zawiezie mnie do wybranego celu. Po kilkunastu minutach byłam pod ogromnym centrum handlowym. W pośpiechu wybiegłam z pojazdu i żwawym krokiem weszłam do środka centrum nie zwracając uwagi na ból głowy. Zaczęłam kręcić się po każdym sklepie po kolei z nadzieją, że w końcu znajdę coś co mi wpadnie w oko. Błądząc między wieszakami przy półkach naprzeciwko mnie dostrzegłam wysokiego chłopaka w niebieskawej koszuli i ciemnych spodniach. Zaczęłam mu się przyglądać, jednak odpuściłam i poszłam w głąb sklepu. Ukradkiem widziałam jak wychodzi stąd z niewiele wyższym od siebie chłopakiem, wydawali mi się znajomi, ale mogło mi się wydawać. W końcu od rana mam jakieś podejrzane zawroty głowy i nie czuję się najlepiej, więc równie dobrze mogę mieć jakieś przewidzenia. Chciałam odwrócić się by zobaczyć co leży na innych półkach, ale potknęłam się o coś i omal nie wywróciłam. Wtem zobaczyłam, że to była Sasha- dobra kumpela moja i Kasi, ale to z Kaśką częściej się spotykały, a nasz kontakt się urwał. Zaczęłyśmy rozmawiać o tym co się u nas wydarzyło przez ten czas. Dawno się nie widziałyśmy dlatego tematów miałyśmy to entej potęgi. Resztę zakupów spędziłam ze złotowłosą dziewczyną. Rozstałyśmy się dopiero pod koniec wspólnych zakupów, w chwili kiedy obeszłyśmy prawie wszystkie sklepy. Rzuciła jedynie, że musi iść, bo jest z kimś umówiona i nie chce się spóźnić. Po pożegnaniu ona poszła w swoją stronę, a ja w swoją.
Po tym całym chodzeniu po sklepach i rozmawianiu z Sashą byłam strasznie zmęczona. Najchętniej położyłabym się teraz do łóżka i nie wstawała z niego do jutra. Postanowiłam pójść do jakieś kawiarni żeby wypić coś ciepłego i co jednocześnie postawi mnie na nogi. Było ich tu całkiem sporo, więc miałam naprawdę duży wybór. Tak więc odwiedziłam kawiarnię Benugo. Przez dwie ściany zbudowane z samego szkła można było zobaczyć wszystko. Wchodząc do środka ujrzałam tłumy siedzące przy stołach zrobionych z ciemnego drewna tak samo jak krzesła. Na jasnym wysokim suficie centralnie nad ladą znajdowało się kilka halogenów dających niewiele światła, dlatego też nad stolikami zawisły większe lampy zrobione z matowego szkła. Podchodząc do lady na ścianie naprzeciw mnie wisiały dwie duże czarne tablice, na których spisane były wszystkie możliwe dania i napoje. Wszelakie napoje i jedzenie znajdujące się za szkłem było idealnie ułożone i odpowiednio podpisane. Kelnerki wraz z kelnerkami, ubrani w czarne koszule oraz ciemny dół z przewiązanymi w pasie fartuszkami z logo kawiarni u dołu, podawali zamówienia klientom. Widać, że nikt nie miał tu ani chwili wytchnienia, bo wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Nagle do lady podszedł mężczyzna pytający o moje zamówienie. Poprosiłam o kawę Romano, na co kelner powiedział bym zajęła miejsce, a za niedługo dostanę swoje zamówienie. Jak mi powiedziano tak zrobiłam. Zajęłam dwuosobowy stolik znajdujący się w kącie kafejki. Nieopodal stał stojak na gazety, wybrałam kilka czasopism, które położyłam na stoliku. Zaczęłam czytać jedną z nich, będąc już połowie nagle na stole postawiono mi małą filiżankę z zamówioną kawą i ćwiartką cytryny ułożoną na spodku. Wycisnęłam sok z kawałka cytrusa, przemieszałam łyżeczką w naczyniu następnie robiąc mały łyk ciemnej cieczy.
Siedziałam tam prawie godzinę spokojnie sącząc swój napój. W chwili gdy poczułam się odrobinę lepiej poprosiłam o rachunek. Dostałam go bardzo szybko, wobec tego zapłaciłam, zebrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zerknęłam na ekranik telefonu by sprawdzić godzinę. Była dopiero trzecia po południu. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W domu nie miałam zamiaru siedzieć, iść też za bardzo nie było gdzie. Chociaż... Nie wierzę, że pójdę tam z własnej woli, ale nie zostało mi nic innego.

*Louis*

Razem z Niall'em siedzieliśmy w kuchni i robiliśmy listę zakupów, bo w lodówce świeciło pustkami... w szczególności dzięki naszemu blondasowi. Dzisiaj to Zayn miał iść do sklepu, więc wszystko trzeba było dokładnie napisać żeby nam się biedak nie pogubił, bo często nie może się połapać o co konkretnie chodzi, więc bierze to co mu się wydaję, że będzie dobre, ale na jego niefart nigdy nie trafia. Z szacunkiem do naszego Bad Boy'a, ale już Niall robi lepsze zakupy. A on zawsze bierze ze sklepowych półek wszystko... wszystko prócz tego co trzeba. Nagle rozległ się głośny dzwonek do drzwi. "PIZZA!!" wykrzyknęliśmy. Pusto w kuchni to i nie ma co na obiad zrobić, najłatwiej było nam zamówić pizze. Czekaliśmy na nią dłuższy czas, więc mieliśmy nadzieję, że to w końcu dostawca.
– NARESZCIE!! Ile można czekać na jedną pizze? - oburzył się blondyn.
– Tyle ile będzie się piekła - rzuciłem otwierając drzwi licząc, że zobaczymy jakiegoś kolesia w stroju roboczym i z kartonem z pizzą w środku. No trochę się zawiedliśmy - Ty nie wyglądasz jak pizza - okrzyknąłem z uśmiechem.
– Serio? - wysoka szatynka zrobiła zaskoczoną minę przyglądając się sobie od góry do dołu - Super! Czyli żyłam w kłamstwie przez 18 lat!.. Ale teraz już wiem, czemu się tak szybko nie popsułam - zaśmiałem się wskazując dziewczynie aby weszła do środka.
– I jak tam moja pizzunia? - krzyczał nasz głodomor z kuchni.
– Żyje i ma się dobrze - odkrzyknęła mu dziewczyna. Wtedy Niall wychylił się z kuchni sprawdzając o co chodzi.
– Marika? - zmarszczył brwi wychodząc na korytarz - Co ty tu robisz? - spytał czule ją przytulając.
– Nie wierzę, że tu jestem, ale... nie miałam co robić, więc pomyślałam, że wpadnę.
– I przyszłaś tu ze świadomością, że Harry też tu będzie? - nie odpowiedziała mi, jedynie wzruszyła ramionami.
– Wszystko ok? Jesteś strasznie... - zaczął mój towarzysz, ale ktoś mu przerwał.
– O cześć!
– O wilku mowa - wymamrotała przez zęby.
– Jak tam? Smakowało ci moje śniadanko?
– Że jak?
– No to co tata ci przyniósł.
– Ty je robiłeś? Matko jak dobrze, że czułam się jak czułam i nie zjadłam go całego - wywróciła oczami głośno wzdychając z dłonią na klatce piersiowej.
– To macie te kartkę? - do kuchni wparował Zayn, który pierwsze co to wziął wodę z lodówki i zrobił kilka łyków prosto z butelki.
– Ej, ej! O tego masz szklanki małpo jedna! - wykrzyknąłem patrząc na czarnowłosego - Niall, dopisz wodę do listy - dodałem po chwili.
– Przecież się nie otrujecie - powiedział odkładając plastikową butelkę na swoje miejsce.
– Nie obraź się, ale nie widzi mi się picie twojej śliny - zaśmiał się Harry.
– Odezwał się ten co najmniej się ślini!
– Jak się ślinie?!
Wtedy Zayn chwycił ciastko leżące na talerzu i zaczął naśladować Harrego i jeść jak on: zabawnie wyciągając język na brodę przed wzięciem czegokolwiek do ust. Harry zaczął gadać, że to nie jego wina jak je, a Zayn zaczął przytakiwać przez śmiech i coraz bardziej go przedrzeźniać. W końcu zaczęli się wzajemnie okładać. Wtedy do akcji wkroczyłem ja i rozdzieliłem tych dwóch durniów.
– Ty! - krzyknąłem patrząc na Harrego - odpuść, bo nic nie zmieni tego, że się ślinisz kocie. A ty... - tym razem wskazałem na Zayn'a - idź w końcu do miasta, bo sklepy zamkną, a nie mamy już nic do jedzenia - oboje rozeszli się na dwa końce kuchni. Po drodze mulat przytulił dziewczynę w końcu się z nią witając, następnie zabrał przyszykowaną kartkę i wyszedł.

*Marika*

Cały czas stałam przy blacie kuchennym przyglądając się całej sytuacji, z której miałam niezły ubaw. Gdy Lou rozdzielił chłopaków Zayn mocno mnie przytulił mówiąc z uśmiechem "Tak w ogóle to cześć młoda" i zabierając listę od Niall'a poszedł. Lou i Nialler zdecydowali się pójść do salonu gdzie, jak się dowiedziałam, znajdował się Liam. Na chwilę zostałam sam na sam z lokatym. Podszedł bliżej stając na wprost mnie.
– Słuchaj, z góry nie wiem co mnie podkusiło. Po prostu powiedzmy, że miałam chwilę słabości, jasne? Potrzebowałam kogoś u boku kto chociaż raz mnie przytuli, pocałuje w głowę i powie, że specjalnie dla mnie nie wróci do swojego domu tylko zostanie ze mną. Kogoś przy kim poczuję się bezpiecznie - szybko wyklepałam to co przyszło mi na myśl nawet nie spoglądając na niego. Wciąż gapiłam się w duże kremowe płytki podłogowe. Wolałam mu to od razu powiedzieć niż nie wiadomo jak się z tym ukrywać, tak jakby to była nie wiadomo jaka tajemnica. Chociaż w sumie to zupełnie niepotrzebnie mu to mówiłam.
– Nie do końca o to chciałem cię zapytać, ale miło, że sama mi to powiedziałaś - rzucił z zadziornym uśmiechem robiąc krok do przodu - byłem ciekaw czy dobrze się czujesz, bo jesteś strasznie blada.
– Oł... emmm, w sumie to od rana jakoś nie najlepiej się czuję - chwilę stał w bezruchu, ale swoją dłonią lekko uniósł mój podbródek. Nie mam pojęcia czemu, ale mimowolnie przytuliłam się do niego. On bez słowa objął mnie opierając swoją głowę o moją. Ni stąd ni zowąd znów zakręciło mi się w głowie, a przed oczyma zrobiło się czarno. Ostatnie co usłyszałam to krzyk.

*kilka godzin później- Niall*

Cały czas leżała w bezruchu na dużym szpitalnym łóżku. Była blada, a jej usta sine. Bacznie się jej przyglądałem. Od kilku godzin chodzę w tę i z powrotem patrząc co jakiś czas na śnieżnobiałe ściany lub pistacjowo-szarą posadzkę pokoju, w którym się znajduje. Jedyny dowód na to, że wciąż żyje była klatka piersiowa, która ruszała się w górę i w dół dając sygnał, że oddycha i raczej wszystko jest dobrze. Raptem zobaczyłem jak powoli odwraca swoją głowę w moim kierunku. Uniosła mozolnie swoje blade powieki, a jej niebieskie oczy spoglądały teraz na mnie. Uśmiechnąłem się, a kamień spadł mi z serca.
– Dobrze, że już się przebudziłaś. Cały czas tu siedziałem. Może głupie pytanie, ale jak się czujesz?
– Emm, chyba dobrze, ale proszę odpowiedz mi na jedno pytanie.
– Słucham?
– Kim właściwie jesteś i czemu czekałeś aż się przebudzę? - mówiła półszeptem, nawet powiedzenie jednego zdania było dla niej w tej chwili trudne. Jednak nie to mnie martwiło, a to o co zapytała. Zamurowało mnie, nie miałem pojęcia czy mam się śmiać czy płakać, ale po tych słowach byłem skłonny jedynie do tego by milczeć, a słone krople same popłynęły spod moich powiek.


____________

Ubranie Mariki: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=87879023&;
____________

O matko cały dzień się z tym męczyłam. Wszystko było ciekawsze od pisania xD Ale udało się Pomysłów mam masę, ale nie chcę mi się siedzieć tyle na kompie żeby pisać. Jedyne zniechęcenie do pracy. Z 2 miesiące nic nie dodawałam i bardzo przepraszam, ale już są wakacje i więcej czasu, więc postaram się częściej pisać, mam nadzieję, że mi to wyjdzie. Bo moja głowa aż kipi od pomysłów na dalsze rozdziały. No cóż... To pamiętajcie o komentarzach, które są dla mnie cholernie ważne i dają mi większą motywację. Liczę na was. xx
  • awatar Raz $ię żyje!: Cooooooo? One nie mogła stracić pamięci !!! Nie mogła zapomnieć pocałunku z Harry'm ... Czekam z niecierpliwością na następny !
  • awatar Hold On To The Feeling ♥: @gość: spokojnie, już od dłuższego czasu mam pomysł na ten i kolejne rozdziały i nie będzie tam nic co nudne i monotonne (ta mi się bynajmniej wydaję), jak w większości ;) nie będzie tej samej historii co w tylu innych :) w końcu sama czytałam sporo opowiadań i wiem, że amnezja i inne tego typu rzeczy często się pojawiają w tego typu historiach :)
  • awatar Let me to go to paradise ... †: Świetny ... Nic dodać nic ująć . :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wszystkie oczy skierowane były na mnie. Nie bardzo przejmowałam się spojrzeniem Liam'a czy Lou. Nawet Harry był mi obojętny... Najbardziej bałam się reakcji Niall'a, bo przecież on nie miał pojęcia, że znałam chłopaków. Jedyne o czym teraz myślałam, to reakcja blondasa na wiadomość, że go okłamywałam. Choć zastanawiając się tak dokładniej nad tą sytuacją, to chyba zbyt błahy temat do jakiejkolwiek wymiany zdań. Tym bardziej, że nie jesteśmy dla siebie kimś szczególnym. Z resztą nie ważne, co ma być to będzie i tyle. Zayn już dawno wrócił do pomieszczenia znajdującego się za szybą. Byli tam też dwaj dość młodzi radiowcy, którzy siedzieli za biurkiem z masą sprzętów. Na każdym była setka kolorowych przycisków i pokręteł. Na niedużych ekranach co chwila coś migało, nie pojmowałam jak można było się w tym wszystkim połapać. Piątka przyjaciół siedziała po drugiej stronie uważnie analizując pytania od mężczyzn. W pomieszczeniu o granatowych ścianach, gdzie się znajdowałam, można było słuchać całej audycji oglądając jak przebiega wywiad. Siedziałam na jednym z wielu krzeseł równo stojących w rządku przy ścianie. Widziałam jak wygłupiają się i z jaką łatwością odpowiadając na każde pytanie. W pewnym momencie jeden ze spikerów powiedział by na konkretny numer fanki pisały SMSy, bo kilka szczęśliwych numerów zostanie wybranych i jeszcze podczas audycji zadzwonią do nich i będą miały okazje chociaż przez chwilę porozmawiać z chłopakami. Nie minęło pięć minut, a urządzenia zaczęły wariować, w ciągu minuty przychodziło jakieś sto wiadomości, jak nie więcej! To niesamowite jak dla nich jest ważne to by móc porozmawiać tak naprawdę ze zwykłymi chłopakami. Na wysyłanie SMSów mogły wydać nawet 100£, aby tylko wygrać i móc z nimi pogadać. W końcu wybrali pierwszy numer i zadzwonili. Słychać było jak dziewczyna roztrzęsiona płacze do słuchawki. Mówiła, że cały czas stoi pod studiem i czeka aż zobaczy ich osobiście. Każdy kolejny telefon udowadniał mi jak one się poświęcają. Część jest nawet zdolna przyjechać dla nich z innego miasta.
Po pewnym czasie wywiad dobiegł końca. Chłopaki zaczęli się zbierać, a w między czasie radiowcy podziękowali im i pożegnali się. Całą grupką wyszli z pokoiku i podeszli do mnie.
– Podobało się? - zapytał Lou z uśmiechem.
– Eeee... Może być - machnęłam ręką.
– Serio?
– Oj no żartuje przecież. Pewnie, że było super. Przecież jesteście One Direction!
– Mniejsza z wywiadem - rzucił Liam - Niall, to Marika. Poznaliśmy się jakiś czas temu, ale ty cały czas nie... - blondyn niespodziewanie przerwał mu.
– My się już znamy - uśmiechnął się lekko w moją stroną, następnie spoglądając na kumpla.
– Co? Ale... Jak? Skąd?
– To ważne? Po prostu się znamy - dodał wzruszając ramionami i chowając dłonie do kieszeni.
– Ma racje, to bez znaczenia - rzucił Zayn - ważniejsze, że wszyscy jesteśmy głodni i każdy z nas pewnie z chęcią poszedłby do jakieś restauracji coś zjeść.
– Popieram! - wykrzyczał Niall z uśmiechem.
– Wiemy, nie musisz się na ten temat wypowiadać - zaśmiał się Lou klepiąc go po ramieniu - To co? Idziemy! - wszyscy ruszyli szybkim krokiem prosto do wyjścia. Jednak nagle jeden z nich zatrzymał się pytając gdzie podział się Harry. Zniknął zupełnie nagle i nikt nie miał pojęcia co się z nim dzieje. "Pewnie za niedługo wróci lub zadzwoni, nie ma się co przejmować" stwierdził brunet, a po jego słowach cała reszta przyznając mu racje poszła do samochodu, którym zespół przyjechał. Postanowiliśmy pojechać do Great Queen Street. Przez większość drogi byłam cicho. Słuchałam tylko jak chłopaki rozmawiają ze sobą. Nie wiedziałam zbytnio o czym z nimi w tej chwili rozmawiać, dlatego wolałam ich po prostu posłuchać.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Samochód zostawiliśmy przy restauracji po czym weszliśmy do lokalu. Zajęliśmy stolik przy ścianie, a kelnerka od razu do nas podeszła by przyjąć zamówienie. Wzięliśmy dwie duże pizze, to znaczy dwie były dla naszej czwórki, czyli mnie, Louis'a, Liam'a i Zayn'a, a Niall zamówił sobie osobną, do tego cheeseburgera z frytkami i dużą colą. Nie pojmuję gdzie on to wszystko mieści. Nagle do restauracji wszedł wysoki chłopak z burzą loków na głowie i okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Królewicz Harry w końcu postanowił do nas dołączyć. Zajął wolne miejsce naprzeciw mnie przy naszym stole i zapytał czy zdążyliśmy już coś bez niego zamówić. Wiedząc już co wzięliśmy kiwnął głową, wstał i podszedł do lady gdzie stał kasjer. Szatyn wyciągnął banknot podając go mężczyźnie, a następnie podszedł do lodówki, otworzył szklane drzwi i wyciągnął z niej butelkę piwa. W końcu wrócił i ponownie usiadł na wcześniej zajmowanym przez niego miejscu. Chwycił za otwieracz leżący obok popielniczki i otworzył butelkę. Zrobił kilka łyków po czym odstawił napój na stół.
Siedząc bezczynnie i czekając na jedzenie cały czas bawiłam się kolorową podkładką pod szklankę. Nie podnosiłam wzroku, bo przed sobą miałam Harrego, który patrzył na mnie wzrokiem zabójcy, a obok mnie siedział Nialler, który bardziej unikał kontaktu wzrokowego. Tylko od czasu do czasu rozejrzałam się dookoła zerkając czy może niosą nam naszą pizzę. Nareszcie doczekaliśmy się jedzenia i każdy z nas miał już pełen talerz. Nawet nie zaczęłam jeść, a usłyszałam dzwonek mojej komórki. Przeprosiłam na chwilę i wyszłam na dwór odbierając połączenie.
– Halo?
– No gdzie ty jesteś?! - usłyszałam zaniepokojony głos mamy.
– Nie miałam co robić, więc poszłam z chłopakami do restauracji.
– Wszędzie cię szukaliśmy - krzyczała do słuchawki.
– Spokojnie, nie denerwuj się. Najważniejsze, że żyję.
– Słuchaj, masz do nas wrócić, jasne?
– Serio muszę? I tak nic tam nie robię.
– To nic, obiecałaś, że z nami przyjdziesz, więc dotrwaj z nami do końca.
– No ok, ale pozwól mi chociaż zjeść.
– Dobra, ale masz wrócić - dodała po czym rozłączyła się. Odwróciłam się i chciałam już wracać do restauracji, ale po dwóch krokach coś, a raczej ktoś zagrodził mi drogę. Przede mną stał Niall patrząc na telefon, który miałam w dłoni.
– Kto dzwonił?
– Ymm... mama, chciała żebym wróciła na bankiet - wtedy spojrzał na mnie jak na idiotkę - po porostu razem z rodzicami szłam dzisiaj na bankiet i można powiedzieć, że im uciekłam - rzuciłam niepewnie.
– Rozumiem. Ale nie po to za tobą przylazłem - powiedział mierzwiąc włosy - czemu mi nie powiedziałaś, że znasz resztę chłopaków?
– Tak jakoś wyszło... Pomyślałam, że jeżeli będziesz o tym wiedział to gdzieś w głowie pojawi ci się taka myśl, że jednak utrzymuję z tobą kontakt, bo chcę poznać resztę zespołu. A tak wcale nie było.
– To czemu się ze mną spotykałaś?
– No... wiesz.
– Nie bardzo. Jeśli nie dla chłopaków to po co?
– Bo... cię lubię. Wydawało mi się, że to dość oczywiste.
– Masz rację. Było, ale chciałem to usłyszeć.
– Dlaczego wszyscy zawsze muszą mnie w to wkręcić?
– A może to ty za łatwo się dajesz?
– Spadaj - zaśmiałam się szturchając go w ramię. Oboje wróciliśmy do stołu gdzie wszyscy już prawie zjedli.

*Harry*

Widząc jak Niall i Marika razem wracają do stolika z uśmiechami na twarzy przeszło mnie dziwne uczucie. Nie potrafiłem go określić, ale coś jakby mną wstrząsnęło. Liam siedzący obok mnie dopytywał czy wszystko ze mną dobrze, ale kiedy chciałem odpowiedzieć poczułam gulę w gardle. Nie byłem w stanie nic odpowiedzieć. Zrobiłem łyk piwa, które stało przede mną, ale z każdą chwilą i kolejnym łykiem trunku czułem się coraz gorzej. Z czasem przestałem kontaktować i jedyne na czym się skupiłem to wszystko to co robi ta dwójka. Wyglądali jakby znali się się już od dłuższego czasu, Niall co chwilę szeptał jej coś na ucho po czym oboje zaczynali się śmiać. Non stop żartowali i posyłali sobie ciepłe spojrzenia. W końcu nie wytrzymałem. Gwałtownie wstałem z krzesła i prawie wybiegłam z lokalu bez żadnego słowa.

*Marika*

Harry niespodziewanie zerwał się i z wściekłą miną wybiegł z budynku. Cała czwórka spojrzała na niego ze zdziwieniem, nawet ja nie miałam pojęcia o co mogło mu chodzić. Pierw nie odzywa się oni słowem, a później nie wiadomo czemu wściekły wychodzi z GQS. Zayn już wyrwał żeby pobiec za nim i porozmawiać o zaszłej sytuacji, ale Louis w ostatniej chwili zatrzymał go mówiąc by dał sobie spokój. Stwierdził, że lepiej dla niego teraz będzie jeżeli zostanie sam i ochłonie. Spojrzałam przelotnie na wielki biały zegar wiszący nad półką gdzie stał alkohol. Od chwili gdy dzwoniła moja mama minęło spokojnie pół godziny. Pędem chwyciłam za torebkę i tłumacząc się grupce znajomych wyszłam.
Szybkim krokiem zmierzałam do celu. Wydawałoby się, że to nie jest aż tak daleko, ale jak przyszło co do czego, to jednak kawał drogi. Na całe szczęście bezpiecznie dotarłam do budynku, w którym odbywała się uroczystość. Doskonale pamiętałam przy jakim stoliku siedzieliśmy, więc bez problemu znalazłam rodziców. Podeszłam do nich i usiadłam obok mojej rodzicielki. Dodatkowo siedział z nimi jakiś starszy mężczyzna ubrany w czarny garnitur i z włosami zaczesanymi do tyłu. Rozmawiał z moim tatą, ale nie przysłuchiwałam się ich rozmowie. Większość mojej uwagi skupiłam na tym co dzieje się na parkiecie sali. Cały czas była zapełniona i ani na chwilę pusta. Zaczęła pustoszeć dopiero kiedy na zegarkach wybiła godzina dwunasta w nocy. Razem z rodzicami wróciliśmy do domu. Ledwo żywa przekroczyłam próg domu. Zdjęłam buty, powoli weszłam po schodach idąc w stronę pokoju. Zatrzymałam się jednak przed drzwiami pokoju Kasi. Widziałam jasne światło dobiegające ze środka. Kiedy zerknęłam do niego okazało się, że jej laptop był wciąż włączony gdy ona zdążyła już zasnąć. Po cichu weszłam do środka, wyłączyłam komputer i wyszłam zamykając za sobą. Nareszcie znalazłam się w swoim pokoju, w moim małym królestwie. Wzięłam piżamę z szafki i poszłam do jeszcze wolnej łazienki. Umyłam się przebrałam i wróciłam do siebie. Już zdążyłam położyć się do łóżka gdy nagle niespodzianie zadzwonił mój telefon leżący na szafce po drugiej stronie pokoju. Niechętnie, ale szybko, wyskoczyłam spod kołdry podbiegając do komody. Chwyciłam za komórkę nie patrząc kto dzwoni i bez zastanowienia odebrałam. Usłyszałam zachrypnięty głos mówiący bym otworzyła. Po wypowiedzeniu zaledwie jednego słowa rozmówca rozłączył się. Zeszłam po schodach podchodząc do drzwi frontowych, niepewnie uchyliłam je, sprawdzając czy ktoś przed nimi stoi. Nie zdziwiłam się zastanym widokiem. Chłopak z zakłopotaną miną oparł swoją dłoń o drewniane drzwi lekko pchając je do przodu, tak by móc wejść do środka. Patrzyłam tylko na niego czekając na jakiś ruch z jego strony. "Przepraszam" wydukał oczekując na jakąś reakcję. Ja tylko wlepiałam w niego swój wzrok z nadzieją, że powie coś jeszcze. Widać przeliczyłam się.
– Mógłbym wejść?
– Proszę - wymamrotałam wskazując dłonią by wszedł.
Zrobił kilka kroków do przodu, cały czas czekał aż coś zrobię. Razem poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku obok siebie myśląc co zrobić.
– Nie mam pojęcia czemu tak dziwnie się zachowałem. Po prostu coś we mnie... coś mi się przypomniało i...
– Rozumiem, nie musisz mi się tłumaczyć.
– Ty i Nall, znacie się?
– Tak, poznaliśmy się jakiś czas temu, ale chyba nie musiałam ci się z tego spowiadać?
– N-nie... jasne - wziął głęboki wdech po czym dokończył - że nie. Jest już dość późno, miałem nadzieję, że śpisz.
– To po co przyszedłeś?
– Nie wiem. Widać coś mnie podkusiło - uśmiechnął się wciąż patrząc na podłogę.
Po chwili ciszy wstałam i podeszłam do wieży stojącej na szafce. Na jednym z głośników leżało pudełko, w którym miałam płyty z różnymi składankami muzycznymi. Niektóre były na gorsze, a niektóre na lepsze dni. Wzięłam je i rzuciłam w stronę Hazzy. Złapał je i z dziwnym spojrzeniem zaczął badać jego zawartość.
– Wybierz jedną.
– Po co?
– Wybierz.
Wtedy bez zastanowienia wyjął pierwszą płytę będącą w pudełku. Podszedł do sprzętu i włożył ją do środka. Odłożył przedmiot tam gdzie był, a już po chili w głośnikach można było usłyszeć The Cinematic Orchestra "Arrival of the Birds & Transformation". Zamknął oczy ponownie spuszczając głowę uważnie wsłuchując się w melodię. Na jego ustach zagościł uśmiech. Nie zdawał sobie sprawy że słucham czegoś takiego. Szczerze mówiąc to prawie w ogóle nie wiedział czego słucham. Pomyślałam, że lepiej będzie jeżeli zmienię płytę, ale nie pozwolił mi na to. Usiadłam więc na środku łóżka po turecku także starając wsłuchać się w piosenkę. Czułam jak lokers siada koło mnie. Byłam wykończona i nie byłam w stanie się utrzymać dlatego przysunęłam się do oparcia legowiska, czyli tuż obok Stylesa. Zupełnie nieświadomie zaczęłam przysypiać...

*Harry*

Mijały kolejne minuty. Marika zdążyła już zasnąć, a ja cały czas siedziałem obok niej rozglądając się po całym pokoju. Minęła prawie godzina od kiedy dziewczyna spała, a piosenki na płycie się skończyły. Chciałem wstać, ale ona w tym samym momencie wtuliła się we mnie nie pozwalając mi się ruszyć. Powoli jednak uwolniłem się z jej objęć i już miałem wstać, gdy nagle ona chwyciła moją dłoń ledwo szepcząc jedno słowo: "zostań". Przykucnąłem przy niej patrząc czy może mamrocze coś przez sen, ale jej zaspane oczy spoglądały na mnie, a dłoń nie luzowała uścisku. "Może to dziwne, ale cię potrzebuję" szepnęła znów zamykając powieki.
– Dobrze... zostanę - uśmiechnąłem się do niej na chwilę puszczając ją. Wyjąłem płytę z wieży oraz wyłączyłem ją. Dzisiejsza noc nie była tak chłodna, więc otworzyłem okno, bo w pokoju było trochę duszno. Wreszcie wróciłem do dziewczyny. Okryłem ją kołdrą kładąc się obok niej. Wtedy jeszcze mocniej wtuliła się w mój tors. Ucałowałem czubek jej głowy, a po kilkunastu minutach sam zasnąłem.


__________________________

I proszę kolejny rozdział. W końcu udało mi się się zebrać i go napisać. Mam nadzieję, że się podoba i proszę osoby, które czytają o skomentowanie.

  • awatar Awoksa: Kiedy nowy rozdzial? c:
  • awatar Ada Styles: Kiedy następny? ;3
  • awatar Gość: nie moge sie doczekać kolejnego, z każdym rozdziałem coraz bardziej chcę czytać kolejne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Cały czas opierałam się o drzwi frontowe patrząc się bezmyślnie przed siebie. Wtedy usłyszałam głos mamy dobiegający z salonu, który stawał się coraz bardziej wyraźny. Po chwili stała przede mną moja rodzicielka. Dziwnym wzrokiem mierzyła mnie od góry do dołu. Spytała czy wszystko OK na co ja kiwnęłam głową na tak, nawet jeżeli nie do końca było to prawdą. Jedyne co wtedy zdołałam wydukać to "pójdę do siebie". Wymijając ją wbiegłam po schodach prosto do pokoju. Usiadłam na łóżku podkulając nogi i chowając twarz w dłonie.

*Harry*

Wciąż stałem pod drzwiami jej domu z opuszczoną głową i wzrokiem wlepionym w ziemię. Sam do końca nie wiedziałem co o tym myśleć. Z jednej strony to było uczucie, którego pragnąłem doświadczyć, ale z drugiej żałowałem, bo wiedziałem, że przez to wszystko może jeszcze bardziej się skomplikować i na ogół wymiana zdań nawet tych wrogich zmieni się w wymianę spojrzeń. Nie chciałem tego. Wolałbym aby to nie miało miejsca... Żałowałem.

*Kolejny dzień- Marika*

Obudził mnie alarm w telefonie nastawiony na 8.30. Obiecałam sobie, że postaram się w te ostatnie wolne dni wstawać wcześniej i nie marnować czasu. No cóż, chyba dzisiaj mi to nie wyjdzie. Zakryłam się kołdrą aż po sam czubek nosa starając się znów zasnąć. Niestety mój spokój przerwały dwa bachory wbiegające do mojego pokoju krzycząc i strzelając do mnie z pistoletów na kulki. Od razu zerwałam się z łóżka zaczynając ich gonić po całym piętrze. Na całe szczęście udało mi się ich dogonić, a wtedy wyrwałam im zabawki z dłoni. Wtedy z grymasem na twarzy zaczęli wołać Kaśkę. Ta od razu przybiegła do nich jak na zawołanie, patrząc na mnie wzrokiem mordercy. Powiedziałam, że oddam im pistolety, ale jeżeli jeszcze raz we mnie nimi strzelą to zabawki połamane wylądują w śmieciach. Słysząc to, chłopaki zaczęli obiecywać, że już nie będą. Niechętnie oddałam im zabawki po czym wróciłam do siebie. Ponownie weszłam pod ciepłą pierzynkę i starałam się przespać. Przewracałam się z boku na bok starając znaleźć wygodną pozycję do snu. Powtarzałam te czynność przez jakieś 15 minut, aż w końcu usiadłam na łóżku. Przetarłam oczy i wyjrzałam za okno. Słońce przebijało się przez chmury i próbując rozświetlić szare ulice swoimi promykami. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jasną koszulkę z motywem czaszki, a do tego moje ulubione ciemne dżinsy. Zabrałam ubranie i poszłam do łazienki.
Odświeżyłam się, włosy upięłam w koka oraz przebrałam w wybrany strój. Piżamę byle jak rzuciłam na moje łóżko po czym zbiegłam na dół, prosto do kuchni. Tam znajdowała się Kaśka próbująca utrzymać bliźniaki w jednym miejscu. Zajrzałam do lodówki, ale jak zawsze nic specjalnego tam nie znalazłam. Zerknęłam, więc co jest w zamrażalniku. Tam znalazłam pudło moich ulubionych lodów. Wyciągnęłam opakowanie sięgając przy okazji po łyżkę z szuflady, na której widok Kasia odskoczyła. Spojrzałam na nią jak na debila.
- Serio? Jaki debil boi się łyżek?
- No wiesz...
- Dobra wiem, nie kończ. - rzuciłam ze zirytowanym wyrazem twarzy otwierając plastikowe pudełko.
Ze smakiem zabrałam się za jedzenie "śniadania". Ostatnio cały czas jechałam na samych słodyczach i jedyne co w moim jadłospisie było normalne to obiad. Nagle usłyszałam jak otwierają się drzwi wejściowe, a już po minucie w kuchni stała moja mama z torbami pełnymi zakupów. Pierwsze co powiedziała po wejściu do pomieszczenia to, że znów nie jem normalnego śniadania. Patrząc się na nią wzięłam ostatnią łyżkę lodów po czym schowałam je do zamrażarki. Pomogłam w rozpakowywaniu toreb obserwując to co robi Kasia i chłopaki. Cała trójka dobrze się bawiła. Szczerze to podziwiałam ją za to, że mimo iż trudno jej czasem nad nimi zapanować i są momenty, w których Alex i Simon strasznie ją denerwują to ona wciąż ma do nich cierpliwość i traktuje ich jak młodsze rodzeństwo.
Gdy wszystko było już na swoim miejscu poszłam do pokoju. Usiadłam na parapecie wgapiając się bezmyślnie w widok za oknem. Nie miałam pojęcia co dzisiaj robić. Widać dzisiejszy dzień spędzę w domu przed komputerem. Jednak po chwili do pokoju wparowała moja rodzicielka.
- Zupełnie zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Jutro idziemy na bankiet.
- Że jak? Jaki bankiet?
- Twój tata dostał trzy zaproszenia na bankiet, który organizuje firma z którą współpracuje.
- Aha? I ja mam z wami iść na to sztywniackie przyjęcie?
- Tak, bo jak raz z nami pójdziesz to nic ci się nie stanie. I fajnie by było gdybyś ubrała się jakoś ładnie.
- Twierdzisz, że ubieram się jak bezguście?
- Nic takiego nie powiedziałam. Miałam na myśli, że mogłabyś założyć sukienkę. I do tego jakieś ładne szpilki.
- Mamo... Czy ty mnie widzisz w czymś takim?
- Jak raz na pewien czas się tak ubierzesz nic ci się nie stanie.
- Nie no ok, ale jest jeden problem... Ja nie mam ani jednej sukienki ani szpilek, mamo.
- A co to za problem? Jak tata wróci to zdążymy jeszcze pojechać na zakupy i coś sobie wybierzesz. Nie ma problemu.
- Serio muszę?
- Tak - rzuciła zamykając drzwi.
Świetnie. Nie ma to jak siedzenie z bandą dorosłych i słuchanie ich interesujących rozmów o nowych samochodach i innych tego typu pierdołach. Tata ma warsztat samochodowy, więc i firma z którą współpracuje jest związana z różnymi tego typu rzeczami. Miałam jedynie nadzieję, że nie będę tam jedyną nastolatką nudzącą się przy stole i opychającą darmowym żarciem. Jeszcze na dodatek będę tam bez Kaśki, więc na sto procent będę się tam nudzić, bo nawet jeżeli będzie jakieś towarzystwo to może i nie będę czuła się osamotniona, ale i tak nie zamierzam ich zagadywać. Ja do osób towarzyskich nie należę. Gdybym miała wybierać czy opiekować się bliźniakami do końca dnia, czy iść na ten cały bankiet- wybrałabym to pierwsze, a ręki do dzieci to ja nie mam. No, ale cóż... przez to, że nigdy z nimi nigdzie nie chodziłam (prócz cool imprezek ciotki po 80) teraz nie dadzą mi spokoju i zmuszą do tego bym tam polazła. Nie zostało mi nic poza czekaniem, aż tata wróci z pracy i pojedziemy wybrać jakąś sukienkę.

Czas minął dość szybko, bo była już szósta wieczorem, a rodzice szykowali się do wyjazdu. Kiedy wszyscy byli gotowi z niechęcią wsiadłam do samochodu po czym we troje pojechaliśmy prosto do centrum. Ja całą drogę miałam słuchawki na uszach i słuchałam moich ulubionych kawałków. Kiedy byliśmy na miejscu jako pierwsza wygramoliłam się z chevroleta captivy i pobiegłam do pierwszego sklepu. Jednak pierwszy dział na jaki poszłam to nie były sukienki, a koszulki i koszule różnej maści. Dopiero mama, która weszła do sklepu trochę później zagoniła mnie do szukania kiecki. Chodziliśmy tak od sklepu do sklepu póki nie znalazłam takiej, która w miarę by mi się podobała i w której dobrze bym się czuła. Wybrałam kremową sukienkę sięgającą przed kolano z jasno-brązowym paskiem w pasie. Zostało kupić tylko buty. Na całe szczęście podczas poszukiwania sukienki przypadkiem znalazłam całkiem fajne beżowe botki, które od razu kupiliśmy. Wszystko zajęło nam około dwóch godzin. I tak nie mieliśmy zbyt wiele czasu, bo sklepy akurat zamykali o ósmej, więc idealnie się wyrobiliśmy.
Po powrocie do domu pędem zdjęłam moje czarne botki z ćwiekami i zostawiając je na środku przedpokoju wbiegłam po schodach i bez ostrzeżenia wparowałam do pokoju Kasi. Dziewczyna siedziała na łóżku z laptopem na kolanach. Usiadłam obok niej rozglądając się po pokoju.
- Chłopaków już nie ma?
- Jakieś pięć minut temu Chace ich odebrał - rzuciła w moją stronę jakby od niechcenia wciąż gapiąc się w monitor przenośnego komputera.
- Co ty takiego robisz?
- Nic, nic... Wiesz, jutro chłopaki mają wywiad dla jakiegoś Londyńskiego radia, ale od kilku dni nie sprawdzałam wiadomości o nich i nigdzie nie mogę znaleźć dla jakiego radia będzie ten wywiad.
- A ty dalej jedno i to samo. Wiesz? Szczerze to zupełnie zapomniałam o tym co wczoraj ci powiedziałam, ale teraz mi się przypomniało.
- Słuchaj, jeżeli coś ci nie pasuje to idź do siebie. Nie przestanę tego robić, bo tobie to nie pasuje.
- Kurcze dziewczyno poznałaś ich, masz na wyciągnięcie ręki, możesz spotkać się z nimi kiedy tylko będą mieli czas i ty chęć. Nie sądzisz, że czas trochę zluzować?
- Nie... Możesz już wyjść?
- Świetnie - bąknęłam pod nosem idąc do drzwi. Rozumiałam, że ich lubi i z dnia na dzień nie przestanie być ich fanką, ale mogła chociaż trochę odpuścić. Jednak miałam przeczucie, że nie do końca ma ona pretensje do mnie o to CO powiedziałam, a PRZY KIM. Racją jest, że to ja mogłam się wtedy ugryźć w język i nie gadać tego przy chłopakach, ale... Z resztą nie ważne. Taka pierdoła, a jednak potrafi zdenerwować. Wchodząc do pokoju usłyszałam dźwięk SMSa. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Nie ma to jak dowiedzieć się, że za 2 dni kończy mi się ważność konta. Położyłam komórkę na szafkę po czym rzuciłam się na łóżko. Odwróciłam się na plecy podkładając ręce pod głowę. Zaczęłam gapić się w sufit myśląc nad tym wszystkim. Co by było gdyby pewne rzeczy po prostu się nie wydarzyły. Przez jakieś kilka godzin leżałam rozglądając się po pokoju. W końcu mój wzrok zatrzymał się na zegarku, który wskazywał godzinę 3.00. Zdziwiłam się, bo nawet nie zdałam sobie sprawy z tego ile czasu już tak leżę. Nie zorientowałam się nawet kiedy wszystko w domu umilkło. Najdziwniejsze, że w ogóle nie byłam zmęczona, a przecież dziś dość wcześnie wstałam przez pobudkę chłopaków. Podniosłam się i zabrałam z krzesła piżamę składającą się z przydużej morelowej koszulki i krótkich spodenek w paski. Cicho wyszłam z pokoju i truchtem dotarłam do łazienki. Umyłam się oraz przebrałam. Na chwilę stanęłam przed lustrem gapiąc się w swoje odbicie, jednak po chwili spuściłam wzrok, zabrałam ubranie, a następnie wróciłam do swojego 'królestwa'. Rzeczy położyłam na krześle, weszłam pod kołdrę, a na uszy nałożyłam słuchawki. Włączyłam Adama Lamberta- Sleepwalker. Starałam się zasnąć, ale za każdym razem gdy zamykałam oczy chwilę później nieświadomie je otwierałam wpatrując się w księżyc za oknem.

Te kilka godzin zleciało dosyć szybko, ponieważ nim się obejrzałam była już ósma. Nie spałam całą noc. Nie mogłam. Nie miałam pojęcia czym to mogło być spowodowane. Całą noc przeleżałam wodząc wzrokiem po całym pokoju. Co kilka minut tylko zmieniałam kolejne piosenki w telefonie. Kiedy usłyszałam jak wszyscy zaczynają chodzić po domu sama wstałam. Wciąż w piżamie zeszłam na dół gdzie byli wszyscy mieszkańcy domu. Patrzyli się na mnie jak na zjawę.
- Wszystko dobrze? - spytał tata stojąc nad kuchenką.
- Ta, a czemu pytasz?
- Masz takie wory pod oczami, że mogłabyś w nich schować zakupy na cały tydzień.
- Słabe porównanie - wypaliłam siadając na jednym z wysokich stołków.
Postawił przede mną talerz jajecznicy na boczku dodając, że jeżeli chcę poderwać jakiegoś chłopaka to lepiej będzie jak się wyśpię do piątej. Wywróciłam tylko oczami zabierając się za swoje śniadanie. Wreszcie i oni usiedli by zjeść. Przez większość czasu panowała cisza i słychać było jedynie dźwięk telewizora dobiegający z salonu, gdzie obecnie siedziała Kaśka.
- To jak tam u ciebie i tego... no... jak mu tam było?
- Harrego - dokończyła za tatę mama.
- A ty co? Nagle zacząłeś się przejmować tym jak mi się układa w życiu?
- Wiesz, dziewczyny w twoim wieku już...
- NIE KOŃCZ! - przerwałam mu.
- Mają chłopaków chciałem powiedzieć. Ale widzę, że teraz to ja chyba powinienem się zacząć o co innego martwić - wybełkotał.
- O ludzie... - wymamrotałam pod nosem kończąc jedzenie.

Po śniadaniu przyszykowałam sobie wszystkie ubrania na dzisiaj. Po tym od razu położyłam się do łóżka, bo nie chciałam straszyć ludzi na bankiecie. Na szczęście udało mi się przysnąć. Obudziłam się jakąś godzinę przed wyjściem. Na spokojnie zaczęłam się szykować. Odświeżyłam się i przebrałam w kupione wczoraj rzeczy. Z szafy wyciągnęłam jasny zeszłoroczny płaszcz. Jedynym problemem był brak eleganckiej torby, która pasowałaby mi do ubrania. U siebie nie miałam żadnej tego typu, bo nigdy nie były mi potrzebne. Na całe szczęście mama z dna szafy wyciągnęła swoją starą torebkę chanel, której prawie wcale nie nosiła. Włosy upięłam w długiego warkocza, a na koniec kilka razy popryskałam się ulubionymi perfumami. Powoli zbliżała się piąta, więc zaczęliśmy się zbierać. Rodzice pożegnali Kaśkę po czym poszliśmy do auta. Na miejsce dojechaliśmy jakieś dziesięć minut po czasie, ale z tego co zdążyłam już zauważyć to i tak większość dopiero zaczęła się schodzić. Weszliśmy do wielkiego kilku piętrowego budynku gdzie już na wejściu przywitały nas tłumy. Tata witał się z co drugą osobą z czego ja z widzenia znałam zaledwie trzy małżeństwa. Dotarliśmy do bogato przystrojonej sali. Wszędzie pełno było okrągłych stolików pokrytych białymi obrusami. Przy jednej z kremowych ścian był cały ciąg stołów z przystawkami, a gdzieniegdzie stali kelnerzy.
Gdy wszyscy obecni zajęli swoje miejsca przy stolikach na niewielką scenę wszedł starszy mężczyzna z okularami na nosie, ubrany w czarny smoking. Zaczął coś mówić i dziękować za przyjście, ale dokładnie go nie słuchałam. W chwili kiedy skończył wszyscy zaczęli klaskać, później znów zrobiło się głośno, większość zaczęła chodzić po ogromnej sali i rozmawiać. Głosy zmieszały się z muzyką lecącą w tle. Ja zostałam sama przy stoliku przyglądając się uważnie wszystkim obecnym. Postanowiłam wstać i zobaczyć co przygotował szef kuchni. Stanęłam przy stołach pełnych jedzenia. Dużo tam dań z ryby, w tym sushi. Czy ci ludzie żywią się czymś innym niż sałatki, kawiory i ryby różnej maści?
Wróciłam do stolika nie mając pojęcia co ze sobą zrobić. Wyciągnęłam telefon z torebki, zaczęłam w nim coś przestawiać, grać w jakieś gry, ale szybko mi się to znudziło. Nagle przede mną stanął chłopak o ciemnej karnacji. Jego brązowe włosy były idealnie zaczesane do góry. Na sobie miał czarne spodnie i białą koszulę, której rękawy podwinął do łokci. W ręce trzymał okrągłą tacę z kieliszkami wypełnionymi gazowaną cieczą. Spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i z poważną miną pytając czy chcę może szampana. Gapiłam się przez chwilę na niego aż w końcu wydukałam "Nie dziękuję", a wtedy chłopak odszedł. Przez chwilę jeszcze śledziłam go wzrokiem póki nie zadzwonił mój telefon. Prędko sprawdziłam kto to był. Numer nieznany.
- Halo?
- Wyjdź na dwór - jedyne co powiedziała nieznajoma osoba, bo od razu po tym się rozłączyła. Po chwili otrzymałam jeszcze SMSa o treści:

"Spokojnie, znasz mnie. Możesz być pewna, że nie jestem gwałcicielem. Jak wyjdziesz to zobaczysz kto to. Tylko się pospiesz."

Wzrokiem zaczęłam szukać rodziców by powiedzieć im, że wychodzę, ale gdzieś zginęli, więc po prostu wysłałam wiadomość mamie. Przedzierając się przez tłumy ludzi dotarłam do wyjścia. Wyszłam poza budynek, a jedyne co zdążyłam zobaczyć to męska sylwetka stojąca tyłem do mnie jakieś kilka metrów dalej. Niepewnie zaczęłam iść w jego stronę, kiedy w końcu się odwrócił.
- Zayn? - zmarszczyłam brwi.
- No wyszłaś! Idziemy, bo zaraz się spóźnię - pociągnął mnie za rękę.
- Ale mogłabym wiedzieć gdzie idziemy?
- Zobaczysz.
Nie zadając więcej pytań szłam za mulatem. Dotarliśmy do studia BBC Radio. Weszliśmy do pomieszczenia gdzie był prezenter i czwórka czekających na przyjaciela chłopaków.

______________________
Ubranie Mariki: http://www.polyvore.com/overnight/set?id=71275624
Ubranie Mariki na bankiecie: http://www.polyvore.com/15/set?id=76513994
______________________

Przepraszam, że tak dawno nic nie dodawałam, ale jak zwykle- kompletny brak czasu. Na szczęście w końcu udało mi się coś napisać i mam nadzieję, że podobało wam się. I pamiętajcie proszę *jeżeli czytasz to skomentuj*.
  • awatar Ada Styles: Exxxtra
  • awatar Gość: Wow o.o Wiem, że każdy twój rozdział komentuję tym "wow", ale po prostu nic więcej nie mogę powiedzieć. Po prostu uwielbiam. I znowu kłótnia z Kasią. :( Smutno mi z tego powodu, bo nie chcę, by dziewczyny się od siebie oddaliły. Już nie wiem czy to Marika powinna zrozumieć Kasię, czy Kasia Marikę... Tajemniczy chłopak z "brązowymi włosami idealnie zaczesanymi do tyłu" coś mi się nie spodobał. Nie wiem, czemu. Zayn, szczerość to podstawa. :D "Nie jestem gwałcicielem". Brawo. :D Kiedy dodasz nn? :(
  • awatar Gość: pisz dluzsze, kocham! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zamykając drzwi zerknęłam w kierunku kuchni, gdzie siedziała Kasia. Szybko do niej poszłam zobaczyć co robi, ale bardziej moim celem było wypytanie jej o to czy przypadkiem nie powiedziała o kilka słów za dużo przy spotkaniu z Harrym. Dziewczyna stała przy blacie z kubkiem herbaty w dłoniach. Zaczęłam rozmowę i pytałam o jakieś mało istotne drobnostki. W końcu jednak zapytałam czy mówiła coś o mnie w związku z tym wspólnym wyjściem. Ona tylko pokiwała głową, że nie i odwróciła się w drugą stronę. Po tym wnioskowałam, że kłamie, dlatego dalej ciągnęłam temat. Jednak nic nie udało mi się wyciągnąć od przyjaciółki. Cały czas trwała przy swoim. Udałam, że jej wierzę mimo, iż tak nie było, ale dalsze starania nie miały by jakiegokolwiek sensu. Sama do końca nie wiedziałam czy iść, czy może sobie darować. Szczerze nie bardzo chciało mi się spędzać mój wolny czas na patrzeniu na gębę Harrego, który będzie próbował mnie podrywać, a ja znów będę musiała udawać, że tego nie widzę. Chociaż patrząc na to z innej strony to spędziłabym chwilę z Lou i Liam'em. Z resztą i tak nie mam większych planów na dziś, a Hazz to tylko mały drobiazg, który z pewnością jakoś przeżyję. Przynajmniej zabiję wolny czas.
Podeszłam do szafy by wybrać strój na dzisiejsze wyjście. Postawiłam na czarne rurki, popielatą bokserkę, a na to granatową bluzę ze znakiem Batman'a. Położyłam stertę przygotowanych ubrań na skrawku łóżka. Poszłam jeszcze tylko spytać się Kasi, o której godzinie mamy się spotkać z trójką chłopaków. Okazało się, że mam jeszcze dużo czasu, bo spotkanie jest za jakieś dwie godziny. Postanowiłam włączyć komputer i poszperać po kilku stronach. Wybrałam ulubioną playlistę i zaczęłam błądzić po blogach.

Nim się zorientowałam minęły już grupo ponad dwie godziny. Czyli, że chłopaki się trochę spóźniają. Pewnie przedłużył im się wywiad i tyle. Mi to nie przeszkadzało, bo siedziałam sobie w łóżku pod ciepłą kołderką z laptopem na kolanach. Żyć nie umierać. Wtem wparowała Kaśka z tekstem, że mam się nie obijać i ubrać wreszcie, bo chłopaki będą tu za kilka minut. Dlatego odłożyłam mój przenośny komputer i zabierając przyszykowane wcześniej ubranie poszłam wprost do łazienki. Tam odświeżyłam się i przebrałam. Jeszcze tylko upięłam włosy w kucyka i byłam gotowa do wyjścia. Akurat w tej samej chwili gdy wyszłam z pomieszczenia zadzwonił dzwonek. Przyjaciółka jak szalona wybiegając z pokoju zdążyła zmierzyć mój stój. Oburzyła się widząc mnie w "tej starej przydużej bluzie". Jak jednak uwielbiałam ją i nie zamierzałam przebierać. Chociaż w sumie trochę racji było, że przy niej może wyglądałam jak pierwsza lepsza przybłęda. Dziewczyna ubrana była w białą koszulkę na ramiączka, do tego wybrała spódnicę w kolorze pudrowego różu i jasne rajstopy w malutkie białe grochy. Na siebie narzuciła dłuższy jasno-beżowy sweter, którego rękawy podwinęła do łokci. Jej lekko kręcone przy końcach włosy swobodnie opadały na ramiona. Widać było, że chyba naprawdę zależy jej na tym spotkaniu. Chociaż według mnie o co innego się tu rozchodziło. W końcu ona i spódnica do dwie różne sprawy i rzadkością jest widzieć ją tak wystrojoną. Zazwyczaj stawia na coś bardziej luźnego. Ale przecież to 1D. Przy nich musi się jakoś prezentować. Pędem zbiegłam na dół po drodze zabierając ciemna szmacianą torbę, w której miałam wszystko co mi na dziś potrzebne. W pośpiechu nałożyłam moje białe conversy, kiedy moja towarzyszka miała już na nogach beżowe botki na grubszym obcasie. Widząc moją przyjaciółkę chłopaki rzucili "WOW" robiąc wielkie oczy, ale wyglądała naprawdę świetnie. "A gdzie Harry?" spytała widząc, że loczka nie ma z pozostałą dwójką. Jak się okazało, miał on coś do załatwienia i dlatego przyjdzie do nas chwilkę później. Tym lepiej dla mnie! W czwórkę ruszyliśmy do McDonald's. W międzyczasie Liam otrzymał telefon od nieobecnego z nami chłopaka. Spytał gdzie idziemy i dodał, iż będzie czekał na miejscu. Kiedy dotarliśmy do celu lokers tak jak obiecał, tak siedział już przy jednym ze stolików. Grupką podeszliśmy do niego by się przywitać i dosiąść. Jednak chwilę przed tym jak zdążyłam zając swoje miejsce Hazz wstał, a zza siebie wyciągnął jedną lecz piękną soczyście czerwoną różę. Uśmiechnął się jakby od niechcenia wyciągając rękę z kwiatem w moją stronę.
- Tak dla pewności, że nie jesteś na mnie zła.
- Przecież już ci mówiłam, że nie jestem. Poza tym nie przekupiłbyś mnie pierwszym lepszym kwiatkiem.
- Czyli mam go wyrzucić? - spytał niepewnie drapiąc się w skroń.
Głośno westchnęłam wciąż spoglądając na chłopaka, na którego twarzy pojawiło się rozczarowanie. Nie chcąc niszczyć dobrego humoru i jemu i mi wzięłam różę. Spuszczając wzrok powąchałam ją dyskretnie się uśmiechając.
- Przez ciebie będę teraz musiała z nią chodzić jak głupia.
- Możesz ją wyrzucić jeśli ci przeszkadza, teraz jest twoja - zachichotał, odwrócił się na pięcie i usiadł obok Lou. Czasem mam na serio coraz większe wrażenie, że ten chłopak robi ze mnie jeszcze większą idiotkę. Dosiadłam się do reszty kładąc "upominek" obok siebie. Wszyscy przemyśleliśmy co chcemy zamówić. O dziwo nie byłam tak bardzo głodna, jedyne co wzięłam to frytki i colę. Jednak widać, że reszta postanowiła zjeść tu cały obiad. Przez większość czasu Kasia wraz z chłopakami żartowali i śmiali się bez ustanku. Ja za to siedziałam, słuchałam ich i przyglądałam temu co robią. Chyba nieco się pomyliłam co do zabicia mojego czasu. Wszyscy prócz mnie doskonale się bawili. Znając życie to czas będzie się jeszcze bardziej ślimaczył. Jedynym najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie jakoś się wymigać. Może udam, że dzwoni ktoś do mnie i muszę iść albo, że się źle czuję. Ewentualnie sobie odpuszczę. Przecież czasem z początku może i jest nie zbyt fajnie, ale z później jest tylko coraz lepiej.
- Marika! - wykrzyknął Liam rzucając we mnie zgniecioną w kulkę chustką.
- Co? - oprzytomniałam i spojrzałam na niego.
- Wszystko okey? Jesteś jakaś nieprzytomna. Nim się zorientowałaś, że cię wołam musiałem wypowiedzieć twoje imię z osiem razy.
- Lepsze osiem niż dziesięć.
- Marika...
- Na serio, wszystko dobrze.
- Przecież jeśli nie chciałaś iść to nie musiałaś. Nikt cię nie zmuszał - rzuciła Kasia zajadając swoje nuggetsy.
- I powiedziała to ta, która najbardziej mnie namawiała na to spotkanie.
- No przepraszam bardzo, ale od jakiegoś czasu narzekałaś, że mało spędzamy czasu razem.
- Mówiąc 'razem' miałam na myśli ciebie i mnie, a nie nas i chłopaków. Od momentu, w którym ich poznałaś aż do teraz i pewnie jeszcze dłużej będziesz gadać non-stop o tym, że gdzieś z nimi idziesz, byliście tu i tam. A Liam zabrał cię tutaj i Niall tam wtedy zwymiotował z przejedzenia... Znowu się zacznie! Od dłuższego czasu wszystko było okey. Ty ich sobie kochałaś, ale przestałaś truć mi tym życie! A w tym momencie chyba będzie jeszcze gorzej. Może nawet o mnie zapomnisz i to będą twoi nowi "przyjaciele".
- Super, w końcu dowiedziałam się całej prawdy o sobie. - bąknęła wywracając oczami.
- Ej, dziewczyny. My tu wciąż z wami jesteśmy - wydusił Louis po chwili ciszy.
- To świetnie - powiedziałyśmy chórkiem.
- Dajcie spokój, na serio teraz chcecie się kłócić?
- Dobra... ja spadam. Kasia bardzo chce z wami pobyć sam na sam, a w szczególności z jednym z was - sztucznie się do niej uśmiechnęłam wychodząc z kolorowego budynku. Włożyłam jedną rękę do kieszeni, bo w drugiej wciąż miałam różę od Harrego. Przechodząc obok kosza na chwilę się zatrzymałam. Spojrzałam przed siebie i wyrzuciłam kwiat do śmietnika. "Miałem nadzieję, że go nie wyrzucisz" usłyszałam za sobą. Migiem odwróciłam głowę w stronę głosu. Kurcze, cóż za niespodzianka. Harry mnie chyba zaczął śledzić. Od razu zaczął gadać, że nie warto kłócić się o taką bzdurę i lepiej będzie jeżeli wrócę, przeprosimy się z Kasią i spędzimy miło resztę czasu. Problem był w tym, że nie bardzo chciałam tam wracać. Dlatego powiedziałam by poszedł do reszty czy gdzie tam chce, bo wolałabym się teraz powłóczyć sama po mieście. Niestety on nie odpuszczał. Postanowił połazić ze mną i nie liczyło się to czy tego chce, czy nie. Nie odezwałam się do niego ani słowem, a on tylko od czasu do czasu coś powiedział. W pewnym momencie chwycił mnie za rękę i pociągnął do jakieś kawiarni. A mianowicie do Starbucks Coffee. Wziął dla nas dwie kawy po czym poszliśmy dalej. Z każdą kolejną minutą było coraz zimniej, a jedyne co na sobie miałam do cienka koszulka i bluza, która też do najgrubszych nie należała. Gorąca kawa trochę mnie rozgrzała, więc nie było aż tak strasznie.
- Nie chciałam wyrzucać tej róży.
- Jasne. - rzucił drwiącym tonem przygryzając dolną wargę.
- Mówię serio! - odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem - Tylko nie chciało mi się z nią tak chodzić. Była naprawdę ładna.
- Sama mówiłaś, że to pierwszy lepszy kwiat.
- Zrobiłam to żeby mieć spokój. A tak serio to... była wyjątkowa.
- Czemu?
- No... emmm... Zależy od kogo dostanie się taką różę.
- Tak?
- Heloł! Przecież dostałam ją od Harrego Styles'a! To chyba normalne, że to wyjątkowy kwiat.
Wtedy szatyn zamilkł, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wzrok, który wcześniej wbity był w chodnik tym razem skierował na mnie.
- Nie wiem jak ty, ale ja odrobinę zgłodniałam.
- Zgłodniałaś, bo będąc w największej knajpie z fast food'ami wzięłaś jedynie frytki.
- Nie byłam głodna, jasne?
- Dobra, dobra. Już lepiej chodźmy, bo oskarżą mnie o to, że chcę cię zagłodzić - rzucił idąc w stronę najbliższej knajpki.

Spędziliśmy razem jeszcze kilka godzin. Dopiero po pewnym czasie dałam znać lokatemu, że już czas żebym wróciła do domu. Zgodził się, ale pod warunkiem, że będzie mógł mnie odprowadzić. Przytaknęłam, wtedy poszliśmy do mojego lokum. Dotarliśmy do niego dopiero po około trzydziestu minutach. Będąc na miejscu zatrzymałam się przy drzwiach, oparłam się o nie odwracając w stronę Harrego. Musiałam przyznać, że czas spędzony z nim był nawet udany. O dziwo świetnie się bawiłam i nawet pośmiałam. To chyba jedyne spotkanie, które mi się podobało. Oboje staliśmy jak dwa słupy soli z uśmiechami przylepionymi do ust. Nagle Hazz podszedł bliżej łapiąc moje dłonie. Po pierwszych kilku sekundach spytał czemu wciąż nie zabrałam rąk. "Byś chociaż ten raz miał te satysfakcję" mówiąc to głośno się zaśmiałam. Nagle jednak szeroki uśmiech będący na ustach Harrego powoli zaczął znikać, a w jego oczach pojawiły się jeszcze większe płomyki niż zwykle. Był coraz bliżej, a ja czułam jego zapach perfum i oddech na mojej twarzy. Chciałam się odsunąć, ale coś jakby mi na to nie pozwoliło. Zatonęłam w szmaragdowozielonych oczach chłopaka. Lekko rozchylił swoje usta, a chwilę później poczułam jak ciepłe, delikatne wargi muskają moje. Oboje zatraciliśmy się w namiętnym pocałunku. Jedna dłoń lokatego powędrowała na moją talię, a druga na zimny policzek. To było z jednej strony dziwne lecz z drugiej przyjemne uczucie. W chwili gdy oderwaliśmy się od siebie zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Wzrok spuściłam w dół bełkocząc "Muszę iść". Sama nie wierzyłam w to co miało przed chwilą miejsce. Szybko odwróciłam się otwierając z rozmachem drzwi i tak samo szybko je zamykając zostawiając przy tym Harrego zupełnie samego. Jedyne o czym teraz marzyłam to zapadnięcie się pod ziemię.

_____________________

Ubranie Mariki: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=73245048&;.locale=pl
Ubranie Kaśki: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=73259727&;.locale=pl
_____________________

A teraz bardzo prosiłabym o to by te osoby, które czytają zostawily po sobie komentarz. Z góry dziękuje i liczę, że chociażby z 5 ich będzie.
 

 
Przepraszam, że dawno nic nie dodawałam, ale brak czasu, a teraz dołączyła jeszcze choroba. Jednak mam nadzieję, że w najbliższym czasie coś dodam. Staram się pisać coś na brudno, więc za niedługo może skończę pisać kolejny rozdział i zostanie mi tylko go przepisać na komputer i dodać.
  • awatar I ♥ Holigans: no mamy nadzieję że coś się pojawi
  • awatar Dajaa: Świetnie prowadzisz bloga :) + dodaje do obserwowanych liczę na rewanżyk :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po kilkunastominutowej drodze stanęliśmy przed drzwiami domu, w którym mieszkam. Przekręciłam klucz w zamku aż w reszcie mogliśmy wejść do środka. Byłam cała mokra i trochę przemarznięta. Pierwszym pomieszczeniem do jakiego zamierzałam teraz iść był mój pokój, chciałam się jak najszybciej przebrać. Razem z Horan'em u boku zmierzaliśmy w stronę schodów kiedy z salonu wyszedł mój tata. Pogwizdując radośnie pod nosem spojrzał na mnie robiąc łyk herbaty, ale jego wzrok skierował się na blondyna stojącego tuż za mną. "Nie było mnie tylko kilka godzin, a ty przyprowadzasz do domu kolejnego chłopaka..." zaśmiał się nie odwracając wzroku z mojego towarzysza. Niebieskooki zerknął na mnie, ale ja dałam znak by szedł dalej. Będąc już prawie w pokoju rzucił "Czyli ktoś tu był przede mną" z małym uśmieszkiem na ustach. Wchodząc do pokoju od razu podbiegłam do szafy, otworzyłam ją i zaczęłam szperać za odpowiednim ubraniem. Chłopak wszedł kilka sekund po mnie. Zaczął się rozglądać dookoła zamykając za sobą drzwi.
- Radziłbym żebyś jakoś ładnie się ubrała. - skierował swój wzrok na mnie.
- A co? twierdzisz, że moje obecne ubranie jest brzydkie? - przymrużyłam oczy robiąc poważną minę.
- Co? NIE!! Nie, nie miałem tego na myśli. - mówił z obawą jakbym miała zaraz na niego naskoczyć.
- Spokojnie, przecież nic ci nie zrobię za to, że nie podoba ci się mój strój.
- Ale mi na prawdę nie o to chodziło. Po prostu zamierzam cię gdzieś zabrać i zależy mi żebyś odpowiednio się ubrała.
Podejrzliwie spojrzała na Niall'a wyciągając z szafy czarne szorty z ćwiekami. Do tego wybrałam białą bluzkę na ramiączka z jasno-różowym nadrukiem pośrodku. Rzuciłam ubrania na łóżko. Usiadłam na jego skrawku po czym zaczęłam się przebierać. Widziałam zakłopotanie chłopaka. Nagle zaczął się jąkać wskazując palcem na drzwi.
- Byłeś kiedyś na plaży?
- No... Tak.
- Więc widziałeś laski w bikini. To jaka to różnica czy zobaczyłbyś mnie w stroju kąpielowym, czy w bieliźnie? Bo jak dla mnie nie ma jej zbyt wielkiej.
Po moich słowach ucichł, ale na jego twarzy wciąż gościły rumieńce. Starał się unikać patrzenia na mnie w tym momencie. Jak skończyłam się przebierać powiedziałam mu, że już po wszystkim i nie ma się czego obawiać. Poszłam do łazienki aby wysuszyć mokre włosy. Zaczęłam szukać suszarki w każdej szufladzie po kolei. W końcu się udało. Całość, z wysuszeniem mokrej głowy, zajęła mi około 20 minut. Przemyłam jeszcze twarz aż w końcu wróciłam do pokoju. Tam Niall wciąż grzecznie stał przy oknie podziwiając wszystko co się za nim dzieje. "To idziemy?" spytałam niepewnie patrząc na blondasa, na co on skinął głową, że tak. Po chwili cicho dodał, że ładnie wyglądam. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale on tego nie zauważył. Przy wyjściu nałożyłam swoje szare vansy oraz narzuciłam na siebie czarną bejsbolówkę. W jej kieszeń włożyłam telefon i klucze od domu. Bez słowa wyszliśmy, a Niall od razu zaczął pospiesznym krokiem iść przed siebie doskonale wiedząc gdzie zmierza. Szybko go jednak dogoniłam i idąc z nim krok w krok zaczęłam się wydurniać. Zdjęłam z jego nosa czarne Ray Ban'y i nałożyłam sobie. Szczerze mówiąc nie miałam pojęcia po co je nałożył skoro i tak było już dosyć ciemno. Po pewnym czasie w końcu się zatrzymaliśmy. Choć na ten moment przestałam skakać, drzeć się i śmiać jak głupia. Dotarliśmy pod klub o nazwie "Ministry of Sound". Teraz już wiedziałam o co chodziło z tym ubraniem. Trochę przeraziło mnie to, że Niall zabrał mnie akurat do klubu. Jakoś specjalnie często ich nie odwiedzałam. Ani ja, ani Kasia za nimi nie przepadałyśmy. Tona spoconych ludzi, a do tego masa ohydnych facetów schlanych w trzy dupy i przywalających się do ciebie. Nie dzięki. No, ale przecież nie mogłam mu teraz tego powiedzieć, ale do cholery mógł coś o tym wspomnieć, bo szczerze wątpię żebym tak nagle dzięki dzisiejszej wizycie w jednym z wielu tutejszych klubów, znienacka je polubiła. Nawet jeśli miałabym tu codziennie chodzić z chłopakiem, który mi się podoba. No chyba, że ewentualnie miałby mnie tam z każdą wizytą całować, to już wtedy mogłabym to przemyśleć. Ale pewnie i tak bym na to nie poszła. Co jak co, ale do tego nigdy się nie przekonam.
Tak więc oboje weszliśmy do środka. Głośna muzyka, mnóstwo kolorowych i migających przed oczyma świateł, a zwłaszcza setki bujających się w rytm ludzi. Chociaż muzyka była jakaś przyzwoita, bo akurat leciało "Locked Out Of Haven". Nadszedł czas by jakoś przedostać się na drugą stronę klubu- wprost do baru. Było to dosyć trudne zadanie, bo był cholerny ścisk. Można powiedzieć, że każdy nie miał więcej jak max 1mx1m dla siebie. Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej mówiąc (nawet i krzycząc) bym trzymała się blisko niego. Wtedy złapał mnie za rękę i zaczął przeciskać się przez tłumy ciągnąc mnie za sobą. Na całe szczęście udało się nam i bezpiecznie dotarliśmy do celu. Usiedliśmy przy ladzie na wysokich stołkach. Zamówiliśmy jakieś drinki, a tak dokładniej to Niall to zrobił. Już po kilku minutach zaczęły się do niego przywalać jakieś plastiki. On od razu dał się ponieść muzyce i poszedł na środek parkietu, kiedy ja wciąż tkwiłam przy barze. Jak już wcześniej wspomniałam- NIE LUBIĘ KLUBÓW. Mimo, iż należę do grypy tych stukniętych ludzi z ADHD, którzy powinni wylądować w psychiatryku już w dniu narodzin, kompletnie nie potrafiłam się bawić w klubach. Dopiłam swojego drinka, a następnie wstałam i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Niebieskooki tak świetnie się bawił, że nawet nie martwiłam się tym czy mnie zauważy. Jednak go nie doceniałam. Już po zaledwie 5 krokach podbiegł do mnie pytając czy coś się stało. Chciałam powiedzieć "Wszystko ok, idę tylko do łazienki. Idź baw się dalej", ale nie pozwolił mi dokończyć. Zdążyłam wydukać zaledwie dwa pierwsze słowa gdy on nagle chwycił mnie zaczynając biec do pierwszej lepszej kryjówki, którą okazał się jakiś długi korytarz zupełnie odcięty od reszty klubu prowadzący do jakiegoś pomieszczenia tylko dla personelu. W chwili kiedy się zatrzymał przykuł mnie do ściany podpierając się dłońmi o ścianę po obu stronach mojej głowy.
- Wszystko w porządku? - spytałam z deka przestraszona.
- Tak... Po prostu zobaczyłem paparazzi.
- Skąd wiesz, że to był paparazzi, a nie zwykły koleś?
- Jeśli łazi za tobą cały dzień jeden facet z aparatem to na pewno doskonale zapamiętałabyś to jak wygląda.
- Tego nie wzięłam pod uwagę.
Na dłuższą chwilę zamilkliśmy. Przez jakiś czas spoglądaliśmy sobie w oczy. Już po minucie zdążyłam zatonąć w jego niesamowitych niebieskich tęczówkach. Nasze twarz wciąż dzieliło zaledwie kilka centymetrów, ponieważ chłopak wciąż tkwił w pierwszej przybranej pozycji. Jednak w końcu się ocknął i odsunął ode mnie na kilka kroków. Oboje czuliśmy się dosyć dziwnie.
- To powiesz mi co się stało, że chciałaś iść?
- Ja wcale nie chciała... - niespodziewanie mi przerwał.
- Widziałem, twoją skwaszoną minę, na pewno marzyłaś o tym by się stąd wydostać. Słuchaj, jeśli nie chciałaś tu dłużej siedzieć wystarczyło słowo, a bym cię zabrał.
- Dobrze się bawiłeś, a ja nie chciała ci tego psuć. Poza tym jaka różnica czy byłbyś ze mną czy bez.
- Uwierz mi, że duża. - uśmiechnął się. W tamtej sytuacji znów spłonęłam rumieńcem. - To co? Idziemy? Siedziałaś w miejscu prawie przez godzinę. Muszę ci to jakoś wynagrodzić.
- A ten cały paparazzi?
- Obstawiam, że już poszedł. - rzucił otwierając drzwi prowadzące do głośnego pomieszczenia.
- Stój! Mam pomysł.
- Jaki?
- Lepiej będzie jeżeli ty wyjdziesz pierwszy, a ja chwilę po tobie. Wiesz, tak w razie co jeśli ten paparazzi jeszcze tu jest. Nie będzie zbędnych plotek, bo na samą mnie nie zwrócą uwagi, tylko jeśli już to na ciebie.- chłopak przystał na propozycję i zrobił jak powiedziałam. Po krótkim czasie udało nam się stamtąd wydostać.
Spacerując, powoli szliśmy w stronę mojego domu. Przez nasze tempo dotarliśmy tam po około godzinie. Zbliżała się północ, byłam wyczerpana i jedyne o czym marzyłam to ciepłe łóżko. Otworzyłam drzwi zapominając, że Niall wciąż stoi tuż za mną.
- Wiesz... jest dosyć późno, a do waszego domu to jednak kawałek. Chłopaki z resztą już pewnie śpią.
- A ja nie zabrałem kluczy. - dodał sprawdzając każdą kieszeń.
- To może na tę noc zostaniesz u mnie?
- No nie wiem, nie chcę robić kłopotu.
- Oj przestań gadać i chodź. - chwyciłam go za rękę wciągając do środka.
Już na wejściu słyszałam włączony telewizor w sypialni rodziców. Pewnie jak zawsze tata oglądał jakiś film i zasnął. Jednak lepiej dmuchać na zimne. Dałam znak chłopakowi by zachowywał się jak najciszej. Kasią za bardzo się nie przejmowałam, bo byłam pewna, że już śpi. Jak najciszej weszliśmy po schodach i poszliśmy do mnie. Po zamknięciu drzwi odetchnęłam z ulgą, ale i tak modliłam się żeby żadne z reszty domowników się nie obudziło i nie przyszło sprawdzić czy u mnie wszystko dobrze. Przez resztę nocy starałam się być cicho aby nikogo nie zbudzić. W końcu wzięłam piżamę i badając czy teren wolny poszłam do łazienki. Kiedy wróciłam zastałam siedzącego na łóżku Niall'a, opierającego się o oparcie łóżka. Zdążył już zasnąć. Podeszłam do łóżka i tak by nie obudzić blondasa weszłam pod kołdrę.

Rano obudziły mnie odgłosy jak ktoś chodzi po moim pokoju. Przypominając sobie wczorajszy dzień myślałam, że to Niall, ale myliłam się. Otworzyłam zaspane oczy, ale zobaczyłam mamę. Zmarszczyłam brwi dziwnie na nią patrząc. Spojrzałam jeszcze na miejsce obok, ale nikogo tam nie było. Mama wyskoczyła z pytaniem czy mam coś do prania. Niechętnie podniosłam się z łóżka i dałam kilka rzeczy. Chwilę później poszłam do łazienki żeby się jakoś doprowadzić do porządku. Kiedy już nie wyglądałam jak potwór mogłam zejść na dół coś zjeść. Kasia już od dawna siedziała w salonie przed telewizorem z laptopem na kolanach i miską płatków w dłoni. Zrobiłam sobie to samo co przyjaciółka. Postanowiłam do niej dołączyć, więc usiadłam obok niej na sofie. Ta jak zawsze przeglądała jakieś strony plotkarskie szukając nowinek na temat swoich ulubieńców. W oczy rzucił mi się nagłówek, w którym było napisane 'Niall Horan'. Wyrwałam jej z rąk laptopa, na co ona z pełną buzią krzyknęła "EJ!". No i oto co tam zastałam:

(kliknij aby powiększyć)

No pięknie. Ale na całe szczęście nie ma żadnych zdjęć ze mną. Czyli mój pomysł na osobne wyjście z klubu to był jednak dobry pomysł. Widać czasem udaje mi się wpaść na dobry pomysł. Udając, że nie mam bladego pojęcia o kim może być mowa w artykule, oddałam przyjaciółce lepka oraz zabrałam się za kończenie śniadania. Idąc do kuchni po drodze zabrałam swój telefon z kieszeni bejsbolówki. Postanowiłam zajrzeć na twitter'a dlatego też zaraz włączyłam niezawodne Wi-Fi. Dostrzegłam kilka wpisów związanych z Niall'em i tą mini aferą, ale było tego naprawdę mało. Z uśmiechem dodałam tweet'a:


Na co moja kochana Agatka szybko odpowiedziała.


Trochę się już za nią stęskniłam. Z resztą nie tylko ja, bo Kasia pewnie też. My siedzimy sobie w UK, a ona w Polsce. Nie pozostanie nam nic innego jak czatowanie i Skype. Rozłąka z przyjaciółką według mnie bywa bardziej bolesna niż z chłopakiem. Chłopak kiedyś cie rzuci, a prawdziwa przyjaciółka zostaje do końca.
- I jak? Masz jakieś plany na dzisiaj?
- Nie, raczej nie. A czemu pytasz? - zerknęłam na Kasię.
- Bo wiesz... Liam wczoraj do mnie zadzwonił i spytał czy po ich wywiadzie nie chciałabym z nimi gdzieś pójść. A skoro tak to ja bez ciebie nie idę... Więęęęc?
- Czyli Harry też idzie?... - powiedziałam wywracając oczami. - Zaraz wróć. Skąd Liam ma twój numer?
- No, ale to tylko taki drobny szczegół.- machnęła ręką. - A co do numeru to się nimi wymieniliśmy.
- Wymieniliście się numerami powiadasz? - nagle w domu rozległ się dzwonek. Z góry usłyszałam głos mamy mówiący bym otworzyła, bo ona nie może. Posłusznie wstałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Harry?
- Cześć. - usłyszałam jego niski zachrypnięty głos.
- A ty nie powinieneś być na wywiadzie z resztą? - rzuciła Kasia wychodząc z salonu.
- Jak się chwilę spóźnię nic się nie stanie. - wzruszył ramionami.
- Widzisz? Chłopaczyna się dla ciebie poświęca! Doceniłabyś to.
- Może idź sprawdź czy cie nie ma w kuchni?
- Rozumiem... Przeszkadzam, już idę.
Spojrzałam na Styles'a czekając aż wykrztusi z siebie to co chce i da mi spokój.
- Chciałem cie przeprosić. Za wczoraj.
- A czemu masz mnie niby za to przepraszać? Co ja jestem twoją dziewczyną, która będzie strzelała na ciebie fochy, bo mnie okłamałeś?
- No nie, ale źle się z tym czuję.
- Słuchaj, na przyszłość radziłabym ci trochę lepiej udawać, bo w taki sposób jak wczoraj to robiłeś nikt nie łyknie, że coś ci dolega. No chyba, że na głowę, w takim przypadku nie musisz nic robić.
- Ale ty to łyknęłaś.
- Nie, wcale nie.
- Tak. Z początku to łyknęłaś, dopiero później schrzaniłem i się zorientowałaś.
- Dlatego musisz to dopracować.
- Dla ciebie wszystko. - zaśmiał się. - Czyli nie jesteś zła?
- Nie. - wypaliłam ciężko wzdychając. Wtedy Harry tylko szeroko się uśmiechnął. Powoli przybliżył swoje usta do mojego ucha szepcząc "Do zobaczenia później." tak jakby miał pewność, że pójdę dzisiaj z Kasią i resztą. No tak... Kasią. Kiedyś ją chyba uduszę, ale to później. W końcu jednak uradowany Styles poszedł, dając mi mój upragniony spokój.
_____________

No więc jest kolejny rozdział. Prosiłabym osoby, które czytają o skomentowanie, bo chyba doskonale wiecie jakie to dla mnie ważne. ; ) Mam nadzieję, że chociaż 5 komentarzy da radę uzbierać. xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wiem, że truje i truje i końca nie widać, ale to dla mnie cholernie ważne (jak zapewne dla każdej osoby która pisze opowiadanie). Ale *KAŻDY* kto czyta moje opowiadanie niech da *Lubie to* [ewentualnie komentarz jeśli np. nie może dać lajka]. To chyba nie jest tak wiele, a ja przynajmniej bd wiedziała dla kogo pisze. Bardzo was o to proszę, bo naprawdę mam wrażenie, że czasem piszę do słupa. Nawet jeśli bd musiała czekać kilka dni aż wszyscy to zrobią i tak bd czekać. CHCĘ WIEDZIEĆ. Teraz obiecuję, że to już ostatni taki wpis. Chcę jedynie wiedzieć czy warto to wszystko ciągnąć.
  • awatar Gość: ja czytam slodziaku ;* i pisz, proszę, Ty pięknie piszesz i szkoda by było, że z powodu małej ilości czytelników Twój talent się zmarnował, serio. kocham i życzę przypływu weny :)
  • awatar ι`м муѕєℓf.!: czytam . xd
  • awatar Gość: Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o mnie! Czytam i będę czytać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Ktoś jeszcze tu zagląda? Bardzo długo tu nie wchodziłam z braku czasu. Ale jeśli ktoś chciałby rozdział to pisać w komentarzach kto by przeczytał, bo ja już mam go napisanego, ale nie wiem czy warto dodawać.
  • awatar Ada Styles: Sprawdzam codziennie ;> pisz nowe, bo jestes w tym naprawde dobra .! ;)
  • awatar Gość: Codziennie sprawdzam czy jest nowy.:3
  • awatar I ♥ Holigans: Ja zaglądam i czekam cierpliwie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Spał... Nie bardzo chciałam go budzić, bo widać było, że chyba faktycznie coś mu dolega. Dlatego postanowiłam się powoli wycofać. Stałam już prawie przy drzwiach kiedy usłyszałam niski zachrypnięty głos, ale był nieco bardziej cichy niż zazwyczaj. Mówił prawie szeptem gdy normalnie można usłyszeć go w drugim pokoju. Zwróciłam się w kierunku loczka. Widząc Hazzę skrzyżowałam ręce na piersi. Jego włosy niesfornie opadały na czoło, a zielone tęczówki wyglądały znad loków.
- Spałeś, więc pomyślałam, że...
- Obstawiałem, że nie przyjdziesz.- rzucił, a kąciki jego ust lekko mu się uniosły.
- Chłopaki poprosili mnie bym przyszła.
- Aha.... czyli jeśli ja bym zadzwonił to byś tego nie zrobiła?
- Tego nie powiedziałam. Po prostu bym to przemyślała kilka...set razy. Ale mniejsza z tym... Zrobić ci coś ciepłego do picia?
- Jakąś herbatę jeśli byś mogła.
Skinęłam na tak, a następnie powędrowała prosto do kuchni. Zrobiłam loczkowi to o co prosił i poszłam znów do pokoju, w którym się znajdował. Usiadłam obok niego podając kubek z ciepłą cieczą. Upił zaledwie dwa łyki i postawił kubek na szafce nocnej. Cały czas patrzył mi się w oczy. Nie odpuszczał choćby na minutę. Odrobinę mnie to przerażało, bo nawet nie mrugał... no może raz czy dwa mu się zdarzyło, ale nie więcej.
- Co?
- Nic.
- Cały czas się na mnie gapisz, więc chyba musi być tego jakiś powód... Nie wiem, mam coś na twarzy?
- Tak...- wtedy zaczęłam przecierać buzię mając na celu pozbycia się tego czegoś, ale on tylko zaczął się śmiać.- Nie w tym sensie głuptasie.- szepnął z uśmieszkiem.
- To może oświecisz?
- Masz naprawdę piękne oczy i dziwi mnie, że wcześniej tego nie spostrzegłem.
- Idiota. - bąknęłam.- Błagam cię nie denerwuj mnie dzisiaj. Miałam nadzieję, że spędzę ten dzień o wiele milej i w lepszym towarzystwie.
- No dobra... już przestaję.- zachichotał zakrywając się kołdrą po sam czubek nosa.
Rozejrzałam się dookoła. Przy ścianie nieopodal łóżka stał fotel. Ukradkiem spoglądając na Harrego podeszłam i usiadłam w wybranym miejscu. Wyciągnęłam telefon z kieszeni po czym zajrzałam na tt. Setki nowych wpisów, zdjęć i innych. W oczy rzucił mi się jeden wpis, w którym napisane było coś o Harrym. Kasia retweetnęła wpis jakieś dziewczyny. Postanowiłam wejść a link i zobaczyć co tam takiego ciekawego. Stronka załadowała się, a ja zobaczyłam fotografię Hazzy z krótką notką pod spodem.

"Krążą plotki, że jakiś czas temu przystojny Harry Styles pokazał się w Londynie w towarzystwie wysokiej szatynki. Świadkowie mówią, że dwójka świetnie bawiła się w swoim towarzystwie. Co o tym sądzicie? Czyżby szykował się nowy związek?"

"Prędzej odetnę sobie nogę niż to co tu napisali jest prawdą."- pomyślałam. Chwilę później zajrzałam na fb, ale i tam zobaczyłam kilka wpisów związanych z tamtą plotką. Ludzie to jednak idioci. Głowę położyłam na oparciu fotela, zamknęłam oczy biorąc głęboki wdech. Po chwili zwróciłam głowę w stronę okna. Była piękna pogoda, ale ja musiałam tu siedzieć. Wolałabym wszystko tylko nie opiekę nad Styles'em. Ile on ma do cholery lat żeby trzeba było się nim opiekować?! Ten chłopak to na serio rozpieszczony bachor... nie chłopak, nastolatek czy młody dorosły, nie! Najzwyklejszy dzieciak. Z resztą nawet się tak zachowywał. Nagle przewrócił się na drugi bok. Znów zaczął wlepiać we mnie swoje wielkie oczy. Podniósł się, ponownie wziął kubek w dłonie zaczynając pić jeszcze ciepły napój.
- Jeśli nie chcesz, to nie nie musisz tu siedzieć.
- To równie dobrze mogłam tu nie przychodzić.
Po moich słowach zamilkł. Przez dłuższy czas byliśmy cicho. Harry jedynie przewracał się z boku na bok. Co kilka minut chciał coś powiedzieć, ale gdy już miał zaczynać odpuszczał. Trochę mnie to zaczynało denerwować, bo albo coś mówi, albo siedzi z zamkniętą gębą i tyle. Podniosłam się, a następnie zaczęłam studiować każdy kąt pokoju loczka. Na jednej z półek leżało 'Monopoly'. Uśmiechnęłam się biorąc grę do rąk. Skoczyłam na legowisko lokatego budząc go przy tym. Zabrałam się za rozkładanie planszy i pionków, Harry tylko z uwagą mi się przyglądał. "Mi to zawsze pomaga gdy nie czuję się najlepiej." sztucznie się uśmiechnęłam. Chwilkę później uradowany Harry wybrał pionek po czym zaczęliśmy grę.
Rozegraliśmy kilka, może i nawet z kilkanaście partii. Szczerze mówiąc nawet humor mi się trochę poprawił. Widać Monopoly czyni cuda. Niespodziewanie chłopak wybiegł z pokoju, a chwilę później słyszałam trzask zamykanych drzwi od łazienki. Wrócił dopiero po ok. dziesięciu minutach. Odniosłam wrażenie iż wygląda nawet gorzej niż do niedawna co zdawało mi się odrobinę dziwne. Zdawałoby się, że już mu się polepszyło. Gdy położył się spowrotem do łóżka chwilę mu się przyglądałam. W końcu usiadłam bliżej i przyłożyłam dłoń o jego czoła, później do policzka. Był rozpalony. Zmarszczyłam brwi zdziwiona, ponieważ już sama nie wiedziała co mu dolega. Z jednej strony jest mu niedobrze i boli go brzuch, a z drugiej jest cały rozpalony i ciąga nosem. To wszystko zaczynało być nieco podejrzane. Postanowiłam jednakże odpuścić, bo lekarzem nie jestem by stwierdzać czy coś jest na serio nie tak czy to jedynie moje urojenia.
- Co jest?
- Nie jest ci może gorąco czy coś?
- To żar ciała, mała. To ty tak na mnie działasz...
- Harry! Ja się pytam serio!
- No może trochę...
- Poczekaj pójdę po termometr.
- NIE! Z-znaczy nie mamy żadnego w domu...- zaczął bełkotać, co dziwne już całkiem normalnym głosem, ja jednak wciąż słuchałam co jeszcze wymyśli. - Pewnie zaraz mi przejdzie, to tylko chwilowe. Zobaczysz.
- O serio?
- No, tak.
- Aha... Ok. Pozwolisz, że na chwilkę pójdę do łazienki.- rzuciłam wychodząc z pokoju. Nagle on zerwał się jak szalony i pobiegł za mną. Złapał mnie za ramie próbując zatrzymać. Odwróciłam się ku niemu.
- Co? Już zdrowy?
- Słucham?... A! Nie! Ja tylko... No...
- Daruj sobie kłamstwa, dobra? Zdążyłam się zorientować, że nic ci nie jest.
- To wcale nie tak.
- A więc jak? Proszę mów.- chciał zacząć, ale przerwał mu mój telefon. A bardziej osoba, która napisała do mnie wiadomość.- Dobra, wiesz... skoro nic ci nie dolega to na pewno sobie beze mnie poradzisz. Ja muszę iść. - wypaliłam w pośpiechu zmierzając do drzwi wyjściowych. Na schodach minęłam się Zaynem, który zdziwiony spojrzał na mnie rzucając niepewnie "Cześć". Skinęłam głową w odpowiedzi biegnąc przed siebie. Nie dosyć, że byłam poddenerwowana zachowaniem loczka to dodatkowo zaczynał padać deszcz. Super, na miejsce spotkania dotrę zmoczona do suchej nitki. Na całe szczęście do MSC dotarłam w krótkim czasie. Czym prędzej weszłam do środka. Wzrokiem zaczęłam szukać konkretnej osoby, ale niestety nikogo takiego nie spostrzegłam. Wtem ktoś zakrył mi oczy, a za sobą usłyszałam doskonale znany mi śmiech. Zwróciłam się w stronę chłopaka, a widząc jego uśmiech kąciki ust same mi się uniosły.
- Mam chwilkę czasu, więc pomyślałem, że moglibyśmy się spotkać.
- Miejmy nadzieję, że chociaż to mi poprawi samopoczucie.- westchnęłam.
- Męczący dzień? - zaśmiał się.
- Można to tak nazwać.
- U mnie tak samo... ale nieważne. Jesteś cała mokra, może pojedźmy do mnie to dam ci coś na przebranie?
- Nie! Pojedźmy do mnie.- zaczęłam drapać się po karku.
- Dobrze, jak chcesz.- objął mnie ramieniem i wyszliśmy z budynku.
______________

Przepraszam, ale dzisiaj trochę krótszy, bo chciałam coś w końcu dodać, a nie miałam za bardzo pomysłu na ten odc. Ale mam nadzieję, że kolejny wyjdzie lepszy...
*A teraz ślicznie proszę o 3 komenty.*
  • awatar Gość: Superowo ! :D
  • awatar Gość: świetny wpis!!!Wpadnij!Ja i Plotkara też jesteśmy wielkimi fankami Harrego !!!!!!!!!
  • awatar Gość: świeetny, nie mogę się doczekać 13 odc. i tego, kto będzie tym chłopakiem ^^ :D kocham czytać twoje opowiadania.. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Niechętnie podniosłam się z ciepłego łóżka naciskając na zieloną słuchawkę i przykładając telefon do ucha. "Halo?" rzuciłam wpół nieprzytomnym głosem. Harry zaczął bełkotać jakieś kompletne bzdury, z których nie zrozumiałam ani jednego słowa.
- Harry!!! A mógłbyś trochę wolniej mówić?!
- Ymm... Okey... No bo... KASIAZALIAMEMBIEGAINIEDAJEMUSPOKOJUIJUŻNANIEGO
NASKOCZYŁA!!!!
- Dobranoc.- palnęłam kończąc połączenie. Rzuciłam telefon na ziemię wcześniej wyłączając go. W końcu chwila odpoczynku. Teraz bez problemu mogłam udać się do krainy snu.

*Harry*

Razem z chłopakami, nie wliczając biednego Liam'a, biegaliśmy za dwójką. Kasia non stop goniła Li krzycząc niestworzone rzeczy. Może Marika miała trochę racji co do tych jej odwiedzin. Ej, no ale dziewczyna się cieszy... to chyba normalne. O ile nie wrzeszczy na cały dom, że już za niedługo staną na ślubnym kobiercu... Nie ważne. Jednak po dłuższym czasie gdy w końcu chłopak dał się przytulić odpuściła. Uśmiechnięta od ucha do ucha poszła do kuchni razem z Zayn'em by wziąć coś do picia. My za to włączyliśmy muzykę. Gdy nieobecna przez chwilę dwójka dołączyła do nas, Kasia prędko odłożyła przyniesione przez nią dwie butelki i chwytając za pilota zgłośniła muzykę, tak bardzo jak tylko to było możliwe. Od razu zaczęła tańczyć i skakać po meblach. Jednak po wypiciu kilku butelek piwa dołączyła do niej cała reszta. Kiedy wszyscy opadli z sił usiedliśmy na podłodze. Postanowiliśmy zagrać w butelkę. Mieliśmy zaczynać, ale przerwał nam dzwonek do drzwi. Lou chwiejąc się we wszystkie strony poszedł otworzyć. Do środka weszły Eleanor razem z Pezz. Ładnie się przywitały, a chwilę później dołączyły do nas. Niedługo później do domu wrócił Niall, który zamiast kulturalnie się przywitać poszedł do siebie.

*Kolejny dzień- Marika*

Po przebudzeniu od razu popędziłam do łazienki. O dziwo od samego rana byłam w dobrym, a nawet bardzo dobrym humorze. Przyszykowałam się-ubrałam czarne rurki i białą, luźną bluzkę z różowym napisem "FREE HUGS". Rozczesałam moje długie brązowe włosy, które dziś zostawiłam rozpuszczone. Było już po jedenastej, więc w domu była tylko mama. Po wejściu do kuchni od razu podeszłam do szafki, wyciągnęłam z niej szarą miseczkę, którą wypełniłam płatkami (przypominającymi kocią karmę) oraz zalałam mlekiem. Z naczyniem pełnym jedzenia poszłam do salonu, gdzie właśnie znajdowała się teraz moja rodzicielka. Usiadłam obok niej na kanapie zaczynając zjadać zawartość miski.
- Co tam u Harrego?- spytała uśmiechnięta. Niepewnie na nią spojrzałam marszcząc brwi.
- A skąd ja ma to wiedzieć?
- No wiesz... Macie ze sobą kontakt... No i...
- Mamo, wiem do czego dążysz i my nigdy nie byliśmy i nie będziemy razem.
- Oj no daj spokój. Harry wydaje się być naprawdę fajnym chłopakiem. Poza tym dla wielu dziewczyn to ideał, co nie?
- Ale ja nie należę do tych dziewczyn, bo jak dla mnie wypindrzony chłoptaś z pożal się Boże zespoliku nie jest kimś z kim mogłabym być.
- No dobra, jak uważasz. Tylko podaj mi choć jeden konkretny powód pomijając, że jest z zespołu, za który go nie lubisz.
- Nie jest w moim typie... ale dobra! Koniec tego beblania. Zjadłam, mam dobry humor i nie zamierzam tego psuć. Idę się przejść.- uśmiechnęłam, następnie pożegnałam się z mamą. Odniosłam naczynie do kuchni i wyszłam z domu. Pomyślałam, że zajdę do domu chłopaków, bo Kasia przecież wciąż tam jest. Szczerze to szłam tam z drobną niechęcią, ale dla sprawdzenia stanu zdrowia przyjaciółki mogłam choć raz dać sobie spokój ze Styles'em. Po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce. Pukałam do drzwi, ale nikt mi nie otwierał. Przykucnęłam by zajrzeć pod wycieraczkę. "Idioci" pomyślałam podnosząc klucz. Otworzyłam dom, po czym weszłam do środka. Zaczęłam zaglądać do każdego pokoju po kolei, ale nigdzie ich nie było. W końcu dotarłam do salonu. Tam każdy leżał w innym koncie pokoju. Lou wtulony w El, Perrie w Zayn'a, Kasia przytulona do nogi Liam'a, a Hazz z nogami na stole. Widząc to strzeliłam face palm'a. Pomyślałam, że trochę tu ogarnę nim się obudzą, dlatego podeszłam do miejsca, w którym leżał lokaty. Chciałam podnieść butelkę po piwie leżącą obok jego głowy, ale nagle coś chwyciło mnie za rękę.
- A ja też mogę jednego dostać?- usłyszałam niski zachrypnięty głos chłopaka.
- Co?
- No bo na koszulce masz napis 'Free Hugs'.- zaśmiał się.
- Daruj. - wywróciłam oczyma odchodząc od niego.
- Pomóc ci? W końcu to my tu nabałaganiliśmy, a nie ty.
- To nic. Dam radę sama.
Zielonooki podszedł bliżej szepcząc "Kochana jesteś" i pocałował mnie w policzek.
- Błagam cię, nie psuj mi dzisiejszego dnia.
- Ja go tylko upiększam kochana.
- Co upiększasz?- zapytała Perrie podnosząc się powoli z miejsca. - O! Widzę, że mamy gościa.
- Hej.
- Cześć. Czemu cię wczoraj z nami nie było?
- Byłam zajęta... Poza tym jakoś nie bardzo mi się uśmiechało patrzenie przez całą noc na pyszcza Harrego. - na moje słowa blondynka momentalnie się roześmiała. We trójkę zaczęliśmy sprzątać, a jakąś godzinę później gdy skończyliśmy, do świata żywych dołączyła reszta bandy. Kasia razem z resztą postanowiła zjeść śniadanie, dopiero później mogłyśmy wracać do domu. Kiedy uwolniłam się z domu, w którym mieszkał lokaty odetchnęłam z ulgą. Najdziwniejsze dla mnie było to, że jedyna nieobecna osoba wtedy to Niall. Przecież z tego co wiem, to on zawsze jest pierwszy na śniadaniu. Dłużej jednak nie zaprzątając sobie tym głowy wraz z przyjaciółką czym prędzej poszłyśmy do domu. Jenak towarzyszce sprawiało to drobne kłopoty, bo ledwo utrzymywała się na nogach. "Nigdy więcej nie idziesz tam bez mojej opieki" - pomyślałam i pomagając jej doszłyśmy pod same drzwi. Weszłyśmy do środka, a dziewczyna od razu poszła do siebie. Ja natomiast poszłam do kuchni by wstawić wodę na herbatę. Pierw jednak zrobiłam aspirynę dla chorowitej. Zaniosłam jej szklankę z napojem. Niebieskooka leżała już w łóżku okryta kołdrą po sam nos. Usiadłam obok niej z uśmiechem na ustach. Zdziwiona wzięła w dłonie szklane naczynie podnosząc oraz upijając łyk wciąż jeszcze musującej cieczy. Zmarszczyła brwi cicho pytając "Czy wszystko dobrze?". Tylko przytaknęłam, a później wyszłam zamykając za sobą drzwi. Podeszłam do ściany obok wejścia do pokoju Kasi. Zjechałam w dół zakrywając twarz dłońmi. Nagle usłyszałam mój dzwonek. Wstałam i co tchu pobiegłam po telefon. Znów jakiś nieznany mi numer. Odebrałam, a zaraz po tym w słuchawce usłyszałam "MASZ! TY TO ZRÓB!" wykrzyczane najprawdopodobniej przez Liam'a. Wciąż przysłuchiwałam się rozmowie, bo nikt raczej się nie zorientował, że odebrałam. "Ja nie zamierzam jej tego mówić." - ciągnął zdenerwowany chłopak, "A ja to co?" "Ty masz lepsze gadane... poza tym masz z nim bliższe kontakty." "A co to ma do rzeczy?". Dłużej nie wytrzymałam i w końcu zaczęłam się śmiać.
- Halo?- usłyszałam głos Lou.
- Hej...
- Długo nas tak słuchasz?
- Od kilku minut. Ale i tak nie mam pojęcia po co dzwonisz.
- No więęęęc.... widzisz. Chodzi o Harrego.
- O Harrego? Co z nim znowu?
- Chłopak nie czuje się najlepiej od kiedy poszłaś, można powiedzieć, że jest nawet bardzo źle. My też nie czujemy się za dobrze, Zayn i Niall pojechali na jakiś wywiad, którego my będziemy udzielać dopiero jutro i chcieliśmy się spytać czy mogłabyś przyjść i nam przy nim pomóc.
- Dajcie spokój, na pewno nie jest tak źle.

*Harry*

Cały czas stałem obok nich pilnując by wszystko poszło zgodnie z planem. Lou starał się być wiarygodny, a Liam podpowiadał mu co ma mówić.
- Dajcie spokój, na pewno nie jest tak źle.- powiedziała obojętnie.
Nagle brązowooki zaczął wymachiwać do pasiastego by przyłożył mi telefon do ust. Zrobiłem jedynie wielkie oczy nie wiedząc co przyjaciel chce zrobić. Wtedy poczułem przeszywający ból. Krzyknąłem upadając na kolana, wciąż trzymając się za bolące mnie miejsce. Kiedy oni zwijali się prawie ze śmiechu ja zwijałem się z bólu na podłodze. Wiem, że Liam jest mi coś winny... A raczej ja jemu.

*Marika*

Usłyszałam głośny krzyk loczka. Nie wiedziałam czy się cieszyć czy mu współczuć, ale chyba serio coś było na rzeczy... ale mimo to w głębi duszy byłam z tego zadowolona.
- No dobra, niech wam będzie. Ale muszę jeszcze pogadać z Kasią. Narazie.- rzuciłam bez większego zainteresowania sytuacją kończąc połączenie.

*Harry*

- Jesteś martwy!!!- wykrzyknąłem w stronę chłopaka stojącego obok mnie.
- Sory! Spanikowałem! Nie wiedziałem co robić, a to musiało być jakieś przekonujące.
- AHA! CZYLI TO ZNACZYŁO, ŻE MUSIAŁEM MNIE TAM WALNĄĆ!?
- No przepraszam, ale sam chciałeś żebyśmy to my załatwili to, że ona tu przyjdzie.
- To ja dziękuję za taką pomoc!- palnąłem i poszedłem do siebie położyć się do łóżka. Ułożyłem się na boku zaczynając patrzeć przez okno prosto w zachmurzone niebo, czekając aż usłyszę dzwonek do drzwi. Chwilę później wstałem, a w następnej kolejności powędrowałem do łazienki. Pomyślałem, że lepiej będzie jeśli choć odrobinę będę wyglądał jak schorowany. Mam nadzieję, że już na wejściu się nie zorientuje.

*Marika*

Pół godziny później stałam już pod drzwiami posiadłości chłopaków. Zadzwoniłam, a po kilku sekundach otworzył mi Liam. Zamknęłam drzwi, on natomiast poszedł do przyjaciela siedzącego w salonie. Oparłam się o framugę zaczynając przyglądać z uwagą Louis'owi. udałam się do kuchni, zrobiłam dwie aspiryny i wróciłam do pomieszczenia gdzie przesiadywała dwójka. Zabrałam piwo pasiastemu, zamiast niego dałam mu szklankę z przygotowanym napojem. Liam uśmiechnął się też biorąc ode mnie szklankę. "Dziękuję Mommy Direction." wypalił. Zaraz po tym poszłam na górę gdzie miał być Hazz. Otworzyłam drzwi do jego pokoju, a moim oczom ukazała się rozczochrana, blada postać leżąca pod kołdrą. Zrobiłam kilka kroków do przodu po czym przykucnęłam przy łóżku chłopaka.

_________

A teraz ładnie proszę o 3 komentarze. Jak będą to będzie i kolejny rozdział.
  • awatar Gość: Nie-sa-mo-wi-te! Nie wiem, czy już to pisałam, ale MASZ TALENT! Nie wytrzymam do następnego rozdziału! Chcę wiedzieć, co będzie dalej!!
  • awatar Gość: Koocham to,rób dłuższe.♥
  • awatar Gość: Super . ^^ :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Równym krokiem zaczęłam zmierzać do lokalu, który wczoraj odwiedziłam wraz z blondasem. Byłam dosyć głodna, bo co to dla mnie taki jeden mały kawałek kupnego ciasta? A jakoś w domu nie bardzo chciałam siedzieć i czekać aż tata sam przyjdzie męcząc mnie byśmy w końcu porozmawiali o TYCH sprawach, mama pierniczyłaby o rzeczach niestworzonych, a Kasia miałaby jeszcze z tego niezłą bekę. Dlatego zamiast jeść w domu, w którym musiałabym się mieć na baczności i zachowywać jak ninja bardziej na rękę było mi po prostu wyjść i zjeść na mieście. Weszłam do przytulnej knajpki i zajęłam stolik stojący na szarym końcu. Po niespełna dwóch minutach stała przy mnie kelnerka oczekując aż złoże jakieś zamówienie. Zerknęłam na nią kątem oka wyglądając znad karty dań. To była ta sama dziewczyna co wczoraj. Szeroko się do mnie uśmiechała wciąż cierpliwie czekając. Wzięłam porcję naleśników z owocami i sok pomarańczowy, a ona przytaknęła i poszła prosto do kuchni. Czekając aż dostanę swoje danie ktoś niespodziewanie zakrył moje oczy dłońmi. Zdezorientowana zabrałam je z mojej twarzy i odwróciłam się by sprawdzić kto to. Ujrzałam szeroki uśmiech i niesamowicie niebieskie oczy.
- Cześć.- wypalił dosiadając się do mnie.
- Hej? - zmrużyłam oczy wciąż na niego spoglądając.
- Coś nie tak?
- N-nie... ale nie spodziewałam się ciebie... tutaj... o tej porze.
- Mam z chłopakami wywiad i akurat jest kilkuminutowa przerwa dlatego pomyślałem, że szybko podskoczę tu po coś na wynos. A na mój fart trafiłem na ciebie.- mówił nie spuszczając mnie z oka choćby na sekundę.- A może poszłabyś ze mną do reszty?
- Wiesz, to chyba nie najlepszy pomysł. Poza tym wciąż czekam na moje jedzenie, a ty zaraz musisz iść.
- W sumie to już muszę, a wciąż nic nie zamówiłem.
- Widzisz. Nie potrzebnie do mnie podchodziłeś.
- Ja tam jakoś nie żałuję.
- Dobra, dobra.... Już tu nie czaruj tylko leć po się spóźnisz.
- Pójdę pod jednym warunkiem...- nagle zadzwonił jego telefon. Po jego minie obstawiałam, że to ktoś ze studia. Odrzucił połączenie i schował komórkę.- Masz dzisiaj może czas?
- Chyba mam. A co?
- Świetnie!- wstał i zasunął krzesło.- To do zobaczenia o szóstej wieczorem. Przyjdę po ciebie. - krzyknął wychodząc, a nawet wybiegając, z budynku.
Świetnie. Mam dzisiaj spotkanie z Niall'em Horan'em, który ma po mnie przyjść wieczorem, ale nawet nie wie gdzie mieszkam. Ten człowiek chyba serio nie myśli. No chyba, że go nie doceniam. Mniejsza z tym, co ma być to będzie. Teraz jedyne co się dla mnie liczy to naleśniki, które właśnie przyniosła mi kelnerka. Po zjedzeniu wyciągnęłam telefon i sprawdziłam która godzina. Było po jedenastej, więc zebrałam się, zapłaciłam i poszłam przejść. Ulice Londynu były już przepełnione. To miasto tętniło życiem. Rzadko kiedy ulice są puste, a po jezdni nie jeździ tyle samochodów i krwisto-czerwonych piętrowych autobusów. Usłyszałam sygnał sms'a. Mama napisała, że tata już pojechał do pracy, więc spokojnie mogę wracać. Jak dobrze, że chociaż matkę mam do połowy normalną i ona mnie nie będzie męczyć gadkami na TEN temat. Wsiadłam w taksówkę po czym pojechałam do domu.
Najciszej jak mogłam weszłam do środka na wejściu zdejmując buty. Odłożyłam je na miejsce, poszłam do salonu gdzie grał telewizor, a na kanapie siedziała Kasia. Przywitała mnie, ale już chwilę później zaczęła trajkotać jak to będzie dzisiaj super spotkać się z całym One Direction. Ja tam szczerze nie specjalnie tryskałam radością. Dodała jeszcze, że wcześniej jak o szóstej wieczór nie możemy się z nimi zobaczyć, ponieważ mają dużo pracy i dopiero wtedy mogą się z nami zobaczyć. Słysząc to od razu poinformowałam ją, że nie mogę z nią iść. Jak zawsze chciała znać powód, ale jedyne co ze mnie wyciągnęła to fakt, że gdzieś wychodzę i jestem po prostu zajęta. Nie zdziwiło mnie, że zaczęła brewkować i majaczyć, że mam kochasia. Ja na to tylko wywróciłam oczyma, a następnie poszłam do siebie.

Czas mijał nieubłaganie szybko. Nim się obejrzałam na zegarku widniała godzina "5:45". Do spotkania z blondasem było zaledwie 15 minut, a ja wciąż nie byłam gotowa. Jednak specjalnie długo nie zastanawiałam się co mam ubrać. Wybrałam czarne jeansy, granatowy t-shirt, na który narzuciłam jasną katanę oraz ubrałam białe conversy. Włosy upięłam w koka. Wtem rozległ się dzwonek do drzwi. Przyjaciółka podbiegła do nich jak szalona. Przed drzwiami stał Hazz. "I jak? Gotowe?" spytał przytulając Kasię na powitanie. Dziewczyna wyjaśniła, że ja nie mogę jechać, na co Styles zareagował tak jakby było mu to zupełnie obojętne. Rzucił by poszła już do auta, a on zaraz przyjdzie. Gdy zniknęła z jego punktu widzenia, dał mi znak bym zeszła. Niechętnie posłuchałam się lokatego. Stanęłam tuż przed nim. Spojrzał mi w oczy. "Mam być zazdrosny?" zaśmiał się odgarniając za ucho moje opadające na twarz włosy. Chciałam coś mu odpowiedzieć, ale nim zdążyłam to zrobić do akcji wkroczył mój tata. Że akurat dzisiaj musiał wcześniej wracać z roboty.
- Witam nasze gołąbeczki.
- A dajcie wy mi święty spokój!- wydusiłam wymijając ich i idąc przed dom. Usiadłam na ławce stojącej przy garażu. Widziałam jak loczek wsiada do pojazdu i odjeżdża. Na reszcie... Chwilę później dostrzegłam jak ktoś dosiada się do mnie. Zero zaskoczenia.
- Mówiłem, że po ciebie przyjdę.
- A ja w ciebie wątpiłam.
- We mnie się nie wątpi. Kiedy coś obiecuje to dotrzymuje słowa.
- Ciekawi mnie tylko skąd wiedziałeś gdzie mieszkam.
- To zostanie moją tajemnicą.- uśmiechnął się tajemniczo po czym podał mi rękę by pomóc wstać.
Podniosłam się i wciąż z ręką w uścisku blondasa wyszliśmy poza teren posiadłości. Oboje wsiedliśmy do mini wana. Niall dał znak kierowcy i auto momentalnie ruszyło. Myślałam, że jedziemy w jakieś miejsce w Londynie, ale najwyraźniej się myliłam. Wyjechaliśmy poza stolicę UK. Spojrzałam pytająco na chłopaka, a on tylko się uśmiechnął. Chciałam się go spytać gdzie mnie wiezie, ale widząc, że chcę coś powiedzieć szybko zaczął mówić bym nie zadawała zbędnych pytań, ponieważ i tak nic z niego nie wyciągnę. Chichocząc wywróciłam oczami krzyżując ręce na piersi. Po około półgodzinnej jeździe samochodem zatrzymaliśmy się. Niall wysiadł pierwszy chwytając sporawy koszyk będący w aucie, a ja zaraz za nim. Bez żadnego słowa zaczął iść przed siebie. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, dopiero gdy znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu wzrok skupiłam na ślicznym widoku. Przed sobą miałam długą aleję. Co kilka metrów po obu stronach były drewniane ławeczki, a drzewa znajdujące się przy ścieżce tworzyły jakby wielki, kolorowy korytarz. Jedyne co mogłam z siebie wydusić to pospolite "WOW", na nic więcej nie było mnie stać w tej chwili. Zaczęliśmy iść wzdłuż dróżki. Doprowadziła nas do wielkiego placu. Wtedy blondas położył kosz na zielonej, starannie wystrzyżonej trawie, następnie wyciągnął z niego koc i rozłożył go. Ze względu iż powoli zbliżała się siódma wieczorem, powoli zaczynało się ściemniać. "To na co masz ochotę?" uśmiechnął się podsuwając mi koszyk pod sam nos. Widząc ile chłopak zabrał ze sobą jedzenia odniosłam wrażenie, że miał zamiar tu zostać aż do jutra, a nawet i trochę dłużej. Zaśmiał się, a jego oczy rozbłysły niczym dwie iskierki. Wyciągnął dwa sandwicze, podał mi jednego gdy sam już dawno się za swojego zabrał.
- Nie powinieneś być teraz razem z chłopakami...?
- Czemu pytasz?
- A... tak tylko.
- No powinienem. Mówili że to sprawa życia i śmierci i koniecznie muszę dzisiaj z nimi być, ale znając ich to na pewno nie było nic takiego.
- Skąd wiesz? Może to było coś związanego z fanami... fanką. Hm?
- Czy ja o czymś nie wiem?
- C-co? N-nie! Tak tylko mówię.
Przymrużył oczy wciąż na mnie patrząc, ale po krótkiej chwili odpuścił. (...)

Po mini pikniku poszliśmy się przejść, wcześniej odnosząc zbędny (i całkowicie opróżniony) nam koszyk. Spacerowaliśmy po ulicach Greenwich. Gdy Nialler szedł jak cywilizowany człowiek chodnikiem ja spacerowałam po krawężniku śmiejąc się z głupot, które wciąż opowiadał blondas. Przecznice były już praktycznie puste. Jedynie co jakiś czas mijaliśmy jakiś ludzi. Kiedy doszliśmy do pierwszej napotkanej ławki usiedliśmy na niej. Podkuliłam nogi opierając je na kawałku drewna. Głowę ułożyłam na kolanach potem nie robiłam nic poza wpatrywaniem się w dal. Nie odzywałam się nawet słówkiem na co chłopak wreszcie zareagował.
- Stało się coś?- spytał na co ja jedynie kiwnęłam głową, że nie.- Wiesz, jeśli coś ci jednak leży na sercu możesz mi powiedzieć...
- Kiedy naprawdę nic się nie stało.- zaśmiałam się.
- No tak... Jestem idiotą. Znamy się od wczoraj, a ja już liczę, że może mi zaufasz i powiesz jeśli coś jest nie tak.- wybełkotał z uśmiechem na ustach. Nie wiedząc co na to odpowiedzieć tylko podniosłam się i usiadłam na oparciu ławki.
- Po prostu trochę się martwię... Od dłuższej pory coraz mniej czasu spędzam z przyjaciółką, bo ona co chwila gdzieś wychodzi, dobrze się bawi, a ja jedynie siedzę na tyłku przed komputerem, bo nic mi się nie chce... To wszystko.- wzruszyłam ramionami spoglądając w te niebieskie tęczówki, które z uwagą mi się przyglądały.
- Jeśli nie chciałaś, nie musiałaś mówić.
- Nie chciałam żebyś sobie pomyślał, że jestem zdziczała i zamknięta w sobie. No może trochę nieśmiała i rąbnięta, ale nic poza tym. - oboje wybuchliśmy śmiechem.
W końcu powoli zaczęliśmy się zbierać. Wróciliśmy do samochodu, który od razu ruszył. Byłam odrobinę zmęczona, więc jak to ja zasnęłam w samochodzie. Zdarzało mi się to bardzo często, a najczęściej po wizycie w kinie. Wtedy zawsze zasypiałam w aucie, chociaż na kilka minut. Na całe szczęście tuż przed dojazdem pod mój dom przebudziłam się. Wyciągnęłam zegarek by sprawdzić która jest godzina. Po dwunastej... Nie powiem, trochę się zagadaliśmy. Ale szczerze to nie żałuję, że właśnie tak spędziłam te kilka godzin. Pożegnałam się z chłopakiem, przy okazji dziękując mu za dzisiejszy wieczór, a potem pędem pobiegłam do domu. Weszłam do środka. Myślałam, że wszyscy już będą spać, ale usłyszałam jakieś dźwięki dochodzące z salonu i zobaczyłam świecące się tam światło. Poszłam to sprawdzić. Na kanapie zastałam rodziców śpiących przy włączonym tv. Dołeczki ust same momentalnie mi się uniosły. Wyłączyłam telewizor, cicho wyszłam z pomieszczenia kierując się w stronę schodów. Po wejściu do góry miałam iść przyszykować się do spania, ale coś mnie podkusiło bym poszła sprawdzić pokój Kasi. Odchyliłam lekko otwarte drzwi, jednak nikogo tam nie zastałam. Pewnie wciąż była u chłopaków. Znając ją zostanie dziś u nich na noc. Ale to może i dobrze. Sama nie wiem... Miejmy tylko nadzieję, że żadnego bokserek nie zarąbie.
Umyłam się i przebrałam w piżamę. Udałam się do swojego niewielkiego "królestwa". Od razu wyłączyłam małą lampkę znajdującą się na szafce obok mojego łóżka. Okryłam się warstwą puchu, już chwilę później zasnęłam. Ale mój sen nie trwał zbyt długo, bo ze snu wyrwał mnie dźwięk mojej komórki, a na wyświetlaczu zastałam numer Harrego.
________________

Przepraszam, że dopiero teraz, ale wcześniej nie miałam czasu by go dokończyć. Ale w końcu mi się to udało i liczę na was.
*3 komenty = kolejny rozdział*
  • awatar Gość: Dodałaś nowy rozdział!! Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Myślę, że coś będzie między Niallerkiem i Mariką. ;) Szczerze, to przewiduje drobne 'komplikacje', ale nie będę zdradzać swoich przypuszczeń. :D Powiem tylko tyle, że jak dla mnie to trochę dziwne, że Harry zna Kasię tylko parę dni, a już ją przytula.... Coś się kroi! Mam nadzieję, że Marika będzie zazdrosssssssssna! Czekam na 11! Pozdrawiam- Aśka.
  • awatar Gość: Zarąbiście . :D
  • awatar Gość: Kocham to.<3 i nie czekaj na 3 komnty z pisaniem.duzo osob czyta nie zostawiajac sladu po sobie.sama tak czesto robie, ale Twoje opowiadani jest takie genialne, ze uzywam chociaz anonima.haha.:3 jak bedzies mialamkiedys czas to napisz na moje gg 7290168,chetnie popytam Ci o kilka rzeczy.c;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chłopak widząc moją minę chwycił mnie za przedramię ciągnąc na bok ścieżki. Nie puszczając mojej ręki półgłosem powiedział: "Proszę cię, nie piszcz, a nie nie rób nic w tym stylu". Słysząc to zaśmiałam się pod nosem, a później dorzuciłam, że nie jestem fanką, więc nie ma się o co martwić. Wtedy strach z jego twarzy zniknął. Zmierzył mnie wzrokiem, a później dodał krótkie "Aha". Przez chwilę stał w bezruchu. Zdawało mi się, że cały czas stara patrzeć mi się w oczy, ale nie byłam tego do końca pewna, bo wciąż miał na nosie ciemne okulary.
- Naprawdę, jeszcze raz cię przepraszam.- wydusiłam z siebie.
- Okey, nic się nie stało.- powiedział patrząc na nieźle poobijany telefon.
- Jesteś pewny? Przeze mnie musisz kupować nowy telefon.
- Jakoś przeżyję.
- Może mogę jakoś to zrekompensować?
- Skoro o to pytasz to może pójdziemy do kawiarni? Zresztą i tak zanosi się na deszcz, więc...
Zerknęłam na niebo, które przez te kilka minut zdążyły zakryć szare, deszczowe chmury. Jeszcze raz spojrzałam na blondasa, który wciąż się do mnie uśmiechał. Wzięłam głęboki wdech i twierdząco pokręciłam głową. Przez całą drogę milczeliśmy jak zaklęci, ale co się dziwić, znamy się zaledwie 5 minut, więc cóż... szczerze to my się nawet nie znamy. Jedyne to na siebie wpadliśmy i to dosłownie. Ehhh... miejmy nadzieje, że czas spędzony w tej przeklętej kawiarence nie będzie właśnie tak wyglądał i dłużył się przy tym w nieskończoność. Będąc na miejscu weszliśmy do środka i zajęliśmy stolik. Chłopak usiadł na przeciw mnie i zdjął w końcu swoje okulary oraz czapkę. Przeczesał włosy dłonią, już otworzył usta by coś powiedzieć, ale przeszkodziła mu w tym młodziutka kelnerka. Pewnie sobie dorabiała po szkole. Nie zdziwiło mnie nawet jej zachowanie. A mianowicie prośba chłopaka o zdjęcie i autograf. Dziewczyna schowała pamiątki do kieszonki czarnego fartucha przewiązanego w pasie i spisała zamówienie. Niebieskooki spojrzał na mnie i złożył zamówienie. Wziął dwa ciasta teffie i dwie gorące czekolady.
- Gratulacje.
- Co? - zmarszczył brwi.
- Wybrałeś moje ulubione ciasto.- zaśmiałam się.
- W końcu znam się na jedzeniu, prawda?
Po raz kolejny się uśmiechnęłam, ale co mi po tym skoro i tak aż do chwili, w której przynieśli nam zamówienie siedzieliśmy cicho jak myszy pod miotłą. Mógł spytać o cokolwiek, albo nawet powiedzieć. Ale najwyraźniej się bał, że coś palnie i mnie przestraszy, czego z pewnością mógł się nie obawiać, bo jest to dosyć trudne. Najwidoczniej bał się mnie nawet zapytać o imię... cóż. W sumie to i tak jest mi raczej obojętne to czy poznamy się teraz, bo prędzej czy później Harry zaciągnie mnie na kolejne spotkanie z całą ich paczką i poznam go wtedy. Szczerze to jakoś specjalnie nie zależało mi na poznawaniu kolejnego członka 1D. Nagle z przemyśleń wyrwał mnie jego głos.
- Wiem, że może późno o to pytam, ale trochę dziwnie tak tu siedzieć w ciszy, dlatego może powiesz mi jak masz na imię, bo ja raczej nie muszę się przedstawiać.
- Marika... - uśmiechnęłam się.
- Pierwszy raz słyszę takie imię.
- Może to dlatego, że nie jestem stąd.
- To skąd? - spytał robiąc kolejny łyk gorącego napoju.
- Z Polski. Przeprowadziłam się tutaj jakiś czas temu razem z przyjaciółką i moimi rodzicami.
- A mieliście jakiś powód czy tak sobie?
- Raczej do drugie. Chyba, że moi własni rodzice nie mówią mi o wszystkim. Co byłoby rekompensatą za moje tajemnice.- podniosłam wzrok spoglądając prosto na blondasa. Gdy zjedliśmy i zapłaciliśmy za siebie (czyt. ten uparciuch zapłacił za nas oboje mimo moich nalegań) poszliśmy znów do parku, jednak tym razem pod płaczącą wierzbę. Znajdowała się tuż przy Tamizie, więc można było usiąść pod nią na mini urwisku, o ile można to tak nazwać, i spuścić nogi kilka centymetrów nad wodą. Usiedliśmy obok siebie wpatrując się w pary siedzące po drugiej stronie rzeki. Wtedy o dziwo chłopak zaczął więcej gadać, a nawet 2 razy więcej. Pytał o wszystko co chciał wiedzieć. Typu ile lat, bo nie jest pewny, jakie są moje ulubione zajęcia czy jakiej muzyki słucham. Przez naszą rozmowę czas mijał bardzo szybko i o dziwo oboje lepiej się poznaliśmy i pośmialiśmy. Niestety przerwał nam mój telefon. Nie kto inny jak Kasia. Odebrałam i jedyne co usłyszałam to "MASZ PRZYJŚĆ DO DOMU, ALE TO JUŻ!!!" i rozłączyła się. Nie miałam nawet pojęcia o co jej chodzi. Przeprosiłam i pożegnałam się z blondynem po czym od razu pobiegłam do domu. Po drodze wzięłam taksówkę by szybciej dotrzeć na miejsce. Jak oparzona wparowałam do domu z obawą, że coś się stało, ale powodem dla którego ona mnie tu ściągnęła był... hm. Przyrzekam, że kiedyś osobiście zabiję tego idiotę. Lokaty siedział na kanapie, ale przyjaciółka z bananem na twarzy rozmawiała z loczkiem. Oboje śmiali się wniebogłosy choć mi nie bardzo było do śmiechu. Oparłam się o futrynę wejścia do salonu i z uwagą przyglądałam się tej dwójce. Kiedy Harry mnie zauważył wstał na baczność robiąc kilka kroków w moją stronę. Wypalił tylko "Cześć" z jego tradycyjnym uśmieszkiem na twarzy, który tak bardzo mnie irytował. Wywróciłam oczami krzyżując ręce na piersi. "Mam się bać, czy mogę spokojnie iść zrobić sobie herbatę?" spytałam spoglądając na Kasię. Na co ona podeszła bliżej i zaczęła się na mnie wydzierać jak mogłam za jej plecami spotykać się z jej idolami i nawet nie załatwić jej autografów, nie mówiąc już o zapoznaniu jej z nimi. Nie dziwiłam się, że jest na mnie za to zła, bo wiem jak bardzo zależało jej na tym by chociaż raz ich zobaczyć na żywo. Ale jednak bardziej w tej chwili martwiłam się o Hazzę. Tak, wiem to dosyć dziwne, ale nie mogłam wyjść z podziwu jak on przeżył spotkanie z tą dziewczyną. Ale widać jest już chyba wytrzymały na tego typu ataki.
- Co ty na to, żebyście jutro do nas przyszły? Kasia przynajmniej pozna resztę chłopaków.
- Mi wystarczy, że muszę oglądać w tej chwili twoją twarz, chłopcze.- wybełkotałam.
- TAK!!!!! A ty już lepiej idź rób tę herbatę.- pokazała bym wyszła.
- Jak chcesz... Powodzenia Harry.- powiedziałam z sarkastycznym uśmiechem i poszłam do kuchni. Zaparzyłam sobie malinową herbatę i z kubkiem ciepłego napoju poszłam do siebie. Włączyłam laptopa, usiadłam na łóżku i z herbata w ręku zaczęłam przeglądać strony typu tumblr, we heart it itd. Na chwilę spojrzałam w stronę okna. Niebo było niesamowite. Nie było skrawka nieba na którym nie znajdowałaby się gwiazdy, które pomagały księżycowi oświetlić granatowe niebo. Nie bardzo miałam już co robić na komputerze, więc go wyłączyłam i odłożyłam na stolik. Usiadłam na parapecie i dopiłam herbatę do końca. Z czasem oczy powoli same zaczęły mi się zamykać i byłam coraz bardziej senna...

Powoli otworzyłam zaspane oczy. Wyciągnęłam się, przetarłam powieki. Choć jeszcze na chwilkę chciałam wtulić się w poduszkę... ale zaraz... PODUSZKĘ?! O ile mnie moja słaba pamięć nie myli to zasnęłam na parapecie. A moja poduszka jest 100 razy bardziej miękka. Szeroko otworzyłam oczy i spojrzałam co mam pod głową. Z resztą nie tylko pod głową. Tak dokładniej to najwyraźniej całą noc spałam wtulona w Styles'a. Jego ręka oplatała mnie w pasie, a drugą trzymał pod głową. Jednym słowem - spał. I chyba było mu całkiem wygodnie. Szybko zerwałam się z łóżka (które będę musiała odkazić), a następnie poszłam do łazienki. W szczególności zastanawiało mnie skąd on w ogóle się wziął w moim pokoju, nie mówiąc już o łóżku. Zasnął na kanapie podczas spotkania z Kasią i zaczął później lunatykować czy co?! Wreszcie doprowadziłam się do porządku i zeszłam na dół. Tam już wszyscy siedzieli w kuchni przy wyspie kuchennej na wysokich krzesłach jedząc śniadanie. Jednak gdy weszłam cała trójka skierowałam swój wzrok na mnie. "Co?" spytałam nie wiedząc o co im chodzi.
- Jak minęło noc?
- Eeeeem, no... Dobrze.- odpowiedziałam.
- Wyspałaś się? - dodała po chwili mama. Kasia natomiast wciąż się wszystkim przyglądała i chichotała.
- Dobra, chyba czas poważnie pogadać.- wypalił tata.
- Dzień dobry.- usłyszałam za plecami zachrypnięty głos. Idealny moment na wejście Styles...- Jak tam, Marika? Wyspana?- spytał podchodząc do mnie tyłem i chwytając za ramiona ucałował mój policzek. Nic nie zrobiłam. Stałam tylko jak wryta, udając, że wszystko jest okey i wcale się nie zdenerwowałam. Chociaż tak na serio to miałam ochotę pier...dzielnąć lokatego w... brzuch.
- Zostaniesz na śniadaniu?- spytała moja rodzicielka.
- Chciałbym, ale nie mogę. Cały dzień zawalony. Ale dziękuję.
- Musisz iść... więc won.
Jeszcze raz się uśmiechnął i pożegnawszy się z resztą towarzystwa poszedł.
- To jak? Masz chwilkę żeby pogadać?
- Czas na śpiewkę o waflach, więc szykuj się bejbeeee.- zaśmiała się Kasia.
- To ja idę się przebrać.
Weszłam do pokoju, a następnie z szafy wyciągnęłam czarne leginsy, białą bokserkę i do tego przydużą dżinsową koszulę. Po tym jak się przebrałam zbiegłam na dół, wzięłam gofra z szafki i nie żegnając się pobiegłam do wyjścia.

_______________________

No udało mi się coś tam nabazgrać.
To jak? *Chociaż 3 komentarze i kolejny rozdział.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
W pośpiechu zamknęłam za nami drzwi. Cały czas na twarzy loczka gościł szeroki uśmiech, który zaczynał mnie powoli denerwować. Nie puszczając mnie wciąż biegł przed siebie mijając różne domy i uliczki. Starałam się go wypytać gdzie mnie ciągnie, ale nic nie chciał powiedzieć. W końcu się zatrzymaliśmy, a on zaczął wlepiać we mnie swoje soczysto zielone oczyska. Wciąż się szczerzył, a ja zaczynałam mieć ochotę dać mu w twarz. Jeszcze przez dłuższą chwilę staliśmy tak w ciszy na samym środku chodnika. Z czego ja nawet nie wiedziałam o co chodzi.
- Widzisz ten dom?- spytał odwracając się w jego stronę.
- No chyba jeszcze aż tak ślepa nie jestem.
- Tu mieszkam ja i reszta zespołu.- dodał
- I co w związku z tym?
- Pomyślałem, że fajnie by było gdybyś tak przy okazji poznała resztę chłopaków.
- Nie żeby coś, ale chyba wyciągnięcie mnie z łóżka i ciągnięci aż pod sam wasz dom to nie jest przy okazji. No chyba, że o czymś nie wiem.
- Nie mówiłem ci od razu, bo wiedziałem, że będziesz chciała zwiać.
- Tak krótko mnie znasz, a jednak tak dobrze.
- To jak? Wejdziemy czy będziemy tak stać?
- Jak chcesz to idź. Przecież to twój dom.
- Wejdę, ale z tobą.- wywróciłam tylko oczami i poszłam za lokatym. Otworzył drzwi wskazując ręką bym weszła do środka. "Proszę skarbie, wejdź." Zmierzyłam go jedynie wzrokiem odpowiadając "Dał ci ktoś może kiedyś w twarz, skarbie?" dodając do tego sztuczny uśmieszek. Nagle oboje usłyszeliśmy jakieś krzyki dochodzące z kuchni. Chcieliśmy iść sprawdzić co się tam dzieje, ale jeden z chłopaków wybiegł z pomieszczenia. Stanął jak wryty i pierwsze co krzyknął to "HARRY!!", a chwilę później dodał tylko "Już wróciłeś od swej pięknej, idealnej i jakże wspaniałej wyimaginowanej przyszłej narzeczonej?". Wtedy wyszłam zza pleców loczka mierząc wzrokiem i jego i mulata.
- No to teraz możesz zobaczyć na żywo moją piękną, idealną i jakże wspaniałą wyimaginowaną przyszłą narzeczoną.- wykrzyczał Harry przez śmiech.
- Jeszcze jedno słowo, że mam coś związanego z tą istotą, a własnymi rękami uduszę.
- Sorry. - uśmiechnął się.- Jestem Zayn.- podał mi rękę.
- Wiem kim jesteś. Moja przyjaciółka jest waszą fanką.
- Ołłł... który jest jej mężem?
- Liam.
- KTOŚ MNIE WOŁAŁ?! - wyskoczył z kuchni jak oparzony. - NARZECZONA HAZZY!
- Masz trzy sekundy.
- Na co?
- Żeby wiać! - krzyknęłam po czym ruszyłam w pościg za szatynem.

*Harry*

Razem z chłopakami poszliśmy do kuchni podczas kiedy Liam usiekał przed Mariką. Kiedy wrócili do kuchni dziewczyna wyciągnęła z szuflady łyżkę i dalej zaczęła gonić chłopaka. Dosyć dziwnie do wyglądało, ale było z czego się pośmiać. Będąc w kuchni zauważyłem, że nie ma tu naszego głodomora. Okazało się, że wyszedł gdzieś rano i od ponad godziny nie wraca do domu. Nie odbierał telefonów ani nic. Byliśmy jednak pewni, że jak zgłodnieje to wróci. Niespodziewanie do pomieszczenia wszedł Liam z Mariką przewieszoną przez ramię. "Słaba jest." zaśmiał się i postawił ją na ziemię. Lou przywitał się z nią, a chwilę później poszliśmy do salonu. By zabić jakoś czas włączyliśmy film, a mianowicie Titanic'a. Jednak przez większość czasu chłopaki przeprowadzali wywiad z naszym "gościem". Wypytywali o wszystko co tylko przyszło im na myśl. Zdążyli chyba wypytać się jej o cały życiorys. W pewnej chwili siedzący obok mnie Louis pochylił się nade mną i szepnął "To naprawdę fajna dziewczyna... nie schrzań tego, bo zginiesz z moich własnych rąk."

*Marika*

Lou zaczął coś gadać do Harrego, ale szczerze mówiąc każdy z nas mógł to doskonale usłyszeć.
- Nie martw się, nie będziesz musiał go zabijać, bo to pocieszne stworzonko nie ma u mnie szans.- zachichotałam.
- Czemuż niby? Oboje wydajecie się być podobni.- uśmiechnął się brunet.
- Nie powinieneś oceniać książki po okładce mój drogi.
- No właśnie. To przysłowie to ja powinienem powiedzieć tobie.- rzucił loczek.
- Czemu niby?
- Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.
- No właśnie nie mam zielonego pojęcia.
- Mnie tak właśnie oceniłaś.
- Czemu tak uważasz?
- A może nie?
- No właśnie nie.
- Ta jasne. Nawet nie pozwoliłaś mi dojść do słowa jak chciałem ci wytłumaczyć tamtą sytuację.
- A co ty chciałeś mi tłumaczyć? Że wolisz rozdawać autografy cycatym babkom?!
- Przecież wcale tak nie...
- Ta jasne...
- WIDZISZ!!! Nie dajesz mi dokończyć.
- Oni są dla siebie stworzeni.- zaśmiał się pasiasty. My jednak nie zwracając na nich uwagi wciąż prowadziliśmy nasz dialog. Chłopaki tylko patrzyli raz na mnie, a raz na Harrego. Skończyliśmy dopiero wtedy gdy zaczęły lecieć napisy końcowe filmu. A przecież "Titanic" nie należy do najkrótszych filmów. Wtem usłyszałam dźwięk sms'a. Kasia: "Gdzie ty do cholery jesteś?! O.o". Moja odpowiedź wiele tłumaczyła: "Porwała mnie piątka kosmitów, za niedługo będę." Wtedy już nic nie odpisała. Były dwie opcje: albo się przeraziła, albo strzela face palmy. Obstawiałam to drugie. Powili chciałam się zbierać, ale nie bardzo mi to wyszło. Chłopaki cały czas nalegali i zatrzymywali mnie dodając co chwile, że za niecałe 10 minut mają przyjść ich drugie połówki. Na ostatnie słowa Liam tak jakby posmutniał. Chyba, że po prostu mi się wydawało. Sama nie wiedziałam, bo przecież ja kompletnie w nic nie jestem wtajemniczona jeśli chodzi o całe One Direction. Kasia ostatnio za moją prośbą przestała mi tak o nich gadać. Korciło mnie żeby z nim porozmawiać, ale było mi trochę głupio. Bałam się, że jeszcze poruszę nieodpowiedni temat czy zrobię z siebie idiotkę. Dlatego po prostu to przemilczałam. Kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, Zayn pobiegł je otworzyć. Do środka weszła dziewczyna o blond włosach, a jej towarzyszka miała brązowe fale. Zayn przywitał się z blondyną, a do szatynki podbiegł uradowany Louis całując ją na powitanie. Teraz byłam już pewna, że te dziewczyny to Perrie i Eleanor. Dziwiło mnie tylko gdzie ukochana Liam'a. Danielle o ile się nie mylę. Może to właśnie było powodem jego smutku. W pośpiechu przedstawiłam się dziewczynom, ale już chwilę później żegnałam się szybkim krokiem zmierzając prosto do wyjścia. Jedyne co chciałam teraz zrobić to szybko pójść do domu i wypytać trochę Kasię o to wszystko. Próbowałam się do niej dodzwonić, ale nie udało mi się. Nagrałam się jej na sekretarkę. Powiedziałam żebyśmy spotkały się w Milkshake City. Zdziwiło mnie, że kiedy już tam dotarłam ona siedziała przy stoliku czekając na mnie. Z uśmiechem podeszłam do niej i przysiadłam się.
- No więc o czym chciałaś pogadać?
- Nie rób sobie nadziei, bo pytam się o to tylko z czystej ciekawości, ale... Czy między tym twoim Liam'em, a jego dziewczyną coś się nie układa?
- Czemu ty o to pytasz?
- Tak z ciekawości... to jak? Powiesz?
- No... zerwali jakiś czas temu i niby jest ok, ale dało się zauważyć, że na początku nie było zbyt dobrze.
- Mhm, ok. Dzięki za informacje. Ale odbiegając od tematu 1D, może byśmy gdzieś poszły?
- Jasne, nie ma sprawy, ale pierw zamówimy może jakieś shake'i? Bo nie wiem jak tobie, ale mi się chce pić.
- Podzielam.
Po otrzymaniu zamówionych napoi poszłyśmy do centrum handlowego. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, więc każda z nas zdążyła kupić sobie po jakimś drobiazgu. Samo chodzenie po centrum zajęło nam około dwóch godzin. Po tym postanowiłyśmy się trochę przejść. Spacerując ścieżkami londyńskiego parku doszłyśmy do małego mostu położonego nad Tamizą. Zatrzymałyśmy się na jego środku i opierając się o barierkę zaczęłyśmy przyglądać się ptakom siedzącym tuż przy wodzie. Kasia ponownie zaczęła mnie zasypywać pytaniami czemu tak nagle zaciekawił mnie jakikolwiek fakt z życia kogoś z One Direction. Wiele razy powtarzałam jej, że spytałam o to, bo byłam tylko ciekawa, ale ona nie odpuszczała. Na całe szczęście przed kolejną falą pytań uchroniła mnie osoba dzwoniąca do przyjaciółki. Odeszła kilka kroków ode mnie, tak jakby nie chciała bym usłyszała cokolwiek z rozmowy. Chwilę porozmawiała i wróciła, ale nie na długo. Powiedziała tylko, że musi iść i zobaczymy się w domu, a już kilka sekund później zniknęła z pola mojego widzenia. No więc zostałam sama. Ruszyłam przed siebie. Przemierzałam dalszą część parku rozglądając się dookoła, tak jakbym była tu po raz pierwszy. Raptem poczułam jak ktoś trąca mnie w ramię. Oderwałam wzrok od nieba przepełnionego chmurami, przez które przedzierały się promienie słoneczne i spojrzałam w stronę osoby, która to zrobiła. Spostrzegłam chłopaka schylającego się po telefon, który wypadł mu z rąk. Niepewnie zaczęłam go przepraszać nie chcąc narobić sobie żadnych kłopotów. On w końcu podniósł się i jedyne co mogłam zobaczyć to blond kosmyki wystające spod jego czerwonej czapki z odwróconym daszkiem do tyłu. Na nosie miał czarne Ray-Ban'y, więc nie mogłam nawet zobaczyć jego oczu. Jednak po chwili nie musiał ich zdejmować bym wiedziała jakiego koloru są.
_________

Przepraszam, że dopiero go dodałam, ale cały czas przekładałam pisanie i też nie bardzo miałam na nie czas, ale w końcu dałam radę i jest.

*Jeśli czytasz- skomentuj.*
Jak bd chociaż 3 komentarze postaram się zabrać za kolejny rozdział.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jeżeli serio ktoś czyta to całe moje opowiadanie to dzisiaj postaram się dodać kolejny rozdział, ale nie obiecuje, bo dzisiaj mam mało czasu i nie jestem w 100% pewna czy dam radę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jeżeli są osoby, które chcą bym napisała odcinek niech wszystkie piszą, bo nie wiem czy warto.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Do tych kilku osób:
Byłby ktoś może zainteresowany moim drugim opowiadaniem? Jeśli tak to zapraszam. Może się wam spodoba.
http://we.love.1d.pinger.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mama zaczęła rozpakowywać zakupy, a tata usiadł przed telewizorem. Razem z Harrym wciąż staliśmy w tym samym miejscu co przedtem. Moja rodzicielka widząc nas uśmiechnęła się zakładając ręce na biodra.
- Widzę, że wam się nudzi.
- Ja już wystarczająco się przy nim wynudziłam, mamo.
- Dobrze, a więc do roboty. Marika do sałatki, a Harry ci przy tym pomoże.
- A nie możesz przydzielić nam osobnych zajęć?- wybełkotałam.
- Nie. A teraz proszę.- wręczyła Styles'owi marchewkę z obieraczką wskazując na stertę marchwi leżących na blacie. Mnie natomiast pokierowała na 'stanowisko' obok chłopaka, gdzie miałam kroić resztę warzyw. Siekałam wszystko co wpadło mi w ręce. Nawet sama już nie wiedziałam co jest w misce. Miałam nadzieję, że żaden z moich palców. W końcu natrafiłam na cebulę, przez którą od razu w oczach zabrały mi się łzy. Co chwilę ocierałam powieki ze słonych łez. Lokaty z uśmiechem się na mnie popatrzył po czym objął ramieniem mówiąc "Nie rycz mała.", na co ja tylko strąciłam jego łapę z siebie. Słyszałam jak moja mama śmieje się z zielonookiego. Mnie jednak nie za bardzo to rozśmieszyło. Na całe szczęście po upływie czasu sałatka była gotowa, a ja mogłam uwolnić się od towarzystwa Styles'a chociaż na kilka minut idąc prosto do swojego pokoju. Niestety moja samotność nie potrwała długo, bo chwilę później przyszedł mój tata oznajmiając mi, że mam zejść na dół, ponieważ kolacja jest już gotowa. Z niechęcią zwlokłam się z łóżka, odłożyłam laptopa na stolik po czym zeszłam do reszty. Harry siedział już przy nakrytym stole. Przyspieszyłam kroku by usiąść jak najdalej chłopaka, bo pewnie rodzice będą chcieli usiąść obok siebie, więc mi pozostanie zająć miejsce obok loczka. Byłam już prawie przy wybranym krześle, ale NIE! Mój tata musiał się wepchać tym swoim wielkim tyłkiem i usiąść tam gdzie ja chciałam. Kiedy mama zastawiła stół jedzeniem usiadła naprzeciw taty, obok Harrego. Czyli mi pozostało miejsce naprzeciw niego. Niestety. Wyszło na jedno. Rodzice, a w szczególności mama, wypytywała Harrego o wszystko. Skąd jest, czy ma rodzeństwo, jeśli tak to jak ma na imię, skąd mnie zna. Nie dała mu nawet cokolwiek wziąć do ust. Dlatego cała sytuacja od początku do końca według mnie wyglądała mniej więcej tak: "Zapraszam cię na kolację, ale nic na niej nie zjesz tylko będziesz gadał. Jak nie pasuje do won". Bezsensu. Z czasem myślałam, że ogłuchnę, bo nie dosyć, że muszę wysłuchiwać ich głosów w piosenkach, które Kasia non stop słucha to jeszcze teraz sam Harry Styles siedział u mnie w jadalni i pieprzy rzeczy, które interesowały jedynie moją matkę, bo nawet tacie to co on mówił wpadało jednym uchem, a drugim wylatywało. W końcu zapadła cisza, niezręczna i znienawidzona przeze mnie cisza, ale leprze to niżeli słuchać paplaniny lokatego.
- Ciekawe gdzie Kasia...- wypaliłam podnosząc wzrok znad talerza.
- Właśnie, pewnie znowu wróci o późnej godzinie. I nie żebym coś mówiła, ale mogłabyś czasem z niej wziąć przykład.- dodała po chwili mama znacząco patrząc się na mnie i Styles'a. Skrzywiłam się tylko, a tata gdy to zauważył zaczął swoje.
- Ty już lepiej nie podsuwaj im żadnych pomysłów. Wiesz jaka jest dzisiejsza młodzież. Jedno im w głowie.- to ostatnie wydukał tak cicho, że ledwo można było usłyszeć. Kiedy zorientowałam się co ojciec miał na myśli odsunęłam od siebie talerz mówiąc "Nie wytrzymam w tym domu wariatów" mając przy tym przerażoną minę. A Harry wciąż tylko przyglądał się i śmiał pod nosem. Widziałam, że gdyby nie towarzystwo moich rodziców już dawno turlał by się po ziemi ze śmiechu. Nagle rozległ się głośny dźwięk telefonu. Ktoś do Hazzy. Chłopak przeprosił i odszedł od stołu odbierając połączenie. Chwilę porozmawiał, a następnie wrócił.
- Ja się niestety będę musiał zbierać. Chłopaki wzywają.- uśmiechnął się spoglądając mi w oczy, ale ja prędko odwróciłam spojrzenie w inną stronę.
- Dzięki Bogu.- bąknęłam wstając z miejsca. Podeszłam do loczka, on tylko rzucił "Do widzenia" i poszliśmy do wyjścia. Otworzyłam mu czekając aż wyjdzie. Gdy Harry przekroczył próg oparłam się o drzwi, a on zatrzymał się, odwrócił robiąc dokładnie to samo. Był ode mnie zaledwie kilka centymetrów dalej.
- Czemu tu stoisz?
- A czemu ty jeszcze nie idziesz?- rzuciłam.
- Byłem pierwszy.
- Chce zobaczyć jak w końcu po dniu męki z tobą idziesz sobie daleko, daleko ode mnie. on po raz kolejny szeroko się uśmiechnął.
- Nie martw się niunia, wrócę.- zaśmiał się.
- Powiedz tak do mnie jeszcze raz, a oberwiesz.
- No dobrze. Już nie będę, skarbie.- cmoknął mnie w policzek po czym naprędce pobiegł w stronę bramy. Na koniec krzyknął jeszcze, że jutro mnie odwiedzi. Wtedy zdenerwowana z trzaskiem zamknęłam drzwi wycierając policzek. Szybkim krokiem zaczęłam zmierzać do łazienki. Nagle ujrzałam mamę stojącą niedaleko mnie przyglądając się z uwagą moim czynom.
- Co ty robisz?
- Idę się odkazić.- palnęłam po czym pobiegłam do toalety.
Przez kolejne kilkanaście minut siedziałam nad zlewem i myłam twarz. Kiedy dałam już sobie z tym spokój poszłam do siebie, bo jakoś towarzystwo rodziców mnie nie zachęcało do siedzenia w salonie. Wzięłam telefon spod poduchy, usiadłam na parapecie i wybrałam numer do Kasi. Usłyszałam kilka sygnałów czekając aż w końcu odbierze. Na marne. Poczta głosowa. Ostatnio zawsze ona się włącza już na pamięć znam tą jej gatke ze skrzynki: "Jeśli nie odbieram to znaczy, że chowam się w skrzynce na listy Liam'a Payne'a. Po włamie na jego chatę oddzwonię". I kolejną nockę będę się nudzić. Rzuciłam komórkę na podłogę zaczynając gapić się w gwieździste niebo za oknem. Wtem usłyszałam piosenkę "Been Lying". Zerwałam się i podniosłam telefon. Przyjaciółka oddzwoniła.
- Dzwoniłaś?
- Ta. Chciałam zapytać kiedy wrócisz?
- Zaraz będę w domu.
- Ok. Do zobaczenia.
- Narazie.
No to wreszcie spędzę jakoś miło czas z moja wariatką. Była godzina dziewiąta wieczorem. Mając jeszcze chwilę wzięłam piżamę po czym poszłam się umyć. Zajęło mi to niecałe 20 minut. Wychodząc z łazienki zobaczyłam Kasię skradającą się do mojego pokoju. Postanowiłam to wykorzystać i zachodząc ją od tyłu wystraszyłam dziewczynę. (...) Resztę wieczoru spędziłyśmy razem, gadałyśmy i wydurniałyśmy się gdzieś do piątej nad razem. Po długim okresie bez snu padłyśmy.

Obudził mnie budzik, znaczy myślałam, że to budzik w telefonie, ale to nie był on. Ktoś dzwonił, tylko że nie do mnie. Zerknęłam jednym okiem na telefon przyjaciółki leżący na szafce nocnej. Na wyświetlaczu ujrzałam napis "Nieznane połączenie". Nie powinnam, ale wzięłam komórkę i czym prędzej wychodząc z pomieszczenia odebrałam. W słuchawce usłyszałam męski głos, ale doskonale mi znany. Może to dlatego, że wczoraj słuchałam go przez bite kilka godzin. Tak, mam na myśli Harrego. Wielce ucieszył się, że to ja odebrałam. Zaczął się tłumaczyć, że nie ma mojego numeru itd., a mojej przyjaciółki miał, ponieważ dzwonił do niej jakiś czas temu w sprawie oddanie mi telefonu. Nie bardzo zachwycona tym, że ten pajac mnie obudził ochrzaniłam go, a później się rozłączyłam. Ale on nie odpuszczał, bo po moim powrocie do pokoju on po raz kolejny zadzwonił. Za każdym kolejnym razem odrzucałam połączenia. Chyba poskutkowało gdyż wreszcie dał sobie spokój. Położyłam się do łóżka i okryłam ciepłą pierzyną. Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zignorowałam go, wiedząc, że mama otworzy. Nieoczekiwanie ktoś wszedł do mojego pokoju, czułam jak dana osoba siada na łóżku dlatego od razu się zerwałam. I kogo zobaczyłam?! Styles'a z tym jego tradycyjnym uśmieszkiem. Jak oparzona wyskoczyłam spod kołdry, chwyciłam chłopaka za rękę oraz wyszłam z nim na korytarz zamykając za sobą drzwi nie chcąc obudzić Kasi.
- Co ty tu robisz?!
- Mówiłem, że przyjdę.
- Ale o tej porze?!
- Jest wpół do pierwszej.
- Ale... czekaj, która?
- Bura. Ubieraj się i idziemy.
- Gdzie?
- Jak pójdziesz to zobaczysz. Nie daj się prosić.
- O ludzie. Dobra niech ci już będzie. Ale dzisiaj masz mi szybciej dać spokój, bo za niedługo przez ciebie trafię do psychiatryka.
- Fajnie, pójdziemy razem.
- Ugh.- z grymasem na twarzy wróciłam do pomieszczenia, w którym wciąż spała moja przyjaciółka. Wzięłam z szafy pasiastą koszulkę z dłuższym rękawem oraz jasne szorty. Do tego dobrałam jeszcze marynarkę, do drugiej ręki wzięlam jeszcze moje czarne conversy. Wtedy po cichu wyszłam i wymijając Hazze pobiegłam do łazienki. W końcu byłam gotowa do wyjścia, co prawda wciąż ledwo żywa, ale jednak. Uradowany chłopak na sam mój widok mocno wziął mnie za rękę i bez żadnego słowa od razu popędził do wyjścia.
_____________

*Strój Mariki*
http://i46.tinypic.com/2qtwk6v.jpg
_____________

Po prostu jedna wielka porażka. -,- Ale obiecuję poprawę w 8 rozdziale.
  • awatar Raz $ię żyje!: "- Nie martw się niunia, wrócę.- zaśmiał się. " Haha xD Padłam :P Kolejny genialny rozdział ! :D Czekam z niecierpliwością na następny :*
  • awatar Ada Styles: Masz drugiego bloga?! ;>
  • awatar Ada Styles: Cudo *___* zadnej porazki!!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Sięgnęłam do kieszeni spodni po telefon by sprawdzić która jest godzina. Zbliżała się już czwarta. Byłam pewna, że rodzice bliźniąt będą już domu dlatego od razu skierowałam się do posiadłości obok. Zadzwoniłam do drzwi, czekałam chwilę, dwie gdy nagle w wejściu ujrzałam ojca chłopaków. Standardowo spytał czy młodzi nie sprawiali większych kłopotów. Po odpowiedzeniu na część pytań pożegnałam się z młodymi i poszłam poza posesję sąsiadów. Wzrok zwróciłam w moją lewą stronę mijając bramę do domu, w którym mieszkałam. Ujrzałam Harrego nie pewnie zmierzającego w moim kierunku. Cały czas starał mi się patrzeć prosto w oczy mimo sporej odległości między nami. Chciałam spuścić wzrok, ale nie mogłam. Tak jakby coś mnie mnie hamowało. Rozchyliłam wargi by coś w końcu z siebie wydobyć, ale w chwili gdy Styles stał zaledwie krok dalej ode mnie otworzyłam drzwi i wskazałam ręką by wszedł. Zamknęłam za nami po czym poszłam prosto do salonu, a chłopak za mną. Zatrzymałam się w wejściu do pomieszczenia i oparłam o futrynę. Zaczął się na mnie gapić oraz błądzić wzrokiem po holu.
- Co? Wciąż jesteś zła za ten idiotyczny ŻART?
- A co? Coś jaśnie panu nie odpowiada?
- Czyli tak... Na prawdę przepraszam, ale nie zachowuj się jakby nie wiadomo co się stało. Na prawdę masz zamiar się na mnie wściekać przez cały czas tylko i wyłącznie przez taki szczegół?
Moją odpowiedzią było głośne westchnięcie. Może i miał rację, rodzic rodzicem, oni zawsze będą upierdliwi, a nie chciałam zachowywać się jak ktoś kto obraża się o byle gówno.
- Dobra niech ci będzie. Udajmy, że tego nie było, ALE to ty będziesz się z tego tłumaczył, a nie ja.- dodałam stanowczo.
- Zgoda.- uśmiechnął się przy czym ja wreszcie dopuściłam go do salonu.
Bez dłuższej chwili namysłu poszłam do kuchni. Od razu zaczęłam szperać po wszystkich szafkach, chcąc w któreś z nich znaleźć cokolwiek do jedzenia, bo zdążyłam nieźle zgłodnieć. W końcu znalazłam paczkę popcornu, która już chwilę później wylądowała w mikrofali. Wyciągnęłam jeszcze miskę, a po około 3 minutach była już pełna po brzegi. Z naczyniem w dłoniach wróciłam do lokatego, który uporał się z włączeniem telewizora i już dawno skakał po kanałach. Przejęłam pilota po czym od razu przełączyłam na przypadkowy kanał, na którym akurat leciał jakiś film. Nie powiem, był on trochę... nudnawy. Rzuciłam okiem na Harrego - zasypiał. Ja w sumie tak samo. Wzięłam pilota i zaczęłam czegoś szukać, ale nic specjalnego nie leciało. Wyłączyłam telewizor i po raz kolejny zerknęłam na loczka, który opierając głowę o oparcie sofy spał. Podniosłam z siebie miskę z prażoną kukurydzą, którą rzuciłam w chłopaka. On ocknął się, zaczął rozglądać i gadać w kółko "Co się dzieje?". Mając głęboko to co on robi podeszłam, oparłam się o ścianę oraz zaczęłam myśleć nad tym co można porobić. Czasu do powrotu rodziców było pewnie jeszcze sporo, a Kasie jak gdzieś wywieje to na kilka dobrych godzin przez co wraca dopiero przed dwudziestą trzecią. Po chwili usłyszałam, że telewizor znów został włączony. Harry ponownie mocował się z nim, a w szczególności z pilotem. Udało mu się jednak wygrać i przełączył na MTV. Zaczynało się "Grenade" Bruno Mars'a. Moja ulubiona piosenka ulubionego wykonawcy. Jak jakaś idiotka zaczęłam skakać i tańczyć, a trzeba przyznać, że do tańca miałam dwie lewe nogi. W sumie to były dziwnie wyglądające wygibasy. Zaczęłam skakać po kanapie, fotelach i ogółem po całym salonie. Lokaty tylko mi się przyglądał z wytrzeszczonymi gałami jak na jakiegoś debila... I słusznie. Gdy piosenka się skończyła usiadłam na podłodze opierając się o fotel.
- Z tobą wszystko dobrze?
- Tak, ja po prostu jestem troszkę nienormalna, ale to już chyba wiesz.- wzruszyłam ramionami zwracając wzrok na tv.
- Ta, zdążyłem się zorientować.
- O NIE! PRZEŁĄCZ TO!
- C... ooooooooooooooo. PODGŁOŚNIE!- krzyknął z wyszczerzem na twarzy wlepiając swe zieloniutkie oczyska w ekran, zrozumiałabym to jakoś gdyby to była jakakolwiek inna piosenka, a nie po raz setny ONE DIRECTION i WHAT MAKES YOU BEAUTIFUL! - Jak chcesz przełączyć to sb weź pilota i sama to zrób. - na jego usta wkradł się podejrzany uśmiech. Wolnym krokiem podeszłam do niego chcąc zabrać mu pilot, ale jeśli myślałam, że to się skończy zupełnie normalnie - to chyba nieświadomie i bezboleśnie uderzyłam się w głowę podczas tego "tańczenia". Harry zaczął wymachiwać ręką z pilotem, a ja starałam się mu go zabrać. W końcu wstał, podgłośnił tak, że piosenkę można było usłyszeć w sąsiedztwie. Chłopak zaczął biegać, a ja za nim bo nie dosyć, że sąsiedzi mogli sobie coś o mnie pomyśleć to na dodatek wypalało mi uszy! Szatyn ganiał z kawałkiem plastiku po każdym zakamarku domu, nawet wlazł do pokoju mojej przyjaciółki, ale plakaty go spłoszyły, bo migiem z niego wyleciał wymijając mnie. W końcu dotarł do mojego pokoju. Najlepsze było, że się w nim zamknął. Klucze zawieszone o klamkę to może faktycznie nie najlepszy pomysł. Podeszłam bliżej i zaczęłam mówić by z niego w końcu wyszedł. Harry nic sobie nie robił z moich słów i nadal tam siedział mamrocząc niezrozumiałe rzeczy. Po dłuższej chwili zaczęłam walić w drzwi i mówić by w końcu wyszedł i oddał mi pilota, bo piosenka i tak się skończyła, a telewizor drze się, że aż uszy krwawią. Nagle usłyszałam krzyk Hazziastego. Wyraźnie zrozumiałam co wykrzyczał.
- ZDJĘCIA!!!
- C-co?! Harry nie! ZOSTAW ZDJĘCIA! WYŁAŹ JUŻ!- krzyczałam zdenerwowana. Nie chciałam by szperał w moich rzeczach, a już w szczególności by nie przeglądał TE zdjęć. Jeszcze nie wiadomo co by z tego wynikło. Chłopak nadal nie wychodził. Oparta o ścianę korytarza zjechałam w dół i wylądowałam na podłodze. Siedziałam z twarzą schowaną przy kolanach. Niespodziewanie poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Gwałtownie podniosłam głowę, przed sobą ujrzałam Harrego z jakby zmartwioną miną.
- Wszystko w porządku?- spytał.
- No dziękuję, że jaśnie pan wyszedł z mojego pokoju!
- Nic ci w nim nie ruszałem. Zdjęcia zobaczyłem na szafce, ale nie ruszałem ich.
- Co?
- Stałem przy drzwiach i nic tam nie tknąłem... Masz pilot.- zaczął chichotać.
- Teraz to go sobie wieź...- zaczęłam iść w kierunku schodów. - Ale telewizor ścisz.- dodałam, a następnie zeszłam na dół.
Harry poszedł za mną. Jak zawsze. Miałam wrażenie, że on się mnie uczepił jak rzep psiego ogona i to tak się wplątał w sierść, że odczepienie go jest nie lada wyzwaniem. Przez chwilę udało mu się nie gadać, ale ta chwila nie trwała zbyt długo.
- Dlaczego najbardziej zezłościłaś się kiedy myślałaś, że wziąłem twoje zdjęcia?
- Bo to zdjęcia. Czyli moje PRYWATNE rzeczy. A ty nie powinieneś ich dotykać swoimi łapami.
- No tak, ale dopiero kiedy wziąłem je nie biorąc ich zaczęłaś walić w drzwi. Tak jakby te zdjęcia były twoją tajemnicą.
- Zachowałam się tak, bo nie chciałam żeby jakiś wścibski laluś w loczkach grzebał w moich zdjęciach. A teraz możemy przestać o tym gadać?
- Ta...- bąknął pod nosem tak, że prawie wcale nie usłyszałam jego odpowiedzi. Odwrócił się twarzą do okna, w które gapił się bez ustanku. Nie wiem co było tam takiego ciekawego, no chyba, że jakaś starsza babka wymachuje melonami, to spoko. Rozumiem... Harruś musi się nagapić, bo w nocy musi o czymś śnić. Zerwałam się i pomaszerowałam do kuchni. Z dolnej szafki wyciągnęłam kubek. Wzięłam ten pierwszy z brzegu... czyli ten z napisem "Liam Payne" i jego zdjęciem... Odłożyłam własność przyjaciółki na miejsce po czym zabrałam inny NORMALNY i postawiłam tuż przy elektrycznym czajniku. Był do połowy wypełniony wodą, więc jedynie go włączyłam czekając aż się zagotuje. Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam wgapiać się w moje wymachujące stopy na których miałam kolorowe pasiaste skarpety. Kasia zawsze mówiła, że ukradłam je z szafy Louis'a, ale mniejsza z tym. Nie ruszając się z miejsca otworzyłam szufladę, z której wyjęłam woreczek malinowej herbaty. Wrzuciłam ją do kubka, a dwie minutki później zalałam wrzątkiem. Posłodziłam trunek i zrobiłam pierwszego łyka.
- A mnie to już nie łaska spytać czy też może chce herbatki?
- Wścibskim zielonookim bałwanom zamykającym się w nie swoich pokojach nie robię herbat.
- I tak nie chcę.
- To po kiego się odzywasz?
- Tak jakoś... - usiadł obok mnie podpierając się rękoma o skrawek blatu.
- Czemu tu przylazłeś? Już wystarczająco się nafantazjowałeś o starszej babce z melonami?
- Co?
- Nic. - rzuciłam robiąc kolejnego łyka.
- Harry... bo widzisz...- zaczęłam wywracając oczyma, ale coś mi przerwało.
Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi oraz przekręcanego klucza w zamku. Rodzice. Nie ruszałam się z miejsca, mruknęłam tylko "No to super." przez co loczek spojrzał się na mnie jak na widmo i zaczął spoglądać w wejście do kuchni, w którym już po zaledwie kilku sekundach pojawili się moi obładowani zakupami rodzice. Tata spojrzał się na mnie zza torby robiąc wielkie oczy, a ja tylko machnęłam ręką na powitanie.
- Niunia, mogłabyś pomóc z tymi torbami?- zapytała mama, a ja jedynie rzuciłam mordercze spojrzenie na Styles'a, który już powstrzymywał swój śmiech. Wzięłam część zakupów od mamy, a wtedy i ona zauważyła szczupłą sylwetkę wysokiego chłopaka o brązowych, kręconych włosach i wyraźnych zielonych oczach zauważalnych nawet na drugim końcu pomieszczenia. Ja potulnie postawiłam reklamówkę i papierową torbę na wyspie kuchennej po czym wróciłam na miejsce obok Harrego, który dawno zszedł z blatu i stał już na baczność tuż przy nim.
- Widzimy, że masz gościa... - wydukał tata.
- Sam się przywlókł, na mnie nie patrz.
- Ej. - szturchnął mnie loczek.
- No co? Taka prawda.
- Mniejsza z tym... Czy to nie jest chłopak z plakatów Ka...
- Jest. Ale nie ma się czym jarać...- spojrzałam na Styles'a z miną jakby chciał mnie udusić. - Znaczy tak, to on. - kiwnęłam jeszcze raz.
- A mnie to mało obchodzi czy to on, czy to nie jest on.- zaczęła mama.- Ja tam zamierzam się zabierać za kolację i mam nadzieję, że twój...
- Znajomy.- rzuciłam obojętnie.
- ...znajomy zje z nami.
- Wiesz, Harry już musi iść i nie może zostać.
- Wcale, że nie muszę iść.
- Tak, musisz.- zaczęłam kierować go to wyjścia kiedy on w ostatniej chwili odwrócił się i powrócił do kuchni.
- Nie muszę... i chętnie zostanę. O ile i pan nie będzie miał nic przeciwko.
- No nie będę miał.
- A mój sprzeciw się liczy?- wychyliłam się zza pleców niewiele wyższego ode mnie chłopaka.- Czyli nie? Super, zero sprawiedliwości w tym domu.
Czyli czas szykować się na "mega ciekawą" kolacyjkę ze Styles'em, moimi rodzicami i co najgorsze... Kasią, która musi POZNAĆ Harrego.
____________

*Proszę, postarajcie, się chociaż o 4-5 komentarzy. Liczę na was.*
  • awatar Raz $ię żyje!: Aaaa !!! *,* REWELACYJNY !! *,* Ta akcja z pilotem xD I jeszcze kolacja z Harry'm. Zapowiada się ciekawie......
  • awatar Gość: To 'niunia' nadal mnie powala :D Ale jaki Harry! Na serio coś się przyczepił do naszej Mariki :D :D Coś będzie, coś będzie, ja to przeczuwam! :D Chyba jak wszystkich, którzy czytają, ciekawi mnie reakcja Kasi. :D Szczególnie, kiedy pozna 'SWOJEGO' Liama :D :D :D Dodawaj następny, proszę! :)
  • awatar Lou <3: świetny jest :D jestem ciekawa reakcji Kasi xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 


*Tytuł* – 'My Story About One Direction'

*Miejsce akcji* – w większości Anglia; Polska

*Czas akcji* – od ostatnich tygodni wakacji 2012 r.


*Rozdział 1* [20 sierpnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14202589/rozdzial-1

*Rozdział 2* [22 sierpnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14246464/rozdzial-2

*Rozdział 3* [25 sierpnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14291429/rozdzial-3

*Rozdział 4* [28 sierpnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14349990/rozdzial-4

*Rozdział 5* [1 września 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14431010/rozdzial-5

*Rozdział 6* [15 września 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14625058/rozdzial-6

*Rozdział 7* [17 września 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/14653176/rozdzial-7

*Rozdział 8* [28 października 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/15195843/rozdzial-8

*Rozdział 9* [3 listopada 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/15298121/rozdzial-9

*Rozdział 10* [24 listopada 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/15621522/rozdzial-10

*Rozdział 11* [1 grudnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/15724090/rozdzial-11

*Rozdział 12* [16 grudnia 2012]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/15987000/rozdzial-12

*Rozdział 13* [23 stycznia 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/17168253/rozdzial-13

*Rozdział 14* [22 lutego 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/17876696/rozdzial-14

*Rozdział 15* [30 marca 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/18413117/rozdzial-15

*Rozdział 16* [25 kwietnia 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/18709108/rozdzial-16

*Rozdział 17* [2 lipca 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/19330740

*Rozdział 18* [1 grudnia 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/20592641

*Rozdział 19* [8 grudnia 2013]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/20651104

*Rozdział 20* [25 marca 2014]
http://harry.styles.story.pinger.pl/m/21549501

*Do czytelników* :
Czy pod kolejnymi wpisami (odcinkami) mogłabym liczyć na chociaż 3-5 komentarzy? Są ona dla mnie bardzo ważne i motywujące do pisania kolejnych rozdziałów. Mam nadzieję, że dacie rade uzbierać pod rozdziałami te kilka komenów.
3 lub 5 komentarzy= kolejny rozdział
  • awatar Ada Styles: Masz wielki talent! Wszysxy czekaca na kolejne rozdzialy ;>
  • awatar Gość: Pisz nawet jeśli nie zdobędziesz tych 5,duzo osób czyta,ale nikomu nie cce się komentowac.:P
  • awatar Gość: No raczej, jakże by inaczej . :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Słyszałam stłumiony dźwięk dzwonka, który z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu doskonale go słyszałam. Zerwałam się z łóżka i czym prędzej zbiegłam na dół. Już miałam otworzyć drzwi, ale w zamku nie było kluczy. Musiałam znów wrócić się do pokoju i wyjąc moje klucze z torebki, a to też było kolejną przeszkodą, bo ja nawet nie wiedziałam czy one w niej są. Gdy je znalazłam wróciłam do punktu wyjścia i otworzyłam osobie, która czekała przed wejściem. Moim oczom ukazała się pani Curtis z Alex'em i Simon'em. Świetnie, nie ma to jak poniańczyć sobie te dwa diabły od samego ranka. Chłopaki wpadli do domu jak szaleni, a ich mama tylko dała mi kilka wskazówek i zniknęła za bramą. Zapowiada się ciekawy dzień. Włączyli sobie telewizor i nim się obejrzałam oglądali kreskówki. Ja przez ten czas poszłam do kuchni by zrobić sobie coś do jedzenia. Wchodząc do pomieszczenia zauważyłam karteczkę leżącą na blacie. Chwyciłam ją i zaczęłam czytać

"Razem z tatą pojechaliśmy do znajomych i może nas nie być do wieczora. W drodze powrotnej zrobimy zakupy, ale mam nadzieję, że podczas naszej nieobecności dacie sobie radę z Kasią i nie rozwalicie domu."

A no właśnie. Kasia, chyba jej nawet nie ma w domu, bo znając życie już dawno by nie spała. Pewnie znów ja gdzieś wywiało, a dzisiejszy dzień miałyśmy spędzić razem. No cóż. Jakoś przeżyję. W roku szkolnym będziemy się widzieć aż do wyrzygania, więc jakoś przeżyję i ten dzień bez niej. Teraz jednak moim głównym zmartwieniem byli chłopcy, którzy nie potrafią wysiedzieć na miejscu przez pięć minut. Wyrzuciłam liścik od rodziców po czym zajrzałam do lodówki. Wyciągnęłam mleko, z szafki płatki i miskę. Razem z pełną michą poszłam zajrzeć co się dzieje w salonie. O dziwo bracia w spokoju siedzieli na tyłkach, a jak na nich to były objawy grypy, albo znak, że podłożyli manekiny. Była jeszcze możliwa śmierć, ale to jednak wykluczałam, bo jedyną osobą, która może ich udusić byłam ja jak znowu zaczną po mnie bazgrać markerami. Podeszłam bliżej usiadłam obok nich i kończyłam śniadanie. Widziałam jak dwójka powoli zasypia. Najwyraźniej wczoraj nie dawali spać rodzinie, a dzisiaj nie mają już siły na nic. Ale to może i lepiej, bo bez Kasi sama bym sobie z nimi nie dała rady. Wzięłam koc, którym ich okryłam, a następnie odłożyłam naczynie do zlewu oraz poszłam się przebrać. Z szafy wyciągnęłam czarne rurki, dżinsową koszulę i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz wzięłam szybki prysznic, rozczesałam skołtunione włosy, które zostawiłam opadające kaskadami na ramiona. Przebrałam się w wybrany zestaw. Piżamę odniosłam do pokoju, ogarnęłam go trochę przy okazji, a po pewnym czasie zeszłam na dół. Ponownie usiadłam na kanapie, na której sama powoli zasypiałam. Ale co się dziwić, była dopiero ósma. Widać, że panie Curtis nie ma litości i jak najszybciej chce się uwolnić od swoich najukochańszych "aniołków". Niespodziewanie przysnęłam.

Na lewym przedramieniu poczułam dziwne łaskotanie. Podniosłam głowę z oparcia sofy oraz otworzyłam zaspane oczy. Co zastałam? Dwa diabły tasmańskie bazgrzące po mojej ręce. Zerwałam się jak oparzona, już miałam coś powiedzieć kiedy nagle zadzwonił dzwonek. Znów? Czemu akurat dzisiaj kiedy jestem sama co jakiś czas ktoś mnie "odwiedza". Podminowana podeszłam do drewnianych drzwi, przekręciłam klucz w zamku, nacisnęłam na klamkę uchylając je przy tym. No nie powiem, widok Styles'a o jakieś dziesiątej nad ranem to niezbyt zachwycający widok. Znaczy, zależy dla kogo, bo dla mnie jakoś nie bardzo. Zmierzyłam go wzrokiem opierając się o futrynę. Podniosłam jedną brew, a on jedynie się uśmiechnął.
- Hej.
- Skąd masz mój adres?- spytałam wiercąc go wzrokiem.
- Od twojej przyjaciółki. W końcu chciałem ci oddać ten telefon, a na spotkanie ze mną byś się raczej nie zgodziła. Dlatego poprosiłem ją wtedy o adres tak na jakby co.
- I ona ci go tak po prostu podała? Nie wiedząc nawet kim jesteś? Znaczy... gdyby wiedziała to na pewno by ci go dała, ale... nieważne.- wywróciłam oczyma.
- Też uważam, że nie powinna, ale jednak cieszy mnie, że to zrobiła.
- A mnie jakoś nie. Teraz będzie mi trudniej cię unikać.
- Słuchaj nie chcę się z tobą kłócić. Przyszedłem cię tylko zapytać o jedną rzecz.
- No słucham. - bąknęłam obojętnie.
- Czy zgodziłabyś się gdzieś wyskoczyć ze mną i resztą zespołu? Może i masz do mnie jakieś wąty, których nie znam... ale może chociaż do nich nic nie będziesz miała. Obiecuję, że jeżeli będziesz miała ich, a w szczególności mnie dosyć, dam ci spokój. - zaczął mi patrzeć prosto w oczy, ale ja starałam się unikać kontaktu wzrokowego.
- Nie.- westchnęłam ciężko.
- Czemu? Jeśli chcesz mogę się jakoś ulotnić czy coś...
- Harry, nie chodzi już o ciebie, tylko o to, że mam na głowie dwójkę bliźniaków z sąsiedztwa. Mojej przyjaciółki nie ma, a to ona się nimi opiekuje, ale dziś ten obowiązek spadł na mnie. Zostałam sama, dlatego nie mogę. - teraz muszę szczerze przyznać, że kocham ta dwójkę, bo uratowali mi życie!
- Rozu... C-co ty masz na ręce?- zaczął chichotać.
Podniosłam rękę by spojrzeć co nabazgrali mi chłopaki. Dobra, dziwnie to wyglądało, ale chociaż mogłam się z tego wytłumaczyć!
- Nie zdawałem sobie sprawy, że "nie lubisz" mnie tak bardzo by bazgrać sobie moje imię markerem na przedramieniu.- chłopak wyraźnie powstrzymywał się od śmiechu.
- To nie moje dzieło! To te diabły! Znowu dorwały się do markerów. Dlatego. Sobie. Nie myśl. Styles.- powiedziałam robiąc pauzę co słowo.
- Ja nic nie mówię... Wiesz chyba serio muszę im jakoś wynagrodzić moje zachowanie z Milkshake City.
- Taaa...
- Wiesz, mam pomysł.- O NIE! Tylko nie genialne pomysły Styles'a! - Skoro jesteś sama to co ty na to bym ci odrobinę pomógł? I tak nie mam planów.
- Serio jest to konieczne?
- Nie żebym się przechwalał, ale mam rękę do dzieci.
- Niech będzie.- wpuściłam go do środka po czym oboje poszliśmy do salonu. Harry zaczął "inteligentne" rozmowy z chłopakami, którzy byli wniebowzięci jego towarzystwem. Przyniosłam nam coś do picia.

Po jakieś godzinie siedzenia w domu poszliśmy przejść się z chłopakami po okolicy. Postanowiliśmy pójść na pobliską łąkę, bo tam bez zahamowań te dwa wariaty mogą się wybiegać i wykrzyczeć. Po drodze natknęliśmy się starszą panią Mitchell, która jak w każde południe tędy spacerowała. Widywałam ją dosyć często gdy wraz z Kasią tu przychodziłyśmy. Z początku uśmiechnęła się pod nosem, a gdy była już wystarczająco blisko pierwsze co rzuciła to "Nie wiedziałam, że masz chłopaka." Ja tylko wytrzeszczyłam oczy, chciałam zaprzeczyć i powiedzieć, że Harry jest niedawno poznanym ZNAJOMYM, ale on zaczął mówić za mnie. Tylko nie to co chciałam powiedzieć ja, a zaczął potwierdzać teorię starszej pani. Objął mnie i mówił jak to się kochamy, a sąsiadka tylko stała i z uwagą go słuchała podczas gdy ja skrzywiona gapiłam się na tego pajaca. Odchodząc pani Mitchell powiedziała, że życzy nam powodzenia po czym odeszła. W tym samym momencie zaczęłam krzyczeć na Harrego oraz strąciłam jego rękę z mojego ramienia. Starał się mnie uspokoić nie tłumiąc przy tym śmiechu, ale nie udało mu się. Cały czas oburzona zachowaniem lokatego przyspieszyłam kroku wyprzedzając go. Dzieciaki bawiły się w najlepsze kiedy ja i Harry nawet na siebie nie spojrzeliśmy. Oboje mieliśmy ich na oku. On pilnował Simon'a, a ja Alex'a. Zdenerwowało mnie jego zachowanie. Przez to co powiedział ta staruszka już do końca będzie mi truć o moim wyimaginowanym związku, który nie istnieje, bo to tylko zwykłe bezsensowne słowa Styles'a. Nie wspominając już o gadaniu mojego taty. Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho, ale loczek wolał to przerwać.
- I co? Teraz się nawet nie odezwiesz?
- Może.
- Słuchaj, nie chciałem cię zdenerwować, tylko zażartować, ale widzę, że ty się na tym nie bardzo znasz.
- Harry, nawet nie wiesz jak mój tata zacznie mi dosrywać kiedy dowie się, że niby mam kogoś. A to tylko twoje chore wygłupy! Dzięki wiesz.
- Przepraszam no. Nie mówiłaś, że masz nadopiekuńczego tatę.
- Praktycznie każdy ojciec jest taki wobec swojej córki.
- W sumie.
- Czasem serio lepiej by było gdybyś się zamknął.
- A ja byłbym wdzięczny gdybyś chociaż na chwilę przestała się tak bulwersować w moim towarzystwie. Póki co ani razu nie widziałem jak się uśmiechasz. Nie licząc tego w Milkshake City. Cały czas jesteś przy mnie poważna, bo wolisz się cały czas trzymać tego, że za mną nie przepadasz. Mogłabyś chociaż na chwilkę sobie darować, wiesz?
- Dobra, wiesz co? Koniec tematu! Nie zamierzam dłużej tego ciągnąc.
- Widzisz!
Ale tym razem go zignorowałam, wzięłam chłopaków za ręce i zaczęliśmy powoli wracać do domu.
___________

*Ubranie Mariki
http://i49.tinypic.com/24digrp.jpg

A jak dla mnie znowu nudny. Ale cóż, może lepiej będzie jak sami ocenicie.
  • awatar Raz $ię żyje!: Genialny !!!! *,* Haha Hazza w jej domu o.O :P Normalnie rewelacyjny !!!!! Ciekawe co dalej :D
  • awatar Gość: Nudny? Chyba ci się literówka wkradła i chciałaś napisać niesamowity :D Czekam na kolejny wpis!! :)
  • awatar Gość: Nudy ?! To jest najpiękniejsze co może być . :D Kocham to . :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przez kilka sekund wpatrywałam się w dziewczynę trzymającą telefon w dłoni. Nie wiedziałam czy przejąć słuchawkę czy nie.
- Kurcze, bierzesz ten telefon czy nie?!... Bo jeśli nie to ja chętnie pogadam z nieznajomym. Ma naprawdę ładny i głęboki głos.- wypaliła.
- To se z nim gadaj. Ja nie mam humoru na jakąkolwiek rozmowę. - rzuciłam, a przyjaciółka zniknęła za drzwiami.
Byłam wściekła, że zgubiłam mój telefon. Ja to zawsze mam szczęście do tego typu rzeczy. Nie raz zgubiłam moją bransoletkę z koniczynką, z którą się nie rozstaję, później zaginęła moja ulubiona płyta. Kilka dni po tym zapodziałam gdzieś moje okulary, niezbędne mi do czytania, których wcale nie znalazłam w moim domu, a w ogrodzie, a nawet nie wiem jak one tam trafiły. Ale teraz padło na nieszczęsną komórkę. Najgorsze chyba jest to iż ten, który jest w jej posiadaniu może z nią robić co tylko mu się żywnie podoba, ponieważ nie jest ona zabezpieczona żadnym hasłem. A przecież tam miałam wszystkie zdjęcia i porypane wiadomości od Kasi kiedy to piszemy do siebie siedząc w tym samym domu, ale znajdując się jedynie w innych pomieszczeniach. Może nie ma sensu, ale my jesteśmy dwiema wielkimi pomyłkami dlatego lepiej nie wnikać jakie my jeszcze rzeczy wyrabiamy. Ale nic. Miałam nadzieję, że dzisiaj spędzę trochę czasu z Kasią, bo zazwyczaj widzimy się w domu, czasem gdzieś pospacerujemy czy coś, później rozchodzimy się w różne strony i widzimy po jej powrocie do domu, bo moją stroną zazwyczaj jest salon i siedzenie na dupie przed tv z laptopem na kolanach... Tak, należę do grupy leniów, ale nie przeszkadza mi to. Włączyłam laptopa, a w międzyczasie kiedy się ładował wszystkie przedmioty jakie trafiły na moje łóżko zaczęłam chować, a raczej wrzucać jak popadnie, ponownie do torebki. Mój kochany komputerek oczywiście musiał się włączać kilkadziesiąt minut dlatego postanowiłam pójść do pokoju przyjaciółki. Drzwi były otwarte dlatego bez wahania weszłam do środka. I wtedy BOOM! Na ścianie po lewej było jeszcze więcej ryjów Liam'a i reszty 1D niż poprzednio. Ale w szczególności Liam'a. Dziewczyna za to spokojnie siedziała na łóżku słuchając muzyki. Podeszłam do niej i rzuciłam się na łóżko. Ona podskoczyła zdejmując jedną słuchawkę.
- Co jest?!
- Masz jakieś plany na dzisiaj? Bo może byśmy gdzieś wyskoczyły?- powiedziałam z miną zbitego psiaka.
- Dzisiaj nie bardzo, bo za jakieś...- przerwał jej dzwonek do drzwi.- Właśnie... To do mnie. Ale obiecuję, że jutro spędzimy cały dzień razem.- krzyknęła zbiegając po schodach.
Usłyszałam jeszcze trzask drzwi. Głośno westchnęłam. Spojrzałam po raz kolejny na "świętą ścianę". Przeszły mnie ciarki, bo te wszystkie plakaty się na mnie gapiły! Dlatego też czym prędzej wybiegłam z jej pokoju zamykając za sobą drzwi.
Poszłam prosto do kuchni, przejrzałam szafki, lodówkę, ale nic nie znalazłam. Później pofatygowałam się do salonu, rozsiadłam się na sofie i włączyłam telewizor. Cały czas się wiercąc skakałam z kanału na kanał, ale i tu nie mogłam nic znaleźć. Niechętnie zwlokłam się z obecnego miejsca i wróciłam do pokoju. Mój laptop włączał się tak wolno iż kompletnie o nim zapomniałam. Będąc już w swoim "królestwie" wzięłam przenośny komputer po czym usiadłam z nim na łóżku. Przejrzałam Facebook'a, ulubione blogi oraz kilka stronek plotkarskich. No i na tym się zakończyło... Wszystko co musiałam przejrzeć zajęło mi mniej niż 5 minut. Świetnie, znów nic do roboty. Wyłączyłam mojego "grata" odkładając go na biurko. Otworzyłam okno, a do pomieszczenia wpadło zimne powietrze z dworu, przez co od razu je zamknęłam. Nie bardzo chciało mi się przebierać w coś cieplejszego dlatego jedyne co zrobiłam to narzuciłam na siebie czarny, krótki płaszczyk, wokół szyi owinęłam grubszą chustę, a na nogi nałożyłam moje nieśmiertelne granatowe conversy. Chciałam wychodzić, ale przypomniało mi się, że od samego rana nie widziałam mamy, które obecnie była jedyną obecną osobą w tym domu nie licząc mnie. Zaczęłam szukać jej po wszystkich pokojach, ale w domu jej nie było. Znajdowała się za domem siedząc wygodnie na naszej werandzie ogrodowej z gazetą w dłoniach. Oparłam się o szklane drzwi wlepiając w nią wzrok.
- Nie za zimno ci?- rzuciłam z uśmieszkiem.
- Da się przeżyć... co tam? idziesz gdzieś?
- Tak, nie zamierzam spędzać kolejnego dnia w domu, nie mogę być gorsza od Kasi... poza tym wakacje i tak zaraz się kończą, a ja większość czasu spędziłam przed komputerem.
- Racja. A idziesz gdzieś w okolicy pospacerować czy może na miasto.
- Pospacerować po mieście.- zaśmiałam się idąc już w stronę wyjścia.
- Nie będzie ci za zimno?
- Przeżyję!- krzyknęłam z korytarza, a chwilę później zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Pewnym krokiem zaczęłam zmierzać do wybranego przeze mnie celu. Wyciągnęłam z torebki odtwarzacz, na uszy nałożyłam słuchawki, w których już po chwili leciały moje ulubione utwory. Coś typu Bruno Mars "Talking To The Moon" czy Jason Mraz "I Won't Give Up". Często lubiłam sobie posłuchać czegoś wolnego, bo takie piosenki miały na mnie kojący wpływ. Kiedy coś mnie trapiło wystarczyło, że posłucham ulubionej playlisty, a humor od razu mi się poprawia, bo zapominam o wszystkich problemach... A propos problemów. Zagubiony telefon. Miałam nadzieję, że go znajdę albo chociaż ktoś kto wywiesi ogłoszenie o znalezisku. Z nadzieją, że komórka może być w miejscu gdzie wczoraj przesiadywałam do późna, poszłam prosto w tamto miejsce. Będąc coraz bliżej przyspieszyłam kroku. W końcu byłam na miejscu. Zaczęłam iść przed siebie i przy tym rozglądać się dookoła, jednak coś mi w tym przeszkodziło. Czułam na sobie czyjś wzrok. Spojrzałam na balustradę będącą obok mnie. Na niej siedział jakiś chłopak. Podniosłam wzrok i... FART! Czy ja się kiedyś od niego uwolnię?! Lokaty zszedł z miejsca, na którym siedział, włożył ręce do kieszeni bluzy oraz zrobił kilka kroków do przodu.
- Tego szukasz? - zaśmiał się podając mi telefon, TAK! MÓJ telefon!
- Tak. Skąd go masz?
- Ymmm, w-wypadł ci wczoraj i emmm, no, w-wziąłem żeby ci oddać!- jąkał się z wyszczerzem.
- Okeeeey. Jak uważasz. - wywróciłam oczyma. - Dzięki.- wypaliłam.
- Nie ma sprawy... I po raz kolejny w pewnym sensie ci pomogłem. Ciekawe, hm?
- Ta, bardzo. Dobra chcesz coś jeszcze powiedzieć, bo mam zamiar iść.
- Mam jedno pytanie. Na które musisz mi udzielić odpowiedzi.
- Naprawdę muszę?
- Oddałem ci twój telefon. Tak, musisz.
- Dobra, dawaj.
- Rozmawialiśmy już wcześniej, ale ja głupi nawet nie zapytałem... Jak masz na imię?
- Tak, jesteś głupi.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Serio? A myślałam, że tak.
- Gadaj.
Głośno nabrałam powietrza do płuc krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Marika.- burknęłam.- Mogę już iść.
- Ostatnie pytanie.
- Miało być jedno.
- Będą dwa. Dasz się gdzieś wyciągnąć? Na jakiś spacer czy coś..?
- Hmm, żeby się lepiej poznać, tak?
- Powiedzmy.
- Co jeśli się zgodzę?
- Ucieszę się.
- A co jeśli odmówię?
- Zdenerwuję i zacznę strajkować nago łażąc za tobą przez całe miasto i nie dam ci spokoju póki się nie zgodzisz.
- Kiedyś cię zabiję.- zaczęłam iść przed siebie.
- Ale kiedyś...- uśmiechnął się i polazł za mną.
Przez całą drogę Styles wypytywał mnie o wszystkie możliwe rzeczy związane ze mną, ale nie na wszystkie mu odpowiedziałam. Przez większość czasu to on nawijał, ja tylko udzielałam krótkich odpowiedzi. Szczerze to nie bardzo byłam zadowolona z tego spaceru. Jego wczorajsze towarzystwo mi w zupełności wystarczyło. Dzisiaj chciałam pobyć w samotności, pomyśleć na tymi sprawami nad którymi Harry nie pozwolił mi pomyśleć poprzedniego dnia. Najwyraźniej kiedy ten chłopak się kogoś uczepi to już nie odpuszcza. Miałam tylko nadzieję, że da mi chociażby trochę spokoju w najbliższych dniach, bo od jego paplaniny głowa pękała. Chyba, że miałam go dosyć tylko i wyłącznie dlatego, iż za nim nie przepadam... Może tak, może nie! Najważniejsze jest by obmyślić jakikolwiek plan, który pomoże mi pozbyć się loczka.
__________

Krótki, nudny... przepraszam
  • awatar Raz $ię żyje!: Rewelacyjny :D " -Tego szukasz ? " Haha :D Czekam na następny :*
  • awatar Julia Mellark♥: <3 Świetny <3 Zapraszam ;d
  • awatar Gość: NUDNY ?! To jest *przepiękne* . ^.^ Szkoda, że tak rzadko dodajesz. :( Ale ważne, że wgl jest . :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Chłopak z uśmiechem mi się przyglądał cały czas trzymając na rękach.
- Czy ja zawsze muszę cię ratować?- zaśmiał się.
- Po pierwsze, to jest dopiero drugi raz i słowo "ratować" ujęłabym w cudzysłów. A po drugie... odstaw mnie!
Chłopakowi momentalnie na twarzy pojawiły się rumieńce po czym odstawił mnie na ziemię. Chwyciłam się za głowę, bo wciąż trochę mi się w niej kręciło. Lokaty zrobił krok do przodu by pomóc mi ustać w miejscu, ale ja odsunęłam się od niego. On jednak nadal stał i mi się przyglądał.
- Na co czekasz? Na księżniczkę z bajki czy może na Arielkę z rzeki wersja stary glon?
- Co? - zmarszczył brwi.
- Czemu nie idziesz, idioto?
- Emmm, no wiesz...
- No problem w tym, że jakoś mi nic nie świta.
- Jesteś mi coś winna za to "uratowanie" ci życia.- uśmiechnął się cwaniacko.
- Serio? Zwykłe "dziękuję" nie wystarczy?
- Nie... nie w moim przypadku.
- To się wkopałam.- wywróciłam oczami siadając na kamiennej balustradzie.
On zrobił niepewnie kilka kroków, a następnie zajął miejsce obok. Pierwsze perę minut siedzieliśmy w ciszy... mnie to nie przeszkadzało, bo w sumie właśnie po to tu przyszłam. Żeby w spokoju posiedzieć i pomyśleć nad moim najzwyklejszym życiem, w którym nie znajdzie się nic innego jak siedzenie przy komputerze lub wydurnianie się z przyjaciółką. Miałam nadzieję, że zielonooki odpuści i powie, że takie siedzenie nie ma sensu. Ale chyba coś się przeliczyłam, ponieważ on wciąż siedział w tym samym miejscu co jakieś dobre 10 minut temu. Głośno westchnęłam po czym odwróciłam się drugą stronę, tak że moje nogi zwisały jakiś metr jak nie mniej nad wodą. Szatyn nadal nic. Nie reagował, nawet nie było widać jak oddycha. Jakiś manekin bezustannie wgapiający się w czarny asfalt. Podczas kiedy on siedział i... no nie wiem, dumał, ja przechyliłam głowę do tyłu zaczynając wpatrywać się w pięknie rozświetlające granatowe niebo gwiazdy. Miałam wrażenie, że z nocy na noc świecą jeszcze jaśniej. Żałowałam, że jestem takim cholernym leniem, bo przez to przychodziłam tu bardzo rzadko. Nigdy mi się nie chciało ruszać tyłka z miejsca, dopiero kiedy ktoś mnie wyciągnął z domu postanawiałam, że odwiedzę to miejsce. Dlatego nie żałuję, że diabły tasmańskie wolały pójść na milkshake'a niżeli siedzieć i demolować nam chałupę. Nagle loczek wyprostował się, a jego spojrzenie powędrowało na mnie. Nie przestawał się gapić. Zaciekawiona jego zachowaniem zrobiłam to samo i spojrzałam na niego. Wciąż się patrzył.
- O co ci do cholery chodzi?!
- Wydawałaś się być inna.
- Kiedy niby i jaka się wydawałam?
- Wtedy gdy omal się nie zabiłaś pod kołami auta.
- Co? Myślałeś pewnie, że jestem tak samo słodka i pusta jak reszta tych wszystkich idealnych cycatych lalek?- uniosłam jedna brew.
- Nie... po prostu sprawiałaś wrażenie uprzejmiej i przyjaznej dziewczyny. Czy coś w ten deseń.- wypowiadając ostatnie zdanie znowu powrócił do przyglądania się jezdni.
- Pierwsze wrażenie może zmylić... Po prostu byłam wdzięczna, że mnie odciągnąłeś do tyłu, ale nie znaczy to zaraz, że będę ci się rzucała na szyję, bo w dodatku jesteś Harry Styles z One Direction... Nie jestem waszą fanką i mnie twój widok nie jara jak te wszystkie Directionerki. Lubię waszą muzykę, ale nic poza tym. Nie zamierzam cię teraz specjalnie traktować. Mam swoje zdanie i go nie zmienię.
Po moich słowach ponownie nastała cisza. Było tylko słychać szum wody i szelest liści. Jednak chłopak niespodziewanie przerwał milczenie.
- Często tu przychodzisz?- tak jak mogłam się spodziewać, coś zupełnie od czapy.
- Nie.- odpowiedziałam krótko i na temat.
- Czemu mnie nie lubisz?- widać, że mu się podobają tego typu tematy...
- Harry, to nie jest tak, że cię nie lubię... Ja po prostu nie zamierzam być potulna jak baranek, bo wtedy będzie ci się wydawało, że możesz zrobić i powiedzieć wszystko, a tak nie jest. Nie znam cię, ale nie będę przy tobie zachowywać się inaczej żeby zrobić na tobie dobre wrażenie, bo jesteś tym kim jesteś. Poza tym... co mi zależy na twoim zdaniu o mnie? Przecież spotkaliśmy się tu po raz pierwszy i ostatni.- bąknęłam.
- Skoro cały czas trąbisz o tym, że nie zamierzasz mnie specjalnie traktować to czemu najzwyczajniej nie zignorujesz tego, że jestem członkiem One Direction?
- Nie drąż tego tematu, bo ja i tak wszystkiego ci nie wytłumaczę tak byś zrozumiał! Odpuść Styles!... Jeżeli chciałeś ze mną porozmawiać tylko i wyłącznie na ten temat to ja wole dać sobie spokój.
- Nie... sory. Chciałem tylko wiedzieć, ale... nieważne.- spuścił głowę i przetarł twarz rękoma. - Mógłbym, chociaż wiedzieć czemu tu przyszłaś? - wypowiedział to tak cicho, że ledwo co go usłyszałam.
- Lubię tu czasem przyjść i pomyśleć nad życiem. Pomyśleć co zrobiłam, a czego nie powinnam. To moje ulubione miejsce, mimo iż nie przychodzę tu często. A ty? - spytałam obojętnie.
- Spacerowałem, zobaczyłem cię i przyszedłem.
- Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Zapamiętałem twój ubiór.- uśmiechnął się pogodnie.

I tak oto kolejną godzinę siedziałam na moście gadając ze Styles'em. Rozmawiało się z nim całkiem okey, ale nie mogłam nadal powiedzieć czy go lubię czy nie, bo wciąż praktycznie go nie znałam. Mimo rozmowy, nie poznaliśmy się. To były najzwyklejsze nudne tematy, które były mało interesujące.
- Dobra. Ja się zbieram.- odwróciłam się w stronę jezdni schodząc z balustrady. - Późno już.- dodałam.
- Ta... dasz radę dojść sama?
Już miałam powiedzieć bez najmniejszego wahania, że tak, ale nie mogłam, bo bym skłamała. Nadal cholernie kręciło mi się w głowie i ledwo stałam na własnych nogach, ale nie bardzo chciałam spędzić kolejne kilkanaście minut w towarzystwie loczka. Najgorsze, że w tej okolicy nie było szansy na "złapanie" jakiejkolwiek taksówki i jedynym sposobem trafienia do domu było pójście na piechotkę. Okłamałam szatyna, że wszystko jest w jak najlepszym porządku po czym ruszyłam w kierunku domu. Co prawda lekko chwiejnym krokiem, ale jakoś doszłam do celu.
Zmęczona stanęłam pod drzwiami i z torby wyciągnęłam klucz by otworzyć drzwi. Weszłam do środka gdzie wszędzie było już ciemno. Sięgnęłam znów do torebki aby wyciągnąć z niej telefon chcąc sprawdzić godzinę. Nic nie wiedziałam, a na dodatek nie mogłam znaleźć swojej komórki. Po ciemku trafiłam do schodów. Na całe szczęście prawie wszędzie były okna dzięki którym można było teraz cokolwiek zobaczyć w tym domu. Wreszcie weszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torebkę na krzesło, spod poduszki wyciągnęłam piżamę aż w końcu poszłam do łazienki. Gdy byłam gotowa do spania szybkim krokiem wróciłam do siebie od razu na wejściu gasząc światło wskoczyłam prosto pod kołdrę.

I czas zacząć kolejny nudny dzień. Zwlokłam się z łóżka, doprowadziłam się do porządku i ubrałam w pierwsze lepsze ciuchy. Dziś wypadło na czarne dżinsowe szorty z granatową koszulką. Włosy jak zwykle upięłam w kucyka. Zerknęłam na zegarek. Była już jedenasta, co było dziwne, bo na dziewiątą miałam ustawiony budzik w telefonie, który o dziwo dziś nie dał o sobie znać. Podeszłam do torebki, w której zaczęłam szukać zguby, bo przecież wczoraj w tej ciemni nic nie mogłam odnaleźć. Zaczęłam przeglądać dokładnie każdą kieszeń torebki, ale wciąż nigdzie nie mogłam znaleźć komórki. Poddenerwowana wyrzuciłam wszystko z jej środka. Było wszystko prócz szukanej przeze mnie rzeczy. Super, zgubiłam telefon i nawet nie wiem gdzie on może teraz być. Najbardziej obawiałam się, że mógł mi on wypaść podczas tego jak Haroldzina mnie złapał. Albo po prostu gdzieś w okolicach. Ech, sama już nie wiem. Miałam jedynie nadzieję, że się gdzieś odnajdzie, bo jak nie to nie wiem co sobie zrobię. Nagle do pokoju wparowała Kasia z telefonem w dłoni mówiąc, że dzwoni do mnie jakiś koleś.
  • awatar Raz $ię żyje!: Haha xd Harold się telefonikiem zajął :p Rewelacyjny ! Czekam na następny ! :*
  • awatar Gość: WOOOOOOOOOOOOOOOW!! Geniastyczne :d Pewnie Hazzuś dzwoni :D Dodaj już następny pliiiiiiis :D
  • awatar Gość: Świetne ! ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Po około pięciu minutach znajdowałam się pod domem. Zapłaciłam za podwózkę po czym pobiegłam do domu. Otworzyłam drzwi, a gdy weszłam do środka zastała mnie cisza. Wykrzyknęłam "Jestem!" najgłośniej jak tylko potrafiłam. Nic. Zero jakiejkolwiek reakcji. Nagle zza ściany wyłoniła się Kasia.
- Czemu nie odpowiadasz jak wołam?- podeszłam bliżej przyjaciółki.
- Mam lenia, nie chciało mi się.
- TY?! Ty masz lenia?! O kurde, jak Chaca nie ma to z tobą złe rzeczy się dzieją.
- Kurcze! Daj ty se z nim w końcu spokój!!!
- Jakiś powód musiałaś mieć żeby zacząć się tymi zwierzętami zacząć opiekować.
- Alex i Simon to nie zwierzęta. - powiedziała ze skwaszoną miną.
- Oj, przecież żartuję. Wiesz, że lubię te dwa skrzaty.
- To dobrze, bo jutro spędzą z nami caaaały dzień.
- Co?!
- Mhm, jutro ich rodzice gdzieś jadą, więc się nimi zajmiemy.
- A braciszek? Znowu będzie zapieprzać ze swoim niezłym sprzętem i później gdzieś zniknie nawet cię nie zauważając?
- MARLA!!!
- Miałam na myśli kosiarkę!!!!
- Marla...- zaczęła wiercić mnie wzrokiem.
- Nie patrz tak na mnie! Nie mam nic na swoją obronę!
W tym momencie znowu nastała cisza, której tak bardzo nie lubiłam, bo zawsze wtedy dostaję głupawki. Ostatnio razem z Kaśką wzięłyśmy Harrego 'Ruchacza' i rzucałyśmy nim z balkonu, a później jak idiotki biegałyśmy po całej okolicy krzycząc rzeczy bez sensu. Przyjaciółka szczególnie krzyczała, że kocha Liam'a, a ja zostałam przy kisielu.
- Nie ma to jak narobić pod latarnią! - wykrzyknęłam.
- CO?!
- Miał.- zaśmiałam się i poszłam do kuchni po coś do jedzenia.

Resztę dnia obie spędziłyśmy na oglądaniu filmów, w których zawsze znalazłyśmy jakiś podtekst i wydurnianiu się. Rodzice byli na jakimś przyjęciu, więc wrócili dopiero po jedenastej. Moja towarzyszka padła dzisiaj dosyć wcześnie co było dziwne jak na nią. Ale jutro musiała być wyspana, bo pewnie już od rana podstawią nam bliźniaki do opieki. Miałam tylko nadzieję, iż nie wykończą nas tak bardzo, że przez kolejne dwa dni nie będziemy mogły wstać z łóżek. Co jest dosyć możliwe.
Wszyscy w domu zdążyli już pozasypiać, tylko ja jedyna siedziałam w pokoju z głową w nogach i z nogami na poduszce wgapiając się przez okno w gwieździste niebo. Dzisiejsza noc była wyjątkowo piękna, księżyc w pełni rozświetlał granatowe niebo, na którym nie było ani jednej chmurki. Coś mnie podkusiło żeby wstać i otworzyć okno na oścież. Tak też zrobiłam. Usiadłam na parapecie, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w granie świerszczy, a lekki wiaterek muskał moje ciało. Tonąc we własnych myślach przed oczami pojawiły mi się piękne zielone tęczówki, które zapamiętałam. Myśl, że spotkałam dziś osobiście Styles'a przyprawiała mnie o gęsią skórkę. Pomyśleć, że tak wiele dziewczyn o tym marzy, a nie zawsze jest to możliwe do zrealizowania, a dziś tak po prostu zobaczyłam go i to nie na plakacie w pokoju Kaśki. Jednak nie jarałam się tym tak bardzo jak by to robiła prawdziwa Directionerka. Może to dlatego, że ja nią nie byłam. Nie chciałam też się tym chwalić niebieskookiej, bo znając życie nie dałaby mi spokoju aż do śmierci. Ale lepiej zapomnieć o tym wszystkim. Raz go zobaczyłam i więcej to się nie wydarzy...

Czułam jak ktoś czymś we mnie rzuca. To nie mógł być nikt inny jak Simon. Młodego jak zwykle rozpierała energia. Kasia pewnie trzymała Alex'a, który próbuje jej nawiać. Zeszłam z parapetu po czym chwyciłam i uniosłam jednego z bliźniąt. Zeszłam na dół prosto do salonu gdzie właśnie znajdowała się dziewczyna i Alex. Zapytałam czy moi rodzice wciąż śpią, na co ona tylko skinęła głową i zabrała ode mnie małego. Wpół nieprzytomna doczołgałam się do łazienki by się odświeżyć. Będąc znów w pokoju z szafy wyciągnęłam luźny brązowy sweter i ciemne rurki, które od razu na siebie włożyłam. Do tego miałam jeszcze czarne buty z ćwiekami. Włosy spięłam w kucyka. Gdy byłam gotowa, przymknęłam okno w pokoju i zeszłam na dół sprawdzić co się tam dzieję. Tak jak myślałam. Chłopaki biegają po całym domu, a dziewczyna próbuje ich uspokoić. Nie czekając dłużej pomogłam jej złapać nadpobudliwą dwójkę. Alex'owi i Simon'owi nie zbyt chciało się siedzieć w domu, nam z resztą tak samo dlatego postanowiłyśmy zabrać młodych na jakiś spacer. Obie zabrałyśmy swoje torebki po czym razem z chłopakami poszłyśmy na spacer. Zmierzaliśmy w stronę Milkshake City, bo dwa diabły tasmańskie zaczęły nas szantażować, że jeśli z nimi tam nie pójdziemy to naskarżą na nas rodzicom. Nie chcąc się z nimi kłócić zrobiłyśmy o co 'prosili'. Będąc nieopodal lokalu Kasia powiedziała, że podskoczy do jednego z butików by coś sprawdzić. Przytaknęłam i razem z bliźniakami weszłam do MSC. Stanęliśmy w kolejce oczekując na swoją kolej. Nagle dwójka zaczęła ciągnąc mnie za rękę. Zaciekawiona co znów wymyślili przykucnęłam, łapiąc ich za ramiona. Oni nawet nie dali mi dokończyć, bo od razu zaczęli coś gadać i wskazywać na trójkę chłopaków. Widać, że One Direction, ale dziś tylko 3/5, naprawdę lubią tu przebywać. Tym razem byli Louis, Niall i oczywiście loczek. Kasia stanowczo za dużo spędzała czasu z tą dwójką wariatów, bo i oni zdążyli ich polubić. Nie pytając mnie nawet czy mogą iść, pobiegli prosto w stronę chłopaków. W tym samym momencie podeszła do nich jakaś dziewczyna, zapewne również była Directionerką. Była szczupłą blondyną o wyraźnych zielonych oczach, których nie dało się nie zauważyć. Miała na sobie dosyć krótką sukienkę ze sporym dekoltem. Na moje oko miała z 17 lat. Wtedy Styles od razu poderwał się i zaczął nią zagadywać, podrywać itp. przez co nawet nie zauważył młodszych fanów. Spostrzegła ich jedynie pozostała dwójka. Dali im autografy powiedzieli kilka słów po czym bracia wrócili do mnie. Od razu zaczęli mi się żalić, że ich ulubieniec ich kompletnie olał. Zaskoczyło mnie to, bo z tego co byłam zmuszana oglądać, czytać o loczku i reszcie wydawało się, że żadnego fana nikt z całej piątki nie oleje i poświęci chociaż swoje 5 sekund życia na to by dać swój autograf, ale dla Styles'a najwyraźniej liczyły się FANKI, które będą odwzajemniać jego zaloty, bo są przecież w niego tak bardzo zapatrzone, że nie widzą jak gapi im się na cycki. Nie ma co, niezłe sobie wyrobił u mnie zdanie. Ale cóż, to tylko ja tak sądzę, bo żadna inna nie powie na niego złego słowa, ponieważ to sam Harrold Styles, członek zespołu One Direction.
Nareszcie nadeszła nasza kolej zamówiłam 4 shake'i 1D, na które czekałam kilka minut. Mój wzrok cały czas spoczywał na Harrym i nadal stojącej przy nim blondynce non stop szczerzącej się do chłopaka. No cóż. Ja się wolę nie odzywać w tej sprawie. Kiedy otrzymaliśmy nasze napoje odeszliśmy od lady po czym wyszliśmy z budynku. I nagle: BOOM! Ktoś mocno szarpnął mnie za ramię. Odwróciłam się, a przed sobą znów ujrzałam te zielone patrzałki.
- Hej. - uśmiechnął się.
- Znamy się? - udawałam, że go nie pamiętam z nadzieją, że da mi spokój.
- Jasne, przecież to ja się wczoraj "uratowałem". Musisz mnie pamiętać.
- Chyba mnie z kimś pomyliłeś.- bąknęłam.
- Nie byłbym w stanie cię pomylić z inną dziewczyną.
- Serio? A tamtą fankę też nie pomylisz z inną?
- Co? O co ci chodzi?
- O to, że wolałeś spijać sobie z dzióbków z fanką, niż poświęcić chociaż kilka sekund na danie autografu twoim dwóm małym fanom.
- Tylko o to ci chodzi? ... Przecież równie dobrze mogę im teraz je dać. - spojrzał z uśmieszkiem na bliźniaki stojące po mojej prawej.
- Daruj sobie...- rzuciłam i poszłam w drugą stronę.
Kilka kroków dalej natknęłam się na przyjaciółkę wracającą ze sklepu. Zaczęła pytać co to był za jeden, ale jedynie powiedziałam, że ktoś się pomylił i tyle. Znając ją gdyby wiedziała, że to był Styles zaraz by pobiegła i się na nim uwiesiła nie dając mu spokoju do końca dnia.
Chwilę jeszcze pochodziliśmy z dwójką braci po czym zaczęliśmy kierować się w stronę domu. Ja natomiast chciałam jeszcze chwilę pospacerować, ale sama. Dlatego też trójka poszła do domu, a ja postanowiłam obejść część Londynu mimo późnej pory. Słońce było coraz niżej przez co zaczynało się ściemniać, ale nic sobie z tego nie robiłam. Dalej maszerowałam przed siebie między uliczkami. W końcu doszłam do miejsca gdzie zaczynał się mały murek. Weszłam na niego i zaczęłam po nim iść. Prowadził on do małego, kamiennego mostu, na którym lubiłam przebywać. Kiedy dotarłam w dane miejsce zaczęłam spacerować wzdłuż kamiennej balustrady. W pewnej chwili zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. Momentalnie przewróciłam się jednak nie w stronę wody płynącej pod mostem, a prostu w ramiona... nie no świetnie.

___________

*Ubranie Mariki
http://i46.tinypic.com/2cpumn4.jpg
  • awatar Raz $ię żyje!: Genialny! !! W ramiona mu wpadła o.O uuuu... Czekam z niecierpliwością na następny!!! *,*
  • awatar Lou <3: super jest. masz talent. będę czytać regularnie :) dodawaj next :D
  • awatar Hold On To The Feeling ♥: @Aśka: Chace (czyt. Czejs) brat bliźniaków/ sąsiad dziewczyn ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Promienie słoneczne lekko muskały moją twarz. Jak co rano zrzuciłam z siebie kołdrę, która spadła na podłogę. Usiadłam na skrawku łóżka i przetarłam zaspane oczy, które i tak z ledwością otworzyłam przez rażące słońce przedzierające się przez szyby. Wywlokłam się z ciepłego łóżka i podeszłam by wyjrzeć przez okno. Pogoda jak zwykle była dosyć dziwna. Mianowicie słońce grzało jak oszalałe, ale mimo to była lekka mżawka. Na niebie widniała piękna tęcza, która sprawiła, że na moją twarz wkradł się uśmiech. Z krzesła wzięłam moją ulubioną bluzę, narzuciłam ją na siebie i otworzyłam drzwi od pokoju. Wychodząc z pomieszczenia przystanęłam by sprawdzić czy rodzice już wstali. Nasłuchiwałam co się dzieje dookoła i tak jak myślałam wstali i to pewnie już dawno temu. Przez barierkę zerknęłam na dół nadal idąc w stronę schodów. Szybko z nich zbiegłam po czym udałam się od razu do kuchni. Tam rodzice poruszali swoje głębokie i ważne tematy. Uśmiechnęłam się pod nosem podchodząc do lodówki. Wyciągnęłam z niej sok pomarańczowy i nalałam do czystej szklanki stojącej na blacie. Tata jak zwykle w niedzielne poranki stał już przy kuchence robiąc śniadanie, a na mój widok rzucił swoje stałe "Cześć niunia" co mnie denerwowało, ale zdążyłam już trochę przywyknąć, bo rodzice mówią tak do mnie przez dobrych osiemnaście lat. Mama siedziała na stołku przy "wyspie" kuchennej, zajadając się omletem, a kiedy tata i mi podał talerz ze śniadaniem dosiadłam się do niej. Z salonu było słuchać telewizor. Gadka była o gwiazdach co świadczyło, że mama była w posiadaniu pilota. Przerwałam na chwilę jedzenie mając na celu pójść i włączyć jakiś program muzyczny. Zrobiłam co zamierzałam. Na MTV kończyła się jakaś piosenka dlatego czekałam aż zacznie się kolejna. Po chwili usłyszałam początek znanej mi piosenki i ujrzałam piątkę chłopaków stojących na schodach przed Londyńskim autobusem. Nie ma to jak zacząć dzień od piosenki One Thing. Podgłośniłam telewizor, a w drodze do kuchni przechodząc obok schodów donośnie krzyknęłam "Kasiaaa!!". Dziewczyna od razu wybiegła jak burza ze swojego pokoju krzycząc "Liam, Liam, Liam!!!". Jak zwykle. Moja przyjaciółka była ich wieeeelką fanką. Ja za to po prostu ich lubiłam. Całkiem fajnie grali i nie powiem, mordki też mieli ładne. Pamiętam jak powiedziałam Agacie, że ich lubię. Jej mina była bezcenna i mówiła "Za co?!". Później dołączyła do mnie Kasia, ale ona w bardziej zaawansowanej fazie, bo kiedy ja po prostu ich słuchałam ona mówiła o sobie Mrs. Payne. Ja na całe szczęście nie mam ulubieńca. Ale kiedy wchodzimy z niebieskooką w ten temat ona zawsze porównuje mnie do Harrego. To niby przez to, że jestem zboczona i rąbnięta, kiedy ja nie jestem aż tak zboczona!... Chyba nie tak bardzo.
W końcu wróciłam do kuchni i dokończyłam jedzenie, a po trzech minutach z salonu przybiegła Kaśka. Z szafki wyciągnęła croissanta, a do tego zrobiła sobie kakao. Jej stałe śniadanie. Odkąd tu mieszkamy nie je nic innego jak rogale z kakaem na śniadanie i słodka bułka z jogurtem na kolacje. Ja to bym chyba nie wytrzymała. Ale czasem i ja jem podobnie by dziewczyna się osamotniona nie czuła. Po śniadaniu wróciłyśmy do swoich pokoi by się jakoś ogarnąć. Włosy zostawiłam rozpuszczone, na siebie nałożyłam białą zwiewną koszulkę na ramiączkach, na to krótką kamizelkę z jasnego dżinsu z ćwiekami na ramionach oraz chabrowe spodnie. Na nogach miałam białe conversy. Z przyjaciółką wyszłyśmy z pokoi w tym samym momencie, co oznaczało wyścig "Która pierwsza dotrze do łazienki". I jak zwykle pierwsza była Kasia. Dlatego ja musiałam schodzić na dół do tej drugiej, za którą nie przepadałam, bo była bardzo mała i dosyć niewygodna. Ale cóż, jakoś przeżyję. Szatynka przez uchylone drzwi podała mi kosmetyczkę, bo wiedziała, że kiedy otworzy szerzej, ja będą na tyle silna by ją stamtąd wyrzucić. Będąc w nie lubianej prze ze mnie łazieneczce, a raczej kibelku, podeszłam do lusterka, wyciągnęłam moją ulubioną maskarę i pociągnęłam nią rzęsy. Na powieki nałożyłam trochę cienia w naturalnym kolorze, bo nie bardzo przepadam za mocnym makijażem. Umyłam jeszcze zęby i byłam gotowa. Wróciłam do góry, a dziewczyna nadal siedziała zamknięta w toalecie. Czasem wolałabym nie wiedzieć co ona tam robi. Miejmy nadzieję, że do szczotki nie śpiewa, bo jeśli tak to następnym razem nie zatańczę z nią makareny na środku sklepu... bo zrobię to sama!
- To jakie plany na dziś?- zapytałam widząc ją wychodzącą z pomieszczenia.
- Idę do sąsiadów.
- Myślałam, że inaczej mówi się wyraz "ukochanego".
- Zabawna jesteś.
- Jeszcze raz zaprzecz, że ci się ten chłopak podoba to kolejną noc będziesz spała bez Liam'a!
- Ej!
- No co? To, że z nim sypiasz to nie zmienia faktu, że to wciąż moja pluszowa panda.
- Dobra! Po prostu już nie będę się w tej sprawie słowem odzywać!
- Jak chcesz.
- A poza tym ty śpisz z Ruchaczem!!!- wydarła się na pół domu.
Kiedy mój tata to usłyszał zaczął się na nas gapić jak na idiotki, bo na nasze szczęście akurat szedł do sypialni, która znajdowała się na piętrze tuż obok naszych pokoi. Obie zaczęłyśmy się śmiać bez opamiętania. W końcu poszedł tam gdzie zamierzał, a ja z Kasią pożegnałyśmy się i wyszłyśmy z domu rozchodząc się w dwie różne strony. Była już dwunasta, więc wszystko powinno być pootwierane.
Moim obecnym celem było Milkshake City, gdzie często chodzimy z przyjaciółką, a kiedy i Agata nas odwiedza to przychodzimy tu i z nią. Dojście to MSC zajęło mi około 20 minut. Weszłam do środka budynku po czym rozejrzałam się dookoła. Przy jednym stoliku siedziała grupka dziewczyn, przy dwóch kolejnych zakochane pary, była jeszcze jakaś rodzinka i piątka znajomych siedząca w kącie tuż przy oknie. Podeszłam do lady, a po niespełna minucie podeszła do mnie młoda dziewczyna z obsługi. Zamówiłam ulubionego shake'a, na którego musiałam chwilkę poczekać. Stojąc przy ladzie i czekając na swój napój bez przerwy rozglądałam się po lokalu. Cały czas wchodził tu ktoś nowy, a kolejka stawała się coraz dłuższa. Mój wzrok zatrzymał się na chłopaku z burzą loków, który cały czas się na mnie patrzył. Siedział z grupką przyjaciół, którzy co sekundę śmiali się z tego co mówił chłopak w białej bluzce i turkusowych spodniach. Lokaty nie spuszczał ze mnie wzroku, a po dłuższej chwili posłał mi uśmiech i pomachał. Odwzajemniłam to. Mój shake był gotowy, zapłaciłam po czym chwyciłam za niego i zaczęłam zmierzać ku wyjściu. Wychodząc zobaczyłam jak szatyn zrywa się z miejsca. Jednak dalej mu się nie przyglądałam tylko szłam dalej przed siebie. Wolnym krokiem przemierzałam jedną z najbardziej ruchliwych ulic Londynu. Co prawda teraz jeszcze nie było tak źle jak jest południem, ale i tak z sekundy na sekundę jeździło tu więcej samochodów i chodziły tłumy przechodniów. Wtem usłyszałam dźwięk wiadomości. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i nos wlepiłam w ekranik. Napisała Kasia:

"Długo jeszcze zamierzasz tak się pałętać?
Sąsiadów wywiało nad jezioro, a ja siedzę i się nudzę."

Zaczęłam pisać odpowiedź na jej sms'a kiedy nagle poczułam jak ktoś mocno chwyta mnie za rękę i ciągnie do tyłu.
- Mogłaś się zabić.- zaśmiał się nieznajomy.- Na przyszłość radziłbym patrzeć przed siebie, a nie w komórkę.
Dopiero teraz zorientowałam się, że omal co nie weszłam na ruchliwą jezdnię i gdyby nie chłopak byłby już ze mnie krwawy kisiel. Zaczęłam śmiać się sama z siebie. Czy ja zawsze muszę być bliska śmierci? Chłopak miał minę typu "WTF?!", myślał sobie pewnie "Co to za wariatka?", bo jeszcze przed chwilą zabiłaby się pod kołami auta i to zupełnie nieświadomie i zamiast rzucić się na szuję swojemu wybawcy to ona zaczyna śmiać się w niebo głosy.
- Cz-czy wszystko dobrze, czy może śmiejesz się by ukryć strach?
- Ja się śmieje z tego jaka jestem rąbnięta.- ledwo wykrztusiłam przez śmiech.
- Emmm, okeeey.
- Przepraszam. - powoli starałam się uspokoić, co dla mnie było ciężkim kawałkiem chleba w takiej sytuacji.- Po prostu nie należę do grupy tych 'normalnych'.
- Da się zauważyć.
- Dziękuję, że mnie 'uratowałeś'. Większość mnie olała, a chociaż ty zareagowałeś.- uśmiechnęłam się.
- Drobiazg..
- Ej... zaraz. To ty jesteś tym z Milkshake City, co nie?
- Ymmm, tak. - na jego twarzy pojawiły się małe rumieńce.
- No proszę... Harry Styles się do mnie uśmiechnął i dodatkowo mnie uratował przed śmiercią. Będą miała się czym chwalić.
- Niech zgadnę, nie lubisz nas.
- Nie zgadłeś, lubię. Ale bez przesady. Ja się tam mianuję żoną jednego z waszej piątki.
- To chyba jednak w pewnym stopniu jesteś normalna.- zachichotał.
- Jakbyś mnie bliżej poznał zmieniłbyś zdanie.
- A jest w ogóle szansa bym cię poznał?- śmiesznie poruszył brwiami i przymrużył oczy.
- No nie wiem, nie wiem.- nagle przyszedł kolejny sms od Kasi. - Ja muszę spadać. I jeszcze raz dziękuję.- rzuciłam, a następnie wsiadłam do niedaleko stojącej taksówki.

__________

*Ubranie Mariki
http://i48.tinypic.com/fw3z3k.jpg
  • awatar Raz $ię żyje!: Uuu ... Genialny rozdział . I jeszcze Harry ją uratował *,* Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej ;)
  • awatar Mistake <3: Po prostu *odjazdowe* !. Świetne, naprawdę ;> Prosze mi tu szybko dodać następny rozdział! ;] <3
  • awatar Gość: Woooooow! To jest świetne! I mówię to naprawdę szczerze! <3 Na pewno będę tutaj zaglądać! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Marika - nieśmiała, ale zwariowana 18-latka, która kocha się wygłupiać z przyjaciółmi. Kiedy ukończyła 17 lat razem z rodzicami przeprowadziła się do Londynu gdzie w nowej szkole rozpoczęła naukę. Pochodzi z Polski.
Każdy dzień spędza z przyjaciółką Kasią. Zawsze dobrze się razem bawią nawet jeśli demolują przy tym cały dom. Dziewczyna uwielbia również śpiewać mimo, iż uważa, że kompletnie jej to nie wychodzi. Nie lubi sportu. Kiedy ma czas w towarzystwie bliskich osób spaceruje po okolicy, w której mieszka ze słuchawkami na uszach i myśli o swoim życiu oraz o tym "Co by było gdyby..."


Kasia - najlepsza przyjaciółka Mariki, po uszy zakochana w zespole One Direction. Razem z Mariką i jej rodzicami przeprowadziła się do Londynu i od tamtej pory mieszka razem z nimi.
Uwielbia wygłupy na poziomie HARD. Jest nieobliczalna, ale przyjaciele już trochę ją znają i wiedzą na co ją stać. Nie zna słowa "NIE" i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Mimo, że jest pewna siebie czasem lepiej uważać co się do niej mówi, bo niektóre rzeczy może wziąć do siebie. Uwielbia wszystko co związane ze sportem i długie spacery podczas których słucha ulubionej muzyki.

Agata - rówieśniczka Kasi oraz Mariki. Mieszka w Polsce, ale ma spore plany co do swojego życia. Czasem odwiedza dziewczyny.
Zazwyczaj cicha, jednak w towarzystwie przyjaciół kompletnie się zmienia. Często woli siedzieć w domu, ale czasem pod namową znajomych ulega i wychodzi na miasto. Kocha śpiewać i tańczyć.


Alex & Simon - 8-letnie bliźniaki, którymi czasem opiekują się Kasia i Marika (w szczególności Kasia) gdyż mieszkają w sąsiedztwie. Mają oni o wiele starszego brata Chaca. Oboje są jak dwa diabły i trudno sprawować nad nimi opiekę przez co Marla nie ma do nich cierpliwości.


One Direction - Irlandzko-brytyjski zespół, w który skład wchodzi pięciu niesamowicie utalentowanych chłopaków: Louis, Liam, Harry, Niall i Zayn. Swoją sławę zawdzięczają programowi "The X Factor" oraz jakiś czas później swojej żmudnej pracy i niesamowitej osobowości.